Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #wywiad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2010

Entropia - wywiad


Tym razem przed wami młody, bardzo obiecujący zespół Entropia z Oleśnicy. Stylistykę zespołu można scharakteryzować jako post-metal, jednak nie ma tutaj mowy o bezmyślnym naśladownictwie. Co prawda na swoim koncie mają tylko jedną EPkę, ale prezentuje ona naprawdę wysoki poziom. Zapraszam do czytania wywiadu.


Cześć! Może na początek kilka słów o sobie, aby rzucić nieco światła i wyjaśnić czytelnikom Distuned Voices czym tak naprawdę jest Entropia. Kiedy i jak to się zaczęło?

Witamy, wszystko zaczęło się jesienią 2007 roku, kiedy trzy osoby - gitarzysta Michał Dziedzic, perkusista Patryk Budzowski, oraz basista Bartek Sikora - spotkały się dzięki ogłoszeniu w lokalnej gazecie o poszukiwaniu muzyków do zespołu. Początkowo zmierzając w kierunku progresywnego rocka i metalu, powstał kawałek Seasons End Up In Thaw, który od czasu jego skomponowania uległ daleko idącym przemianom obrazującym rozwój zespołu. Nie zamierzaliśmy podążyć jakąś konkretną stylistyką, staraliśmy się po prostu grać niebanalną muzykę dającą do myślenia. Probierzem tej niebanalności była z pewnością eklektyczność wynikająca z różnych inspiracji, zapewne też różnicy wieku i doświadczeń między nami; chociaż już wtedy w naszych pierwszych kompozycjach przebrzmiewały echa twórczości zespołów, które dzisiaj powszechnie już kwalifikuje się do nurtu zwanego post metalem. Po jakimś czasie Bartka jako basistę zastąpił Marek Ceńkar, który skontaktował się z nami po jednym z koncertów. Od tego czasu bardziej konsekwentnie dążyliśmy do osiągnięcia brzmienia charakterystycznego dla zespołów pokroju ISIS, dużym skokiem naprzód było dołączenie do Entropii Damiana Dudka, klawiszowca, który znacząco poszerzył nasze spektrum brzmień. Między tym, co graliśmy u zarania działalności a naszymi aktualnymi kompozycjami jest teraz całkiem spora różnica.


Opowiedzcie nieco o swoich inspiracjach, jakie zespoły, płyty miały największy wpływ na waszą twórczość?

Pośród naszych inspiracji znajdują się zespoły z nurtu progresywnego takie jak Tool czy Fair to Midland czy mathcore - Meshuggah, Periphery, The Dillinger Escape Plan, a nawet wczesny nu metal - Deftones, Korn. Lwią część stanowią jednak zespoły z nurtu postmetalowego - ISIS w środkowej fazie swej działalności, Cult of Luna, Rosetta, Mouth of the Architect, Pelican, Callisto, długo by wymieniać. Obok inspiracji około-rockowych czerpiemy również wiele z jazzu, zwłaszcza z jego eksperymentalnych odmian, reprezentowanych m.in. przez takie zespoły jak Bohren & der Club of Gore czy The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble.


Moglibyście nieco powiedzieć o warstwie tekstowej? W końcu nie przez przypadek zdobyliście pierwsze miejsce w konkursie 'Muzyczne Interpretacje Poezji'.

Celem konkursu było wyłonienie najlepszego wykonawcy prezentującego utwór, którego warstwa tekstowa oparta byłaby na liryce jakiegoś znanego poety. Jak łatwo się domyślić, w podobnych konkursach zespoły metalowe raczej nie uczestniczą. Dysponowaliśmy kawałkiem opartym na wierszu Witkacego 'Dla Chorych Diabłów' i postanowiliśmy wziąć udział, licząc raczej na możliwość zaprezentowania się publiczności niż zwycięstwo. Wygraliśmy, co z pewnością było wyrazem otwartości jury, gdyż absolutnie nie wpisywaliśmy się w profil typowego wykonawcy muzyki inspirowanej poezją, samo zaś użycie przez nas znanego wiersza jako warstwy tekstowej utworu było ciekawym doświadczeniem. Rodzi to zarówno wiele ograniczeń jak i nowych możliwości. Cult of Luna na swojej płycie 'Eternal Kingdom' również bazują na gotowym tekście, co skazało tą płytę na pewien wymuszony konceptualizm. Jeżeli chodzi o nasze autorskie teksty, to zawsze staramy się nawiązać do osobistych odczuć i emocji. Próbujemy poruszać niebanalne tematy, ale wiadomo, że ciężko być szczególnie odkrywczym w tej kwestii. Każdy ma swój własny introwertyczny świat i to do odbiorców należy interpretacja. Tekst zawsze powstaje do już ukończonego utworu, jednakże często pewne motywy, które znajdą wyraz w warstwie lirycznej, są już inspiracją dla muzyki.


Macie za sobą kilka jesiennych koncertów w różnych klubach we Wrocławiu. Jak wrażenia? Sądzicie, że takie samodzielnie organizowane koncerty to dobry sposób na promocję zespołu?

Graliśmy je przede wszystkim po to aby pokazać się poza Oleśnicą. Na razie poprzestajemy na organizowaniu pojedynczych koncertów dla zachowania formy. Kontakt z publicznością jest zwieńczeniem naszej pracy, bo liczymy przede wszystkim na dotarcie do odbiorcy, nie gramy tylko i wyłącznie dla przyjemności. Wrażenia są pozytywne, ale wciąż mamy do czynienia z przypadkowością naszych słuchaczy, co jest głównym mankamentem koncertów. Często potencjalni odbiorcy udając się na nasz występ z błędnymi wyobrażeniami lub po prostu nie wiedzą, w jakiej stylistyce się poruszamy. Post metal jest jednak muzyką trudną i w Polsce tkwi jeszcze w głębokim podziemiu. Stąd z czasem doszliśmy do wniosku, że przede wszystkim musimy liczyć na pomoc środowiska muzycznego zorientowanego w temacie oraz promować naszą twórczość w internecie, najlepiej docierając bezpośrednio do słuchaczy. Najlepszym sposobem promocji jest nagranie profesjonalnego materiału i jego darmowe udostępnianie.


Jak wygląda proces tworzenia? Zdarza wam się improwizować?


Nie tworzymy utworów na podstawie improwizacji, wszystko jest uprzednio przemyślane. Każdy z nas przynosi na próby swoje pomysły, gdzie składamy je w całość. Nasze utwory są na tyle długie i rozbudowane, że zawsze znajdzie się miejsce na ciekawe idee. Oczywiście część motywów powstaje na bazie jamowania, lecz zazwyczaj unikamy spontaniczności w procesie tworzenia.


Może kilka słów o kulisach nagrania dotychczasowej Epki? Macie w planach nagranie jakiegoś nowego materiału?

Możliwość nagrania materiału zależy od środków, które zdobyliśmy dzięki wygranej w konkursie „Muzyczne Interpretacje Poezji”. To starczyło nam na zarejestrowanie 2 utworów, które teraz tworzą EP pt. „Let's Leave Before This Place Thaws”. W chwili obecnej planujemy zdobycie środków na nagranie większej ilości utworów obrazujących konsekwencję w dążeniu przez nas do osiągnięcia brzmienia typowego dla post metalu.


Czy planujecie poszerzenie składu na potrzeby koncertów? Czy może chcielibyście dołączyć na stałe jakiegoś gitarzystę/wokalistę?

Możliwe, że w przyszłości zdecydujemy się na dodanie elementów elektroniki do naszej muzyki, tymczasem zaś jesteśmy zadowoleni z aktualnego instrumentarium i dążymy raczej do poszerzenia spektrum brzmień poprzez manipulowanie dźwiękiem. Monumentalne składy sprawiają ogromne problemy logistyczne i noszą znamię 'przekombinowania'.


Z racji tego, że niedawno zakończył się rok 2009, nadszedł czas podsumowań. Jakie płyty, wydarzenia zrobiły na Was największe wrażenie?

Rok 2009 obfitował w dobre wydawnictwa płytowe, z pewnością najlepszymi albumami zeszłego roku były między innymi 'Providence' zespołu Callisto, Fen- 'The Malediction Fields', split A Storm of Light/Nadja - 'Primitive North', singiel iLiKETRAiNS -'Sea of Regrets', Behemoth - 'Evangelion'. Wyróżnić można też albumy młodych zespołów, których pierwsze długogrające wydawnictwa okazały się jednymi z najlepszych w zeszłym roku, jak 'Deathconsciousness' zespołu Have A Nice Life czy 'White Tomb' Altar of Plagues. Niestety klapą okazała się najnowsza płyta ISIS oraz Huntera. Rok poprzedni obfitował również w świetne koncerty, zwłaszcza występ Rosetty w czerwcu we wrocławskim Firleju. Innymi ważnymi wydarzeniami był Asymmetry Festival, listopadowy koncert ISIS w Warszawie oraz przedświąteczny występ Callisto, ponownie w Firleju.


Dzięki za wywiad. Ostatnie słowa należą do Was.

Przede wszystkim zapraszamy na nasz profil myspace oraz last.fm, skąd dowiedzieć można się o aktualnych koncertach oraz nowych wydarzeniach związanych z działalnością zespołu. Zapraszamy serdecznie do udziału w koncertach Entropii. Zabierzcie naszą muzykę ze sobą do domu, podzielcie się z rodziną i znajomymi ;)

Pozdrawiamy czytelników Distuned Voices i dziękujemy za wywiad.

czytaj dalej »

czwartek, 24 grudnia 2009

Wywiad z Proghma-C



Jeszcze jakiś czas temu o Proghma-C słyszała jedynie garstka ludzi. Dziś po wydaniu ich debiutanckiego "Bar-do Travel" o zespole zrobiło się głośno, a wszystko co najlepsze jeszcze przed nimi, między innymi udział w ProgPower Europe. O Feelu, nowym albumie i współpracy z wytwórnią rozmawiałem z perkusistą zespołu, Łukaszem Kumańskim vel Kuman.

Na początku chciałem szczerze pogratulować krążka, wyszedł Wam wyśmienicie.

Dzięki bardzo. Naprawdę miło to słyszeć.

Wiadomo, że "Bar-do Travel" nie jest Waszym pierwszym śladem jaki udało Wam się zostawić na muzycznej mapie. W 2005 roku nagraliście demo zatytułowane „Down In a Spiral”. Powiedz, dlaczego nie zostało oficjalnie wydane?

Tak naprawdę to nagraliśmy ten materiał raczej dla siebie. Żeby zobaczyć jak nam idzie praca w studio, jak zabrzmią te numery. Nie pamiętam już czy „Down In a spiral” rozsyłaliśmy po wytwórniach tudzież zinach. Jednym z powodów dlaczego tak się działo było na pewno niezbyt dobre brzmienie tego materiału. Raczej nie było się w tej sferze czym chwalić. Wiedzieliśmy że w odpowiednim miejscu i z odpowiednim człowiekiem możemy dużo lepiej zabrzmieć co udowodniliśmy nagrywając „Bar-do Travel” właśnie w Olsztynie. Aczkolwiek demko do tej pory „wisi” sobie w sieci i cały czas o dziwo zbiera pochlebne recenzje (śmiech).

Z tego co udało mi się ustalić, tytuł Waszego albumu nawiązuje do buddyzmu. Mógłbyś odrobinę szerzej przybliżyć co Was skłoniło do zastosowania takiej nomenklatury w tytule i jakie przesłanie się dokładnie za tym kryje?


W tej sprawie więcej mógłby powiedzieć nasz wokalista Bob, autor tytułu płyty i większości tekstów. Zarówno teksty jak i tytuł są symboliczne. Mówią o bardzo poważnych tematach jak życie, cierpienie. Można je odbierać w dowolny sposób. Nie jest to na pewno typowy koncept album. Słowo „Bardo” określa pewien etap przejścia. Chcieliśmy znaleźć tytuł, który w jakimś stopniu odda to co się z nami w tamtym okresie działo. Zamknięcie pewnego etapu i podróż dalej. Słowo "travel" dodaliśmy sami, to daje pole do interpretacji i słuchaczowi i nam samym, bo w sumie każdy z nas inaczej rozumie pojęcie "Bar-do Travel".

Co sądzicie o ostatnio dość intensywnej eksploatacji matematycznego, eksperymentalnego grania? Nie macie wrażenia, że powoli ów gałąź muzyczna ulega zmęczeniu i wyczerpaniu materiału?

Hmm, nie do końca mam pojęcie o jakich kapelach mowa i co tak naprawdę rozumiesz pod pojęciem „matematycznego” grania. W sumie to każdą kapelę można tak nazwać. Matematyka jest nieodłącznym elementem muzyki, każdy utwór ma przecież swoje metrum i chociażby tempo które określamy właśnie za pomocą liczb (śmiech). Chyba że chodzi ci o zespoły które wykorzystują te elementy trochę mniej pospolicie. Jest kilka takich które grają świetną muzę opartą bardzo często na nieregularnych groove’ach jak chociażby Meshuggah, The Dillinger Escape Plan czy chociażby The Mars Volta, natomiast nigdy w życiu nie określiłbym tych kapel jako „bezduszne”, „matematyczne” i nie bójmy się użyć tego słowa – „techniczne”(śmiech). Takie omijam szerokim łukiem.

Tak pół-żartem, pół-serio, lubicie Feela? Pytam, bo czytałem Wasz zeszłoroczny wywiad i wspominacie tam o uznaniu dla produkcji ich płyty.

Aaarrrgggghhh!!! Tym pytaniem zrujnowałeś właśnie naszą karierę (śmiech). Najprawdopodobniej wtedy konkurencja dosypała nam czegoś do piwa.
A pamiętasz może który z nas wygłaszał takie rewelacje??? Natychmiast zostaną wyciągnięte konsekwencje (śmiech).

"Bar-do Travel" powstawał pod czujnym okiem Szymona Czecha znanego między innymi z zespołu Nyia. Wiadomo wszem i wobec, że jeśli szukać producenta do eksperymentalnej muzyki, to tylko jego, odwalił kawał dobrej roboty jeśli chodzi o polską scenę metalową i należy mu się za to pomnik. Jesteście podobnego zdania? Jak oceniacie to co dla Was zrobił? Dobrze Wam się współpracowało?

Z Szymkiem pracowało się po prostu masakrycznie zajebiście. Jak już wspominałem – odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. W sumie tego się spodziewaliśmy. Podczas sesji złapaliśmy naprawdę dobry kontakt dzięki czemu w trakcie nagrań byliśmy totalnie wyluzowani. To naprawdę bardzo ważne. Ponadto Szymon jako jedyny miał jasną wizję tego jak płyta ma zabrzmieć i wiedział w jaki sposób to zrealizować. Jeżeli chodzi o kolejny materiał to raczej wybór studia jest już z powyższych powodów przesądzony.

W gatunku jaki uprawiacie zdążyło już powstać kilka solidnych marek, które często przywoływane są jeśli pojawia się temat eksperymentalnego grania. Kto Was głównie inspiruje? Na czym się wychowaliście?


Kiedyś słuchałem dużo Death czy Black Metalu. Potem moje muzyczne zainteresowania diametralnie się zmieniły i zmieniają cały czas. Praktycznie co kilka dni mam lot na coś innego. Dużo zależy od samopoczucia. Jeśli mają już paść jakieś nazwy to ostatnio katuję rzeczy takie jak Archive, The Mars Volta czy Radiohead. Jak mam ochotę rano czymś konkretnie zmiażdżyć czaszkę zarzucam Rammstein, Gojira czy Gorefest. Pozytywnie nastrajające tematy na resztę dnia (śmiech). Jeśli zadałbyś mi to samo pytanie miesiąc temu odpowiedź pewnie była by zupełnie inna.

Przyznam, że nie jestem w stanie dosłuchać się z Waszej muzyce Toola w przeciwieństwie do Waszego wydawcy. Nie macie wrażenia, że wielu recenzentów czy słuchaczy Waszego krążka opiera się na informacji samego wydawcy, a nie stara się samemu wyciągać wniosków?

Jeśli chodzi o Tool to niektóre partie Bobera faktycznie mogą nasuwać takie skojarzenia. Muzycznie raczej nie mamy wiele wspólnego. Natomiast wydawca musi w kilku słowach przybliżyć potencjalnemu nabywcy z czym to się je i stąd biorą się takie porównania, to normalne. Dużo większa odpowiedzialność leży w rękach recenzentów którzy powinni bardziej wnikliwie słuchać płyt które opisują. Nie chciałbym nikogo urazić ale nieraz odnoszę wrażenie że w wielu przypadkach idą po prostu na łatwiznę. Z drugiej strony ciężko na swoją twórczość spojrzeć obiektywnie i zdaję sobie sprawę że niektóre momenty na naszej płycie mogą kojarzyć się z dokonaniami innych kapel. Nie da się od tego uciec i jakby nikt od tego nie ucieka (śmiech). Nie ma rzeczy w 100% oryginalnych.

Skąd pomysł na własną wizję utworu Björk? Przyznam szczerze, że gdybym nie wiedział, że jest to cover, potraktowałbym ten numer jako Wasz autorski, brzmi bardzo „po waszemu”.

Taki z resztą mieliśmy zamysł. Wersja jaką zagraliśmy na płycie chodziła za mną od dawna i po prostu na 2 dni przed rozpoczęciem nagrywek zaczęliśmy przearanżowywać ten kawałek po swojemu. Jak się okazuje pomysł był trafiony. Zajebiście też gra nam się ten numer na koncertach.

Kto odpowiada za szatę graficzną krążka? Ktoś od Was z ekipy czy postawiliście raczej na kogoś z zewnątrz?

Okładka jest wynikiem naszych pomysłów i pomysłów naszej znajomej Kasi która również odpowiada za jej wykonanie. Może w środku książeczki jest lekki chaos twórczy, co nie zmienia faktu iż efekt nam się podoba. Zainteresowanych odsyłam na stronę http://www.katarzynasojka.pl gdzie można sobie pooglądać więcej prac Kasi.

W jaki sposób doszło do Waszej współpracy z Mystic Production? Która ze stron pierwsza wyszła z inicjatywą? Jak układa się Wam współpraca?

W okolicach kwietnia wysłaliśmy do Michała skończoną płytkę i po jakimś czasie zadzwonił do nas z propozycją współpracy. Póki co wszystko układa się zajebiście. W największych magazynach muzycznych, portalach itp. ukazują się reklamy, recenzje i wywiady z nami. 15- go lutego płyta ukaże się w całej Europie i z tego co się zapowiada będzie to poparte niezłą akcją promocyjną. Z ludźmi z firmy jest fajny, luźny kontakt. Naprawdę nie mamy powodów by narzekać.

Jak wspominacie Wasze ostatnie koncerty? Co prawda publiczność miała już kilka okazji, żeby wcześniej Was poznać, ale nie przy okazji nowego materiału. Jak reagują na zawartość krążka?

Reakcję są w zdecydowanej większości pozytywne. Z każdym kolejnym gigiem czujemy się coraz lepiej na scenie. Zdarza się nam zagrać koncerty wyjątkowe na których znajdujesz niesamowite pokłady energii tak jak to miało miejsce np. w Olsztynie wraz z Tides From Cebula i Organoleptic Trio. Jest to zasługa właśnie publiczności. Jeśli wśród niej nie ma przypadkowych osób energia przekazywana jest w obie strony. Niesamowite uczucie.

Jak kształtują się Wasze przyszłe plany koncertowe? Jesteście zorientowani póki co na rodzimą scenę czy planujcie zagraniczne wypady?


Póki co potwierdzamy daty koncertów które odbędą się w Polsce na początku przyszłego roku, około dziesięciu sztuk. Po wakacjach chcemy zorganizować kolejną trasę. Wtedy najprawdopodobniej uda nam się opuścić granice kraju. W październiku 2010 zagramy na pewno na fajnym festiwalu w Holandii który nazywa się ProgPower. Dużo promo packów zostało przez wytwórnię wysłanych do zachodnich agencji koncertowych także mamy nadzieję że coś się z tego urodzi.

Przy okazji zagranicy. Jest jakiś odzew z zagranicznych portali, blogów, zinów? Próbowaliście tam swoich sił?


Zaczynają nieśmiało pojawiać się na zagranicznych portalach recenzje czy wywiady. Dużo ludzi koresponduje z nami poprzez myspace czy lastfm. Odbiór jest naprawdę świetny. W tej kwestii na pewno jeszcze wiele się zmieni jak już debiut ukaże się na zachodzie.

Co później, myślicie już o drugim krążku?

Absolutnie. Mamy już zarysy kilku kompozycji. Nowy materiał zapowiada się ciekawie. Chociaż proces twórczy nigdy nie przebiegał u nas jakoś specjalnie sprawnie to mamy nadzieję że niedługo zaczniemy nowe rzeczy sprawdzać w warunkach koncertowych.

Chcielibyście przekazać naszym czytelnikom kilka słów od siebie na koniec?

Oczywiście że tak. Stay Brutal! (śmiech)


czytaj dalej »

piątek, 18 grudnia 2009

Tides from Nebula - wywiad


Powstały w 2008 roku zespół Tides from Nebula pokazuje iż można w Polsce stworzyć post-rocka na światowym poziomie. Ich pierwszy album „Aura” zdobył uznanie recenzentów zarówno w kraju, jak i za granicą. Pomimo tego, ze zespół istnieje od bardzo niedawna ma za sobą już swoją pierwszą europejską trasę koncertową oraz liczne występy w Polsce. W styczniu panowie rozpoczynają pisanie materiału na drugi album. Przed wami Tomasz Stołowski – perkusista Tides from Nebula.

Witam! Jak wrażenia po niedawno zakończonej europejskiej trasie koncertowej? Jak zostaliście odebrani poza granicami naszego kraju?

Wrażenia są bardzo pozytywne, można powiedzieć, że spełniło się jedno z naszych marzeń. Największym zaskoczeniem było dla nas to, że na każdym koncercie spotykaliśmy ludzi, którzy bardzo dobrze znali naszą płytę i przejeżdżali czasem wiele kilometrów żeby nas zobaczyć. Z tego powodu zawsze staraliśmy się dać z siebie wszystko na koncercie. Skutkowało to bardzo pozytywnymi reakcjami ludzi po i na koncercie. Mimo, że frekwencja nie zawsze była wysoka, to jesteśmy zadowoleni z tego jak się wszystko udało.

Na początku grudnia rozpoczyna się polska trasa razem z Blindead oraz Broken Betty. Jakie nastroje i oczekiwania przed startem?

Nie możemy się doczekać, to nasi kumple, będzie bosko.

Zapewne takie pytanie pada w każdym z wywiadów, ale dlaczego w waszej muzyce nie uświadczymy wokaliz? Może na nadchodzącej płycie w kilku utworach wystąpi gościnnie jakiś wokalista? Wyobrażacie sobie w ogóle jak miałby wyglądać wokal w muzyce Tides from Nebula?


Granie instrumentalnie było naszym świadomym wyborem. W pierwszym miesiącu naszego istnienia myśleliśmy o wokaliście, jednak szybko stwierdziliśmy, że we czterech damy sobie radę i będziemy się z tym lepiej czuli. Nie wykluczamy, że na naszych płytach kiedykolwiek pojawi się jakiś ludzki głos, czy to w postaci tradycyjnego wokalu, czy ambientowych wokaliz, bo nie chcemy się ograniczać. Na razie tego nie potrzebujemy, jednak jeśli kiedyś taką potrzebę poczujemy to wtedy pomyślimy. Jeśli chodzi o trzecią część pytania, to można wyobrażać sobie różne rzeczy, jednak najlepiej jest wtedy, kiedy wyjdzie coś oryginalnego/nowego co nie zawsze można sobie tak łatwo wyobrazić. Gdybyśmy znaleźli takie zastosowanie wokalu to możliwe, że wtedy byśmy skorzystali.

W jednym z wywiadów wspominaliście, że jednym z waszych marzeń jest możliwość zagrania przed Oceansize, jakiś czas temu to marzenie spełniło się. Czujecie się usatysfakcjonowani?

Nawet nie wiesz jak, słysząc podziękowania z ust Mike’a Vennarta ze sceny dla „Times from nebula” byliśmy bardzo szczęśliwi, a sam koncert bardzo się udał.

Na pewno są jakieś zespoły które w pewnym stopniu wypłynęły na kształt waszej muzyki. Jakie to zespoły i dlaczego akurat one?

Jasne, wymienić tu można np. Pelican, Caspian, Red Sparowes, Isis, Cult Of Luna, pg.lost itp., którzy bezpośrednio zainspirowali nas do grania takiej muzyki. Jednak słuchamy i słuchaliśmy również innych „klasycznych” zespołów, które w ciągu tych lat nauki gry na instrumentach oddziaływały w jakiś sposób na nas. Można tu wymienić np. Tool, Queens of the stone age, Faith no more, Dredg, Radiohead, Porcupine tree, Smashing pumpkins, Pink Floyd, U2, Oceansize, Deftones i wiele innych. Nie planowaliśmy jaką muzykę będziemy grać. Po prostu na próbach robiliśmy to, co w danej chwili czuliśmy i tak będzie dalej. Z tego powodu nie wiadomo jak dalej potoczą się nasze losy :)

Skąd się wziął pomysł na utwór "Tragedy of Joseph Merrick"? Chodzi mi głównie o tematykę człowieka-słonia. O ile dobrze pamiętam na płycie "Leviathan" Mastodon również poruszył ten temat.

Zawsze na początku powstaje muzyka. Nie tworzyliśmy tego utworu z zamiarem oddania emocji jakie niesie ze sobą tragedia człowieka-słonia. Długo myśleliśmy nad tą nazwą, ale kiedy w końcu Adam zaproponował taki tytuł, od razu stwierdziliśmy, że to jest to. Znaliśmy wcześniej historię Merricka, która w naszym odczuciu pasuje do klimatu naszego kawałka, dlatego pomysł od razu chwycił.

Czy zwycięstwo w konkursie Neuro Music pomogło Wam osiągnąć to do czego doszliście teraz?

Na pewno, dzięki wygraniu w konkursie Neuro, ale również i Knock Out, mogło o nas usłyszeć i zobaczyć na żywo spore grono osób. Była to dla nas duża szansa na promocję i zdobycie nowych słuchaczy. Spotkaliśmy tam również kilka ciekawych zespołów z którymi się zaprzyjaźniliśmy i trzymamy kontakt do dzisiaj.

Czy planujecie i czy w ogóle chcielibyście nagrać teledysk? Jeżeli tak to do jakiego utworu z "Aury" chcielibyście go nagrać?


Do „Aury” nie planujemy nagrywać teledysków. Jeśli już to pomyślimy nad tym przy nowym albumie. Nagranie teledysku wiąże się z dużymi kosztami, których sami byśmy nie udźwignęli. Można oczywiście próbować zrobić to z małym budżetem, jednak często rezultaty są dalekie od tego co chciało się osiągnąć. W tej chwili skupiamy się na muzyce, bo jest ona najważniejsza.

Niestety nie miałem okazji widzieć was na żywo, ale czy zdarza wam się podczas koncertów improwizować?

Nie, nie improwizujemy na koncertach. Zdarza się nam zagrać inaczej jakiś krótki motyw na gitarze, czy zagrywkę na perkusji, jednak pewnie nie o to chodziło ci w pytaniu. Improwizujemy na próbach przy komponowaniu nowych utworów, a na koncertach gramy to co mamy przygotowane.

Według waszego profilu na myspace od stycznia zaczynacie pisanie materiału na drugą płytę. Macie już jakieś zarysy utworów czy też może ogólne wyobrażenie na temat tego albumu?

Do tej pory zrobiony jest jeden kawałek, który zresztą graliśmy w czasie ostatnich koncertów i część drugiego. Chęć poszukania nowych pomysłów i inspiracji, jak również duża ilość koncertów uniemożliwiły nam zrobienie większej ilości materiału. Teraz jednak bierzemy się do pracy, a co z tego wyjdzie, to na razie my sami nie wiemy :)

Dziękuję za rozmowę, jak zwykle ostatnie słowa należą do Was.

Dziękujemy również i życzymy wszystkim czytelnikom wesołych świąt i udanego kolejnego roku. Trzymajcie za nas kciuki !

czytaj dalej »

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Zabijanie sterylności według Palm Desert


Palm Desert to kolejny dowód na to, że scena stoner rockowa w Polsce jednak istnieje i prężnie się rozwija. Powstały w czerwcu 2008 roku zespół, ma już na koncie debiutanckie wydawnictwo Dawn of the Burning Sun. Materiał ten mnie osobiście poraził. Właśnie takiego brzmienia było potrzeba na polskim - za przeproszeniem - rynku. Przed Wami Kamil Ziółkowski, perkusista kapeli oraz producent ich debiutanckiego krążka.

W tym roku ukazało się Wasze debiutanckie wydawnictwo Dawn of the Burning Sun. Powiedz jaką drogę zespół przeszedł od grania pod szyldem Crawl do nagrania pierwszego LP Palm Desert.

Crawl to kapela którą współtworzyłem z obecnym gitarzystą Palm Desert (z Jajem-przyp. wund3k) i jeszcze kilkoma osobami. Graliśmy mieszankę thrashu, jakiegoś core'a i czegoś tam jeszcze. Zagraliśmy wówczas około dziesięciu koncertów ale pod koniec 2007 roku, coś zaczęło się wypalać. Głównie chodziło o problemy ze stabilnością składu, a druga sprawa że każdy miał inne oczekiwania. Jedni chcieli grać szybciej, my z Jajem wolniej i ciężej. Na początku odszedł od nas wokalista Grześ, który obecnie zdziera gardło w znanej kapeli Face of Reality, następnie odszedł basista i tak właśnie Crawl dogorywał. Mnie ostatecznie też znudziła taka sytuacja, więc nie było sensu ciągnąć tego dłużej.

Czyli inicjatywa założenia Palm Desert wyszła od Ciebie i Jaja?

Stoner rock rajcował mnie od 1999 roku, kiedy kupiłem gdzieś na przecenie w Austrii LP Kyuss And the circus leaves town, który mnie absolutnie powalił. Starałem się stworzyć coś w takim stylu, może mało popularnym, ale powoli zaznaczającym się w podziemnym światku polskiego podwórka. Inicjatywa wyszła ode mnie, zacząłem katować gitarzystę Kyussem, który w końcu sam załapał o co chodzi i nauczył się grać w ten sposób. I tak zaczęliśmy sobie pogrywać w Domu Kultury w Obornikach Śląskich. Po kilku próbach dołączył do nas Franek (wokalista) i tak jakoś wszystko w miarę szybko się potoczyło.

Bardzo podoba mi się "piaszczystość" brzmienia Waszego wydawnictwa. Wszystko brzmi bardzo garażowo, bez niepotrzebnej sterylności. Wiem że to Ty zająłeś się produkcją. Powiedz czy było to Twoje pierwsze doświadczenie z bawieniem się gałkami, suwakami i mikrofonami? I dlaczego talerze są tak głośne i długo wybrzmiewają?

W sumie to ja nie kręciłem, a jedynie mówiłem gościowi od nagrywania (nasz kolega Jacek Maciołek), kiedy ma coś zostawić a kiedy coś pokręcić. Po prostu nad tym czuwałem. Co do blach, to fakt - są głośne, może nawet za bardzo ale wypełniają one przestrzeń i zabijają właśnie sterylność. Może lekko przesadziliśmy ale robiliśmy to w pośpiechu i za naprawdę niewielkie pieniądze.

Jesteś zadowolony z ostatecznego efektu, czy jednak teraz z perspektywy czasu chciałbyś coś zmienić w brzmieniu albumu? Czy właśnie ta przestrzeń i garażowość brzmi tak jak powinna?

Nie chcieliśmy nagrywać płyty tylko demówkę i tak należy traktować te nagrania. Na pewno wokale są za cicho, stopa i werbel za cicho, a blaszki za głośno. Możemy to jeszcze zremasterować, gdyż wszystkie ślady są zachowane. Myślałem o tym i jak będzie chwila zmiksujemy to na nowo.

Jak wyglądała praca nad albumem? Czy była to męcząca robota, czy wszystko poszło szybko i sprawnie?

Perkusję nagraliśmy w jeden dzień, gitary w dwa popołudnia może, przestój był trochę z basem i wokalami, ale głównie dlatego, że był to okres przedświąteczny. Potem z kolei nie było terminów w studio i w ten sposób wszystko obsunęło się aż do końca marca. Wiesz, nie było trudno nagrywać, tylko zgadać się kiedy ktoś może coś nagrać. Poza tym nie byliśmy super przygotowani biorąc pod uwagę fakt, że zagraliśmy razem może z dwanaście czy piętnaście prób.

A propos przygotowania. Piszecie wyraźnie o swoich inspiracjach, ale na dobrą sprawę wcale nie musicie. Mnóstwo klasycznych zagrywek z Kyuss czy Unida jest słyszalnych na albumie na porządku dziennym. Wakatan to intro jak Gardenia Kyuss, If only you need a... to dla mnie Muezli Slo Burn. To celowe zabiegi czy po prostu tak Wam samo wychodzi?

Gardenia to dla mnie najlepszy pustynny kawałek jaki kiedykolwiek powstał. Riff i linia perkusji w Wakatan faktycznie są mocno podobne do legendarnego kawałka Kyuss, ale numer ten powstał jakoś na trzeciej próbie, kiedy jeszcze sami poszukiwaliśmy stylu. Gitarzysta zagrał to sam z siebie może nie do końca kojarząc Gardenię, więc tak to już zostawiliśmy, bo fajnie się to po prostu grało. Riff w If only you need a... po jakimś czasie zaczął nam mocno przypominać główny motyw z kawałka Unida If only two... Zastanawialiśmy się wtedy czy w ogóle wrzucać to na płytkę. W końcu jednak zamieściliśmy go na albumie z gwiazdeczką i dopiskiem, że inspirowany jest kawałkiem Unida.

Ostatnio na polskim "rynku" ukazało się sporo wydawnictw z reprezentowanego przez Was gatunku; żeby wspomnieć tylko Luna Negra, Bullshit Baby czy Fifty Foot Woman. Myślisz że to zasługa popularności zespołów pokroju Corruption i Black River czy po prostu stoner robi się popularny "sam z siebie"?

Z opóźnieniem piętnastoletnim, ale jednak stoner rośnie w siłę. Myślę że Corruption nie gra stricte stonera w rozumieniu sceny Palm Desert, a Black River to nawet praktycznie nie słyszałem. Bardziej zbliżony klimat do naszego mają takie kapele jak Elvis Deluxe czy Oregano Chino. Na tą chwilę w pustynnym klimacie jest jeszcze Luna Negra i my właśnie. Kapele pokroju Fifty Foot Woman czy Jack Daniels Overdrive, grają trochę w innym stylu, innej, cięższej odmianie stonera. Bardziej jak Down czy Orange Goblin. Oczywiście bardzo szanuję te kapele, grają kawał dobrej muzy. Jak wcześniej wspomniałem my gramy desertową odmianę stonera.

Racja, ale jednak brzmienia ogólnie uznane za południowe to tak Down jak i Kyuss. Więc po prostu bliżej wam do stoner rocka z Palm Desert tak?

Dokładnie, ten klimat bardziej nam odpowiada.

Z bio na myspace wyczytałem że w lipcu tego roku zawitaliście do studia by nagrać następcę Dawn of the Burning Sun. Czy wybraliście po raz kolejny Oborniki Śląskie i ile materiału jest już nagrane? I oczywiście kiedy możemy się spodziewać premiery krążka?

Nagrywamy w tym samym miejscu. Na początku lipca nagraliśmy perkusję, gitary i część basów. Od tamtego czasu mamy przerwę spowodowaną wakacyjnymi wyjazdami poszczególnych członków jak i brakiem terminów w naszym studio. W najbliższym tygodniu ruszamy jednak ponownie, zaczynamy nagrywać wokale i chcemy zamknąć całość i wydać ją maksymalnie 20 września. Materiał nosił będzie tytuł The Highest Fuel Level i będzie na nim 10 numerów, w naszej opinii lepszych i bardziej zróżnicowanych niż na poprzedniej płycie. Myślę że zamieścimy w przyszłym tygodniu już ze 2 numery na naszym myspace w wersji jeszcze surowej.

Brzmienie zostanie takie jak na debiucie czy szykujesz jakieś nowe smaczki i niespodzianki?

Brzmienie gitar będzie podobne, z tym że gdy ostatnio nagrywaliśmy wiosła leciały one na jednym brzmieniu, sam przester bez innych efektów; w tej chwili użyliśmy jakichś kaczek, flangerów czy innych cudów by brzmienie urozmaicić. Pojawi się nawet gitara akustyczna. Chcemy także mocniej wyeksponować bas, po na poprzednim materiale brzmiał on bardzo słabo i mało wyraźnie. Z perką również postaramy się poczynić jakieś zmiany. Nie będziemy eksponować już tak blach a skupimy się na większej słyszalności werbla i stopy. Na pewno brzmienie będzie bardziej klarowne.

A propos brzmienia gitar...opowiedz o sprzęcie na jakim gracie. Ciekawi mnie na czym uzyskujecie takie zapiaszczone brzmienie. Czy to zasługa tylko produkcji czy instrumenty też jakoś są do tego przygotowywane? Chodzi mi o tuning gitar, użyte w nagraniu wzmacniacze, twoje talerze, czyli to co tworzy prawdziwie pustynne brzmienie.

Hmm...ciekawe pytanie. Tak naprawdę to brzmienie gitary uzyskujemy z przesteru, który wbudowany jest w piec. To zwykły tranzystor Randalla, nie ma tam żadnych sztuczek - naturalna barwa plus obowiązkowe strojenie się do "C". Sam byłem w szoku po pierwszym nagraniu, że za pomocą zwykłego pieca dostępnego dla każdego amatora grania możemy uzyskać brzmienie właśnie takie o jakie nam chodzi. Jeżeli chodzi o blachy to używam talerzy Paiste, formuł 2000 i 2002 i to właśnie Paiste'y najbardziej odpowiadają mi brzmieniowo. Tak właśnie, bez żadnych czarów i sztuczek powstaje nasze brzmienie.

Jaką widzisz przyszłość w Polsce dla zespołów takich jak Palm Desert? Bat Scull Fuck Dick records chyba nie płaci najlepiej, a nagranie materiału i jego wydanie jednak kosztuje. Myślisz że któraś z naszych major labels w końcu zainteresuje się pustynnym graniem?

Jeżeli chodzi o Bat Scull Fuck Dick to jest to raczej coś na zasadzie zrzeszenia kilku osób w Obornikach Śląskich i jest to jedynie logo pod patronatem którego dla własnej radochy i za własne pieniądze wydajemy nasze nagrania. Jest tam jeszcze O.D.R.A czy Strike the Match, w których też udzielam się perkusyjnie. Myślę, że Polska generalnie jest krajem w którym ciężko jest żyć z muzyki, a na pewno z tak niszowego gatunku jakim jest stoner rock. Myślę jednak, że spokojnie jest szansa żeby kapele typu Luna Negra czy Fifty Foot Woman wydały płytki w jakichś niezależnych wytwórniach i sprzedawały je w jakimś przyzwoitym jak na nasze warunki nakładzie. My też oczywiście chcielibyśmy wydać profesjonalnie nasz materiał, bo na tą chwilę stosujemy po prostu metody chałupnicze. Wszystko robimy sami, a samo nagranie też mogłoby zostać zarejestrowane lepiej, na przykład bez wpadek instrumentalnych jak i brzmienia sekcji rytmicznej. Jeżeli chodzi o jakiś Label, to w zasadzie nie jestem mocno zorientowany, która wytwórnia jest najbliższa wydawania tego typu muzyki, mam nadzieję jednak, że coś się ruszy.

Wspomniałeś o O.D.R.A. Szczerze mówiąc niedawno dowiedziałem się że to również projekt w którym się udzielasz. Co to za historia?

O.D.R.A to projekt pięciu znajomych, z których tak naprawdę tylko ja mam jakieś doświadczenia koncertowe. Gramy sobie dla radochy, materiał też nagraliśmy jedynie dla własnej przyjemności i szczerze mówiąc nie spodziewaliśmy się, że może on się podobać tak wielu osobom. Myślimy teraz nad jakimiś koncertami, dostaliśmy wspólne zaproszenie (Palm Desert + ODRA) na 2 koncerty do Warszawy. Jak wszystko pójdzie dobrze to zawitamy do stolicy w październiku. O.D.R.A to projekt inspirowany głównie kapelami typu Eyehatehod czyli w zamierzeniu chcieliśmy grać sludge, a wyszła z tego jakaś fuzja różnych klimatów muzycznych.

Pewnie w natłoku obowiązków nie masz dużo czasu na odkrywanie muzyki, ale powiedz co ostatnio cię muzycznie postawiło do kąta i co mógłbyś polecić czytelnikom?

Tak naprawdę, to nie słucham żadnych nowych rzeczy, jestem wierny starym upodobaniom. Słucham rzeczy od U2 począwszy poprzez kapele jak Pearl Jam, Alice In Chains, Machine Head, Kyuss, Led Zeppelin, Sepultura na Slayerze skończywszy. Żadna z nowych grup nie zachwyciła mnie ostatnimi czasy, być może dlatego, że nie staram się za dużo wynajdywać. Jestem raczej wierny moim klasykom. Śledzę oczywiście rozwijającą się scenę stonerową w Polsce - w tej chwili to mnie interesuje najbardziej.

Na koniec powiedz kiedy i gdzie będzie można w najbliższym czasie zobaczyć i usłyszeć Palm Desert? Zawitacie na Stoner Ceremony w listopadzie w Progresji?

Na Stoner Ceremony nie dostaliśmy zaproszenia, może w przyszłości jeżeli odbędzie się jakaś kolejna edycja to tam zagramy. Dziewiątego i dziesiątego paździenika mamy wystąpić wspólnie z Vagitarians na dwóch gigach - Warszawa i Tomaszów Mazowiecki. Mamy też już zaplanowanych kilka występów we Wrocławiu, staramy się również o koncert w Poznaniu - prawdopodobnie ze Snake Thursday. Chcielibyśmy również zorganizować stoner fest we Wrocławiu, chętnie przyjedzie do nas Luna Negra i Vagitarians właśnie. Jest tego trochę, plany koncertowe można znaleźć u nas na myspace. W październiku zamierzamy się zabrać do roboty i bardziej promować naszą muzę, tam gdzie tylko się da.

Wielkie dzięki za rozmowę

To ja dziękuję.



czytaj dalej »

środa, 19 sierpnia 2009

Rynek muzyczny, gabinet Dr. Caligari i lepsze jutro przy soku pomarańczowym



Nie podejrzewałem, że kiedyś taki projekt jak Orange The Juice pojawi się w Polsce. Wciąż jednak pozostają niedostrzegani w naszym kraju, zmuszeni są promować swoją muzykę za granicami kraju, która spotyka się tam z dużo większym entuzjazmem niż mogłaby się spotkać u nas. Docenieni w Stanach Zjednoczonych, zaproszeni na jeden z największych festiwali muzycznych Sziget odbywający się w Budapeszcie, ale wciąż niestety w Polsce pozostają zespołem niedocenianym. Nie kryją swego szaleństwa i otwartości umysłowej na wszelakie udziwnienia muzyczne, wciąż starają się udoskonalać swoją muzykę i walczyć o lepsze jutro. Rozmawiałem z Dawidem Lewandowskim, gitarzystą i drugim wokalistą zespołu.

Na samym początku przybliż nam pokrótce historię powstania Orange the Juice. Czy z tą ekipą gracie od samego początku czy może z czasem skład był uzupełniany?

Wszystko zaczęło się 2002 roku. W zasadzie zaczynaliśmy jako trio: Ja, Konrad i Mariusz Szmuc, nasz wcześniejszy basista. Mieliśmy małe problemy z perkusistą. Po prostu ciężko było znaleźć kogoś, kto byłby na tyle otwarty i pomysłowy, żeby sprostać naszym chorym wymaganiom. W końcu pojawił się Janek i wtedy wszystko zaczęło się kleić. Powstawał materiał, było wiele prób. W międzyczasie staraliśmy się powiększyć instrumentarium. Jeśli dobrze pamiętam, po roku dołączył do nas Mariusz Godzina (saksofon). W takim 5cio osobowym składzie, zagraliśmy na wielu festiwalach w Polsce. W późniejszym czasie, podczas nagrań do drugiego demo, zaprosiłem do współpracy Marcina A. Steczkowskiego. Znamy się jeszcze ze szkoły średniej, więc wiedziałem, czego się po nim spodziewać. Mówiąc krótko: „zażarło”. Od roku mamy nowego basisto - kontrabasistę, który wykorzystuje również elektroniczne brzemienia, dzięki czemu nasze instrumentarium, a tym samym nasze możliwości są jeszcze większe. Marcin podobnie jak inni członkowie jest naszym kolegą od lat, razem tworzymy także Minimatikon, razem jam’ujemy. Jest również członkiem The Transgress. To chyba tyle z mglistej przeszłości ;-)

Oglądałem wywiad z Waszym wokalistą, który dosyć radykalnie stwierdził, że w naszym kraju nie ma rynku muzycznego, na którym Orange The Juice mogłoby się odnaleźć, dlatego też planujecie atak na rynki zagraniczne. Nadal podtrzymujecie to stanowisko?

Konrad powiedział to kilka lat temu, a w zasadzie to powtarzamy to dość często, gdyż niestety jest to prawda. Mówiąc „rynek” nie mamy na myśli tylko słuchaczy, bo odbiorców oczywiście mamy. W naszym kraju brak jest jednak festiwali z prawdziwego zdarzenia, na których bylibyśmy do przyjęcia. Nie ma rozgłośni radiowych, które chciałyby nadawać muzykę inną niż „same złote przeboje” itd. Może nie jest tak, że zupełnie nic nie ma, ale na pewno trudno mówić o rynku muzycznym otwartym na coś świeżego. Myślę, i to chyba najważniejsze, że świadomość niektórych osób decyzyjnych, które mogłyby coś zmienić, jest nieco „wąska”. A my nie jesteśmy jedynym polskim zespołem myślącym w ten sposób. Wiele grup osiąga sukcesy za granicą. Dla niektórych sukces w Polsce był wynikiem zagranicznych osiągnięć. Dla mnie osobiście taki stan rzeczy jest chory. Więc jak to wcześniej ująłeś planujemy atak! Oczywiście nie zapomnimy o naszych polskich słuchaczach. Wszak w grupie siła cha, cha, cha.

Wiadomo, że młodym zespołom nie łatwo jest znaleźć od razu wydawcę, zwłaszcza jeśli starają się grać muzykę odbiegającą od oklepanych schematów rocka czy metalu. Jednak udało znaleźć się Wam polskiego wydawcę, jak współpracuje się Wam z Ars Mundi? Czy spełniają Wasze oczekiwania? Jak doszło do tej współpracy? Jak idą Wam poszukiwania wydawcy na rynku zagranicznym?


Powiem krótko Ars Mundi jest OK. Wywiązuje się bezbłędnie z postanowień zawartej między nami umowy, więc czego chcieć więcej. Nikt z nas przy tym dealu nie oczekiwał kontraktu życia, a raczej jedynie tego aby debiut płytowy mieć już za sobą. I tak też się stało. Czas na następny krok.

Słyszałem, że nazywano Was „pogromcami festiwali” ze względu na porażającą ilość wyróżnień jakie otrzymywaliście na wszelakiego rodzaju konkursach i przeglądach muzycznych. Co czuje młody zespół, który ma za sobą dosyć spory bagaż wyróżnień na samym starcie?


Nadzieje na lepsze jutro ;-) ,a przede wszystkim jest to dowód na to, że słuchacze chcą czegoś nowego, alternatywy do skostniałego mainstrea’mu.

Szukając informacji na Wasz temat, trafiłem na projekt o nazwie „Minimatikon”, mógłbyś przybliżyć garść informacji na ten temat?

Minimatikon to filmowe oblicze Orange The Juice poszerzone o dwóch członków z zespołu The Transgress. Razem tworzymy muzykę do filmów. Naszym najmłodszym dzieckiem jest soundtrack do kultowego filmu „Gabinet Dr. Caligari”, który od 10 lipca można obejrzeć wraz z naszą muzyką w kinach studyjnych w całej Polsce. To dla nas „straszna” frajda ;-)

Muzyka prezentowana przez Wasz sekstet jest szalenie eklektyczna, można w niej znaleźć liczne odniesienie do przeróżnych gatunków muzycznych. Co podkusiło Was do grania takiej muzyki? Jakie zespoły bądź artyści miały na Was największy wpływ?


Co nas podkusiło? Myślę, że to efekt naszych charakterów. Dla nas muzyka jest po prostu muzyką, nie jakimś stylem, czy gatunkiem. Chodzi o emocje, słuchając bossy można popaść w melancholię, słuchając metalu można dostać ataku epilepsji cha, cha, cha … i o to właśnie chodzi ! Muzyka jest tak różnorodna, że nie rozumiem jak można dobrowolnie skazywać się na nudę. Pytasz o inspiracje. Jest ich tak wiele, że trudno wymienić. Dla mnie osobiście ważną postacią, która wiele lat temu otworzyła mi głowę jest John Zorn, „książką” którą wciąż czytam i która nadal mnie uczy. Oczywiście Zorn to nie wszystko. W zasadzie każdy dobry zespół, który spotykam na swojej drodze wnosi coś nowego i otwiera kolejną furtkę. Myślę że to bardzo naturalne dla nas wszystkich.

Wasz krążek doceniono również w Stanach Zjednoczonych, jak myślisz, czy będzie to miało jakiś wpływ na Waszą pozycję na naszym, rodzimym rynku muzycznym, czy ktoś to w ogóle doceni? Może już to zrobił?

Trudno powiedzieć. To spore wyróżnienie i w jakiś sposób jestem z nas dumny i na razie chyba to mi wystarczy ;-)

Jak wspominacie Wasz zeszłoroczny występ na węgierskim festiwalu Sziget? Jak udało się Wam tam znaleźć? Macie w planach jeszcze jakieś zagraniczne festiwale, koncerty? A jak wygląda sytuacja z Waszymi koncertami w kraju?

Wspaniały festiwal, świetna atmosfera, doskonała organizacja w zasadzie same superlatywy. Chętnie powtórzylibyśmy ten wypad. Zanim zostaliśmy zaproszeni na Sziget graliśmy koncert w Budapeszcie w ramach imprezy Soundquest. Jeden ze współorganizatorów widział nasz koncert i to wystarczyło ;-) Jeśli chodzi o nasze koncerty planujemy małą, jesienną trasę po Polsce i Europie. 14 listopada wystąpimy w Austrii w miejscowości Linz, która w tym roku została wybrana na europejskie miasto kultury. Będziemy reprezentować Polskę obok takich zespołów jak Rh+ , Village Kollektiv i Miloopa.

Na koniec kilka słów do naszych czytelników.

Dziękuje za uwagę, wspierajcie nasza muzyczna batalię o lepsze jutro! Pozdrawiam intensywnie w imieniu całego OTJ.


czytaj dalej »

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

"Bardzo nisko i sterylnie", czyli wywiad z Afekth



Dopiero co zaczynają swoją przygodę na scenie muzycznej, a już słychać głosy uznania i pochwał. Mają jak na razie na swoim koncie wydaną własnym sumptem EP zatytułowaną "The First Two Names". Nie kryją swej sympatii do Szwedów, mimo to, że swoje brzmienie wygenerowali na sound Meshhugah, starają się wypracować własny styl. Rozmawiałem z Maćkiem, gitarzystą i założycielem Afekth.


Mógłbyś przybliżyć trochę kulisy powstania Waszego zespołu? Kto, z kim, gdzie i dlaczego?

Zaczęło się od mojej inicjatywy założenia kapeli, do której mógłbym przerzucić własną twórczość i zaprezentować ją na żywo. Praktycznie pierwszy został zwerbowany perkusista i on był najpewniejszy z początku, bo rozumiał co ma być grane przy czym jego poziom pozwalał mi na doprowadzenie do skutku mojej aranżacji. Idąc dalej od tego momentu przewinęło się parę osób przez zespół aż do obecnego składu, który się dopasował i prawidłowo zgrał, co oczywiście pomogło naszej muzyce i możemy spokojnie grać na żywo każdego dnia i nocy.

Nazwa Waszego zespołu nawiązuje do psychologii, czy jest ona w kręgu Waszych zainteresowań? Czy wiążecie nazwę w jakiś sposób z muzyką przez Was graną?

Dobre skojarzenie, psychologia jest jednym z naszych zainteresowań. Interesujemy się na ogół bardziej skrzywionymi i niezrozumiałymi zagadnieniami, które czasem mogą się zdawać abstrakcyjne bądź rzeczywiście takie są. Nazwa w pewien sposób określa naszą muzykę, bo sama nazwa znaczy pewną ekspresję emocji. Jak można pokojarzyć, przelewamy emocje w muzykę, a jakie one są zostawiamy pod rozwagę słuchaczom.

Będąc jeszcze przy temacie nazwy ostatnio musieliście ją nieco zmodyfikować. Mógłbyś rzucić trochę światła na ten wątek?

To fakt, może nie jest to bardzo poruszająca sprawa, bo w żaden sposób nam to nie przeszkodziło, ale nazwę musieliśmy zmodyfikować z racji drugiej istniejącej kapeli o identycznej nazwie. Nie chcieliśmy być w żaden sposób kojarzeni z tą kapelą (zresztą grają rock w lekkim jego wydaniu) oraz nie chcieliśmy żeby ich kojarzyli z nami, bo oni byli pierwsi z tą nazwą, więc im się ta nazwa należy. Jak wiadomo, podpisując umowy/kontrakt jest wymóg oryginalnej nazwy, także taki też spełniliśmy, więc nie będzie problemu z podpisaniem czegokolwiek w dalszej przyszłości.

Ostatnio udało się Wam wystąpić na Knock Out Festival w Krakowie, a dokładniej na before party, jak ogólnie wspominacie ten występ i drogę jaką do niego przebyliście? Ciężko było? Co sądzicie o tej imprezie, będą chętni na realizacje drugiej części za rok?

Cały Knock Out Festival uważamy za świetny, nasz występ również jak najbardziej się udał, nawet pomimo tego, że nie wygraliśmy. W końcu nie o to chodzi, sam występ na tamtej scenie był dla nas ważny oraz pobyt na festiwalu. Droga do before party uznajmy, była zabawna, wygraliśmy i oczywiście zrobiło się trochę hałasu wokół nas z czego większość była stekiem bzdur, szczególnie że wyniki były zweryfikowane, więc nas to nie martwi, bo muzyka sama się broni. Wracając do samego festiwalu mamy nadzieję na jego kolejną odsłonę, bo był on bardzo udany i jestem pewien, że mnóstwo osób pisałoby się na kolejną edycję.

Porozmawiajmy o Waszych inspiracjach. Nie mógłbym nie zapytać jak rozpoczęła się Wasza przygoda z połamanym graniem? Mam nadzieję, że nie obrazicie się jeśli powiem, że Wasze inspiracje Meshuggah słychać gołym uchem? Kto oprócz Szwedów ma na Was wpływ?

Zaczęło się od paru numerów, które napisałem i właśnie w nich pojawiły się połamane rytmy, które zresztą uwielbiam i jest to jeden aspekt wyróżniający mój styl grania, więc nie byłbym sobą jakbym ich w końcu nie wcisnął do naszej kapeli. Cieszę się bardzo, że słychać inspiracje Meshuggah, bo jest to mój osobisty czołowy absolut muzyczny i na pewno jest to ukłon w ich stronę za to co tworzą. Z głównych inspiracji mogę wymienić jeszcze Fear Factory oraz twórczość Mike’a Patton’a (i mowa tu o wszelakich jego projektach). Nie będę wypisywał więcej, bo chodziło o te główne inspiracje, a pisząc ogólnie to by było tego zbyt dużo (śmiech).

Niedawno wydaliście swoją pierwszą EP zatytułowaną The First Two Names. Powiem Wam szczerze, że to kawał świetnegu stuff’u i jak na nasze realia muzyczne to pozycja, która świetnie rokuje na przyszłość. Czy materiał powstawał na bieżąco czy może mieliście już część gotową wcześniej, a brakujące elementy dograliście z czasem? Gdzie nagrywaliście cały materiał i kto odpowiada za jego brzmienie?


Materiał mieliśmy gotowy od dłuższego czasu, kwestia leżała w ustaleniu konkretnej daty nagrania materiału oraz znalezieniu odpowiedniego brzmienia. Za produkcją stoję ja (nie licząc wokali, które nagrywał we własnym zakresie gościnny wokalista, który wspierał nas wokalnie w czasach, kiedy szukaliśmy stałego członka). Proces nagrywania był następujący, ja nagrywałem siebie i resztę członków, a później również ja cały materiał zmiksowałem i zmasterowałem oraz nadałem odpowiedniego brzmienia. W ten sposób mogłem nadać pewnej barwy całej EPce, żeby mogła brzmieć sterylnie i powoli wydeptać nam pewien styl brzmieniowy.

EP za Wami, teraz pora na duży materiał. Kiedy możemy się go spodziewać i czy macie już jakieś pomysły na nowe kompozycje?


Szczerze, już na ostatniej EPce miał się pojawić jeszcze jeden numer oraz koncept na koniec EPki, ale te smaczki zostawiliśmy na długogrający materiał. Na pewno na żywo można usłyszeć nowe numery i to na pewno też pojawi się na longplay’u. Wiemy już teraz, że ponownie umieścimy utwór z ostatniej EPki (prawdopodobnie rozbity), bo z tym materiałem będziemy starać się o wytwórnię. Oczywiście jesteśmy w trakcie pisania nowego materiału, nawet w obecnej chwili odpowiadając na te pytania spisuję nowy pomysł. Data wydania LP jest nieznana, jeśli nie znajdziemy wydawcy to wydamy album na własną rękę i wtedy album wyjdzie przed końcem tego roku, a jak znajdzie się wydawca to pewnie data się lekko opóźni, ale w międzyczasie wypuścimy na pewno jakiś nowy utwór na światło dzienne.

Jak wyglądają Wasze poszukiwania wydawcy?

Na razie nie wysyłaliśmy jeszcze materiału nigdzie, bo tak jak wspomniałem, chcę zadbać o nowy longplay, żeby mieć większe szanse na wydanie tego krążka poprzez wytwórnię.

Lubicie nietypowe ustrojenie gitar?

Oczywiście, bardzo nisko i sterylnie. Sam osobiście bardzo lubuję się w takim brzmieniu i wydźwięku gitar, więc też dbam o to, żebyśmy tak brzmieli.

Planujecie jakieś koncerty w najbliższym czasie?

Pisząc ten wywiad jesteśmy właśnie 2 dni przed koncertem w Krakowie. Będziemy grali z kapelami Phobh oraz Maszyny i Motyle. Liczymy na dobry gig, a poza tym kolejny koncert gramy w naszym mieście 4 września. Pewnie będziemy załatwiać więcej koncertów w najbliższym czasie, także warto zaglądać na nasz myspace i patrzeć na daty koncertów.

Co sądzicie o naszym podwórku muzycznym, oczywiście mowa o tym ambitnym środowisku, a nie o plastikowych formacjach wokalno-tanecznych? Myślicie, że dzięki takiemu rozkwitowi kapel jaki ostatnio przeżywamy istnieje szansa, że zostaniemy jako kraj zauważeni na muzycznej mapie? Pomijam scenę death czy black metalową, bo w tej akurat jesteśmy mocni, ale mam na myśli granie odmienne od tych gatunków.

Ta scena nawet nie musi być liczna, ważne że jakościowo będzie zwalać z nóg. Świetnie by było jakby nas postrzegano również właśnie ze sceny progressive/experimental/math. Mamy nadzieję, że wykonamy ten krok i tak też nasz kraj zaprezentujemy. Niedawno zresztą nawiązaliśmy kontakt ze szwedzką kapelą Vildhjarta, która zresztą bardzo pozytywnie wyraziła się o naszej muzyce i prawdopodobnie jeśli się to uda to zorganizujemy koncert/koncerty razem i jest szansa, że uda się to zorganizować również w Polsce. A wracając do wątku rozkwitu kapel ambitnego środowiska, cieszy nas to bardzo, bo z miłą chęcią posłuchamy kolejnych dobrych polskich kapel, a również umożliwia nam to granie z kapelami z tego samego pokroju gatunku.

Na koniec kilka słów do naszych czytelników.

Dzięki za poświęcenie uwagi i przeczytanie tego wywiadu. Teraz jeśli jeszcze nas nie słyszeliście, wejdźcie na www.myspace.com/afekth i ściągnijcie EP. Pozdrawiam Was ja-Maikh oraz pozdrawiam Was w imieniu całej kapeli Afekth.


czytaj dalej »

piątek, 31 lipca 2009

"Najwierniejszych fanów mamy w Polsce!"



Behold! The Monolith to kapela której zalążek powstał już w 2007 roku. Grają wybuchową mieszankę stoner rocka, sludge i doomowych zwolnień. Zespół to obecnie dwójka ludzi - Kevin McDade i Matt Price. Po paru przetasowaniach w składzie, zespół własnym sumptem wydał długogrające LP w maju tego roku. Produkował je Billy Anderson, ten sam który kręcił gałkami i suwakami razem z Neurosis, Om czy The Melvins. Nieźle? Posłuchajmy więc, co Panowie mają nam do powiedzenia.

Możecie nam trochę opowiedzieć o historii kapeli? Skąd pochodzicie, kiedy Behold! The Monolith stał się pełnoprawną kapelą no i coś o byłych i aktualnych członkach zespołu.

Kevin McDade: Matt i ja zaczęliśmy razem pogrywać z naszym pierwszym pałkerem, Scottem, coś w okolicach września 2007. Scott i ja właśnie odeszliśmy z innego projektu. Scott poznał Matta przez wspólnych przyjaciół i okazało się że mamy podobne gusta i pomysły, na to co chcemy robić razem w muzyce. Pierwsze kilka tygodni tylko nagrywaliśmy nasze jam sessions, potem wybraliśmy z tego niektóre pomysły i riffy i zaczęliśmy tworzyć kawałki. Pierwszym kawałkiem jaki zrobiliśmy, był Land of the Midnight Sun i to jedyny kawałek z tamtego okresu, który pozostał nietknięty. Podstawy dla kawałków Elders i Volcanus Eruptus były napisane już wtedy, ale nie było to nic a nic spójnego. Po paru miesiącach przestaliśmy razem pogrywać, z różnych powodów. Wróciliśmy do gry - już bez Scotta, w okolicach marca 2008. Bawiliśmy się kawałkami na komputerze Kevina. Właśnie wtedy Bobby odpowiedział na nasze ogłoszenie o tym, że poszukujemy perkusisty. Cały czas z Kevinem coś robiliśmy, nagrywaliśmy, więc kiedy dołączył Bobby, wszystko zaczęło nabierać kształtów. Był w składzie od tamtego czasu aż do kwietnia tego roku, kiedy dostał pracę po drugiej stronie składu. Skąd jesteśmy? Matt jest slugde`owym riff masterem z Louisiany, a ja frontmanem ze sceny Nardcore w Południowej Kalifornii hahaha.
Matt Price: Ja trochę pisałem i próbowałem zebrać się do kupy z paroma ludźmi ale nigdy nie zaskoczyło. Brakowało chemii, która gdy zagrałem z Kevinem, pojawiła się od razu. Zaskoczyło, wiesz? Miałem gotową nazwę kapeli, a reszta zasadniczo potoczyła się tak jak powiedział Kevin.

Co myślicie o stoner rockowej scenie w Stanach? Ciężko jest się utrzymać na powierzchni zespołom Waszego pokroju? W końcu ten gatunek narodził się w Stanach.

KmD: Myślę że scena stonerowa w Stanach stoi na bardzo wysokim poziomie. Ale jeszcze ważniejsze jest że ludzie w tym klimacie są bardzo zżyci. Nie ma megalomanii, przerostu Ego. Większość ludzi z którymi grałem są strasznie spoko hahaha. Jeśli chodzi o utrzymanie się na powierzchni - muzycznie wszystko kwitnie. Scena się rozwija, ludzie kochają tą muzykę, umarli by za nią, a wygląda na to że będzie jeszcze lepiej. A jeśli pytasz o stronę finansową, cóż...nie znam żadnego członka kapeli który nie miałby jakiegoś chujowego etatu na boku, no chyba że jesteście Black Sabbath. Nie oszukujmy się, tak wygląda granie w podziemiu i natura tej przemysłowej, muzycznej bestii.

Dlaczego zdecydowaliście się na granie tej zapiaszczonej odmiany rocka? Jakie są Wasze muzyczne inspiracje?

KmD: Lubię ją grać ponieważ to świetna zabawa. Stoner fajnie buja, można się w nim zapomnieć, a zarazem to wszystko podlane jest adrenaliną i ciężarem. Gramy tak, ponieważ siedzimy w takich klimatach. Wielkie inspiracje czerpiemy z muzyki Black Sabbath, Motorhead, Pink Floyd, The Melvins, Eyehategod, Celtic Frost, ale też z nowszych zespołów jak Mastodon , Baroness, Torche czy High on Fire.
MP: To przychodzi samo. Uwielbiam wszystkie gatunki. Wszystko poczynając od jazzu przez bluesa do punk rocka i metalu. Aktualnie zarabiam na dawaniu lekcji gry na gitarze, więc muszę zachować otwarty umysł, hahaha! Ale ciężkie sladże w połączeniu z klasycznym metalem brzmią grane przez nas szczerze i naturalnie. Nawet "progresywne" wstawki.

Zakładam że wytwórnia Arctic Forest Collective nie istnieje, haha! Czy szukacie obecnie wydawcy, czy planujecie zostać niezależnymi twórcami?


KmD: I bardzo dobrze zakładasz, haha. Szukamy aktywnie wytwórni. Obecnie jesteśmy na poziomie samodzielnej dystrybucji krążka, co jest generalnie super, ale chcielibyśmy jednak mieć kontrakt. Jesteśmy też zadowloeni i mamy możliwości do robienia wszystkiego samemu. Dotarliśmy do tego punktu bez kontraktu, a rzeczy i tak nabierają tempa.
MP: Arctic Forest będzie na razie naszym znaczkiem "Samoróbką" na płytach, dopóki nie pojawi się konkretny kontrakt....jeśli wogóle, hahaha!

Jak wspominacie takich gwiazd jak Mouth of the Architect czy legendarnego Trouble? Ciężko jest otwierać gig dla takich zespołów?

KmD:
Przede wszystkim, pamiętam zaskoczenie, kiedy zaoferowano nam supportowanie takich gwiazd, w tak wczesnym stadium rozwoju naszego zespołu. Wiele pomogły koneksje które nam w Los Angeles pomogły np. Daniel Dismal z Church of the 8th Day czy Eddie Solis. Publika dała czadu. Większość zespołów zadowoliła by się tym, żeby tłumy nie wychodziły podczas Twojego występu, a nam publika machała łbami i wołała na bis. Szok. Trouble zagrało świetnie a mój kumpel Joe grał na basie w Mouth of the Architect na tej trasie, więc było super z nimi grać.

Wasze debiutanckie LP zbiera mnóstwo pozytywnych komentarzy na różnych forach, serwisach muzycznych etc. Kto zajął się produkcją i gdzie album został nagrany? No i oczywiście kto zaprojektował okładkę, bo jest po prostu świetna.


KmD: Album został nagrany i zmiksowany przez Billy`ego Andersona w studiu Different Fur, San Francisco, ale niezmiksowane ścieżki perkusji zrobił nam Kevin Kellerw Gault River Studios, w Van Nuys, Kalifornia. Sami to wszystko finansowaliśmy, ale Billy bardzo nam pomógł swoimi sugestiami i zdolnościami. Dał nam dokładnie to co chcieliśmy na tym albumie. Okładkę zaprojektował Dusty Peterson, którego znalazłem na forum na które uczęszczam. Zrobił dwie ostatnie okładki Bloodbath ale pracuje też w projektowaniu gier komputerowych. Zasadnicza koncepcja była nasza, zostawiliśmy go żeby zrobił swoje i po raz kolejny dostaliśmy to co chcemy, a nawet więcej. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że wszystko tak się złożyło.

Stary, podobno szukacie perkusisty! Ja jestem perkusistą i uwielbiam Waszą muzykę, mam jakieś szanse?

KmD: Jeśli masz ochotę przeprowadzić się do Los Angeles, to zawsze jest szansa, hahaha.

Czego ostatnio słuchacie? Macie jakieś wydawnictwa godne polecenia?


KmD: Ja słuchałem YOB "The Great Cessation", Church of Misery "Houses of the Unholy", Keelhaul "Triumphant Return to Obscurity", Alpinist "Minus Mensch" i Lord Mantis "Spawning the Nephilim".
MP: Zgadzam się z nowym YOB i Keelhaul. Czekam też na nowe wydawnictwo Howl - bardzo podobało mi się ich demo. Poza tym ostatnio przewalam cały wagon klasycznego metalu, nie wiem co mnie naszło hahaha!

Macie coś do przekazania polskim fanom?

MP: Dzięki za entuzjazm i wsparcie. Nie możemy się doczekać by się do Was wybrać...
KmD: Jedni z naszych najwierniejszych fanów są właśnie w Europie, zwłaszcza Polsce, Niemczech i Portugalii. Dostajemy od nich mnóstwo wiadomości, wyrazów uznania, a nigdy nawet nie widzieli nas grających na żywo. To ten rodzaj pasji i miłości do tej muzyki, który czyni ten gatunek tak zajebistym! Naprawdę staramy się wpaść do Europy niedługo, może w przeciągu roku, więc trzymajcie kciuki i wpadnijcie się przywitać, jeśli się zobaczymy!


czytaj dalej »

czwartek, 30 lipca 2009

"Stoner rośnie w siłę!"


Powstały w 2007 roku Jack Daniels Overdrive, to jeden z czołowych przedstawicieli sceny stoner rockowej w Polsce. Choć nadal bez kontraktu, to mają za sobą wydanie własnym sumptem EP Pure Concentrated Evil oraz rozgrzewanie publiki przed legendarnym zespołem DOWN. Pogadamy o whiskey, kondycji stoner rocka w Polsce i o planach na przyszłość. Przed Wami wokalista zespołu Jack Daniels Overdrive - Wojtek Kałuża!

Biografię zespołu mamy do odczytania na stronie, ale może znasz jakieś ciekawe, niewygodne fakty z historii zespołu, które wypadałoby czytelnikom przytoczyć? Słowem skąd jesteście i dlaczego z Katowic, oraz ile wynosi dzienne spożycie Jacka Danielsa na głowę?

Hmm, niewygodne fakty...w sumie najbardziej niewygodne dla nas były zmiany kolejno perkusisty i basisty. Na szczęście teraz mamy mocny i sprawdzony skład, silniejszy niż kiedykolwiek, więc zmiany wyszły jednak na dobre. Ewentualnie dość ciekawy wydaje się być fakt, ze w zalążku nasza kapela miała być inspirowana dokonaniami...zespołu Coma! Ale potem ja się przyplątałem i koncepcja upadła. Z tym "jesteśmy z Katowic" z kolei jest dość ogólnie, bo gitarzysta jest z Siemianowic, a perkmen z Jaworzna, ale kto by tam się przejmował szczegółami. Dzienne spożycie Jacka...eh, niestety nieduże, żyjemy w kraju gdzie zakup whiskey (a tym bardziej takiej marki jak J.D.) wciąż jest jakimś tam luksusem, więc luksus dawkujemy sobie od czasu do czasu, na co dzień zadowalając się wybornym polskim piwem;]

Czyli kariera jaką JDO zrobiłoby w emo-rocku, nie wypaliła przez Ciebie?

No nie wypaliła, haha. Ale tak naprawdę Stempel sam nie wiedział, w którą stronę chciał iść ze swoją kapelą – w założeniu miał to być po prostu mocny rock z elementami metalu. Dopiero kiedy ja zjawiłem się na próbie i posłuchałem kilku kawałków, stwierdziłem, że „wy kurde gracie stoner!”. No i tak już zostało, ja podłożyłem do kompozycji taki a nie inny wokal i JDO w końcu nabrało kształtu…


Tak jest chyba lepiej dla wszystkich...wasze debiutanckie EP Pure Concentrated Evil łamie kości. Dlaczego materiał wydany w marcu ubiegłego roku, stał się rozpoznawalny dopiero teraz? Myślisz że ma to związek z większym zainteresowaniem muzyką stonerową w Polsce?

Słuchaj, jeśli ludziom się podoba, to super, niczego więcej nie pragniemy. Co do zainteresowania stonerem w Polsce...wiesz, większość ludzi w dalszym ciągu nie wie co to właściwie jest ten stoner - często zdarza się, ze ludzie słuchają kapel stonerowych nawet o tym nie wiedząc. Tu też swoją drogą tkwi siła tej muzyki - może przekonać praktycznie każdego. W ostatnim czasie faktycznie coraz więcej zespołów gra taką muzykę i jest o nich coraz głośniej. Pomógł debiut Black River, pomogło od cholery zespołów tkwiących wciąż w podziemiu, ale coraz bardziej pragnących wyrwać się na powierzchnię. Ogólnie - stoner rośnie w siłę, więc jeśli i nam uda się znaleźć w tym wszystkim swoje miejsce - czego chcieć więcej?

A propos Black River, oni już pogrywają za granicą, a Wy - z tego co mi wiadomo - nadal nie macie wydawcy. Więc jak to jest? Wasza muzyka nie ustępuje niczym ich graniu. Fakt, że mało tych kawałków jeszcze posiadacie, ale trzeba inwestować w to granie, nie sądzisz?

Że Black River szaleje poza Polską to nawet nie wiedziałem, winszować chłopakom. My nie mamy jeszcze wydawcy z bardzo prostego powodu - nie jesteśmy jeszcze na tyle silni, żeby w pełni wykorzystać możliwości kontraktu. Nie chcemy skończyć jak kapele, które pakują się z byle czym pod drzwi wytwórni i wydają potem miałkie, niedorobione debiuty. Wydaliśmy Pure Concentrated Evil bez niczyjej pomocy tylko w jednym celu - żeby pokazać że istniejemy, żeby mieć wizytówkę naszej muzyki i pokazać dokąd zmierzamy. Obecnie trwają prace nad pełnometrażowym krążkiem - teraz dopiero pokażemy na co nas naprawdę stać i z tym materiałem - dojrzalszym i bardziej przemyślanym - będziemy chcieli uderzyć do wytwórni. Ale wszystko pomalutku i konsekwentnie - inaczej polegniemy w przedbiegach. A co do materiału, to pochwalę się, że mamy już 12 autorskich kawałków które całkiem nieźle sprawdzają się na koncertach.

Wierzę na słowo. Teraz coś o debiutanckim EP. Album jest wspaniale wyprodukowany! Możesz powiedzieć gdzie go nagrywaliście, jak wyglądała sesja nagraniowa i kto zasiadł za stołem mikserskim?

Album nagrywaliśmy w Met Studio w Bobrownikach koło Siemianowic. To małe, ale cholernie profesjonalne studio, z naprawdę świetną ekipą. Naszą epkę nagrywali panowie Marcin Woroniuk i Łukasz "Peo" Pomietło, który - tak się akurat złożyło - od kwietnia bieżącego roku jest również naszym basistą. Ta produkcja to dopiero przedsmak tego, co szykujemy na płytę - tym razem wszystko będzie dopięte na ostatni guzik i co najważniejsze, pojawi się o wiele więcej brudu. Epce trochę go niestety brakuje...co nie zmienia faktu, że i tak jesteśmy z tego krążka cholernie dumni.

Łukasza poznaliście właśnie przez to studio czy to stary znajomy z czasów gdy grał jeszcze z Wami Oldboy?

Zarówno Łukasz jak i Marcin to dobrzy kumple Stempla, który poznał ich nagrywając płytę ze swoją poprzednią kapelą Dual Coma, z której ostatecznie został wyrzucony, za co niebiosom dziękujemy, bo by się inaczej chłopak nie wkurwił i nie założył JDO hahaha.

Podpisujemy się pod podziękowaniami! Co sądzisz o kondycji sceny stoner rock w Polsce? Pewnie palce obu rąk starczą żeby wymienić wszystkie kapele w gatunku. Jakie jest twoje zdanie? Wspomniałeś o tym że ludzie słuchają stonera, nie wiedząc że to robią. Z czego to wynika?


Na pewno wynika to z tego, że ten gatunek tak naprawdę bardzo ciężko sklasyfikować. Ja osobiście nie mam problemu przylepić etykietki "stoner" Panterze i Queens of the Stone Age, mimo że są to tak naprawdę dwie zupełnie inne kapele, muzycznie mające ze sobą tyle, co nic. Ale jednak słychać wyraźnie podobne inspiracje, podobny feeling...czuć pustynię po prostu. A ludzie często nieświadomie wymieniają wśród ulubionych kapel właśnie te nasiąknięte już tym stonerowym duchem. W Polsce - jak już mówiłem - dzieje się coraz lepiej, a kapel to już chyba będzie więcej niż na palce obu rąk. Byłoby jeszcze miło żeby ich poziom zbliżył się bardziej do tego, co mamy na zachodzie, bo na chwilę obecną mamy czołówkę w postaci Black River, Corruption, Elvis DeLuxe, może jeszcze Oregano Chino, Muerte, a potem to już długo nic, niestety...

Przydarzyło się wam rozgrzewać publikę przed takim zespołem Down, bodajże z Nowego Orleanu. Opowiedz jak do tego doszło, czy mocno trzęsły się wam nogi i wogóle jak wrażenia.


Historia z Down to był tak naprawdę łut szczęścia, ale też sprzyjające okoliczności. Tak się składa, że pracowałem przy organizacji tego koncertu i kiedy dostałem informację, że będzie szukany lokalny support, zacząłem gnębić szefa Metal Mindu, Tomka Dziubińskiego, o możliwość wrzucenia nas jako rozgrzewacza. Tomek był cholernie sceptyczny jeśli chodzi o ten pomysł, ale w końcu zgodził się wysłać managerowi Down link do naszego profilu MySpace, a ten zwyczajnie odpowiedział "może być". W sumie nie do końca wierzyliśmy że się uda, ale jeśli była okazja żeby spróbować - nie mogliśmy jej przegapić. A kiedy słowo stało się ciałem, byliśmy stremowani jak cholera, co zresztą było pewnie widać przy pierwszym kawałku. Ostatecznie wszystko zakończyło się happy endem, zagraliśmy koncert naszego życia, publiczność przyjęła nas wprost rewelacyjnie, a członkowie Down (konkretnie Kirk i Pepper) nie kryli zachwytu. Cały ten wieczór był po prostu magiczny.

Skoro jesteśmy przy koncercie z Down, powiedz mi co znaczy przewijające się w waszym shoutboxie last.fm: "Spierdalajcie, spierdalajcie." To ma chyba jakiś związek z tym gigiem prawda?


No tak, w sumie to wyszła wtedy na scenie taka śmieszna akcja. Otóż na ogół strasznie nie lubię gadać miedzy kawałkami, ale czasem mi się zdarzy i wtedy autentycznie zdumiony powiedziałem do mikrofonu że w życiu nie spodziewałem się że publiczność tak fajnie nas przyjmie i że raczej spodziewałem się okrzyków "spierdalajcie", hahaha. No i na potwierdzenie sam zacząłem skandować "spierdalajcie!", żeby publika to podchwyciła, a po fakcie stwierdziłem "że jednak miałem rację". Wyszła z tego taka trochę autoironia, ale ludziom się chyba podobało, a nam udało się poniekąd rozładować napięcie w kapeli.

Nie, no rewelacyjny sposób! Zadziałało?

Najwyraźniej tak, bo po gigu sześćset gardeł darło się "dziękujemy". Przeżyć coś takiego, w dodatku w TAKICH okolicznościach to naprawdę niesamowite uczucie.

Powiedz mi w jakiej muzyce Ty się obracasz? Jesteś raczej openminded czy zakorzeniony w metalu? Skąd Ty czerpiesz inspiracje?


Ja jestem cholernie openminded, może nawet trochę zbyt. Ogólnie słucham wszystkiego co fajne, a że akurat najfajniejsze rzeczy znajduję w muzyce metalowej... Lubię oczywiście stonera, Alabama Thunderpussy to dla mnie bogowie, podobnie Down i np. Monster Magnet czy QOTSA. Słucham też w cholerę zdrowo pojebanej muzyki, np. Dillinger Escape Plan, Losa, Psyopus, wczesna Norma Jean czy grindcore w wykonaniu Pig Destroyer czy Agorpahobic Nosebleed. Lubię też klasykę - Guns'n'Roses czy Faith No More są ciągle w czołówce moich ulubionych zespołów. Z innej parafii chętnie słucham Alanis Morissette, Comy czy Pogodna - i nawet specjalnie się tego nie wstydzę. A w JDO próbuję uchwycić taki styl, jaki stworzyła Alabama Thunderpussy - brudno, ale mimo wszystko melodyjnie. Ich granie to chyba dla mnie największa inspiracja.

PsyOpus jest chore - to fakt. Polecę ci Car Bomb, podobnie zapodają. A ty masz coś do polecenia czytelnikom? Czego obecnie słuchasz najwięcej?


Znam Car Bomb, fajnie chłopaki napierdalają. Ja chętnie polecę Alabama Thunderpussy wszystkim, którzy jeszcze tej kapeli nie znają - płyta "Fulton Hill" to kwintesencja stonera. Z innych rzeczy ujęły mnie ostatnie płyty Riverside i Rootwater - obie udowadniają, że jeśli się chce, to można w Polsce tworzyć muzykę na światowym poziomie. A wszystkim odważnym polecam najnowszą epkę Pig Destroyer "Natasha" - jeden kawałek, 40 minut wybitnie popierdolonej muzyki.

Na koniec już, powiedz czego teraz życzyć Jack Daniels Overdrive? Zdrowia? Pieniędzy? Kontraktu? Kobiet?

Zdrowie się przyda, bo basista ostatnio trochę chorował, a na koncercie Down wlazł na scenę nafaszerowany taką ilością antybiotyków, że słonia by zabiło. Teraz na szczęście jest już trochę lepiej. Pieniądze zawsze są mile widziane, bo w Polsce do muzyki jednak wciąż trzeba dokładać. Ale kontrakt z poważną wytwórnią sprawiłby, że wszyscy spalibyśmy spokojniej, hahaha.

Coś do przekazania fanom?

Pijcie whiskey, pijcie piwo, palcie jointy, słuchajcie dobrej muzy i uprawiajcie dużo seksu (dłużej pożyjecie). No i wpadajcie na nasze koncerty jeśli będziecie mieli okazję. A jak już wyjdzie płyta, powiedzcie przynajmniej jednemu koledze z nadwyżką pieniędzy żeby ją kupił.

czytaj dalej »

środa, 29 lipca 2009

Harmonia hałasu, czyli wywiad z Echoes Of Yul



Bardzo cieszy fakt, że na naszym polskim podwórku muzycznym, zaczynają rozkwitać zespoły, które wybiegają trochę po za schematy i zapuszczają się w eksperymentalne rejony czerpiące z wielu różnych gatunków. Rozmowa z Echoes Of Yul pokazuje, że Ci ludzie naprawdę świetnie czują się w swojej muzyce, są pełni werwy, zmotywowani, mają wiele planów, a i napewno na jednej płycie się nie skończy..


Nie znalazłem zbyt wielu informacji stricte biograficznych na Wasz temat w Internecie, prócz miasta z jakiego pochodzicie. Czy na początek mógłbyś odrobinę przybliżyć naszym czytelnikom historię powstania Echoes Of Yul i przedstawić skład zespołu?

Echoes Of Yul to Michał Śliwa i Jarek Leśkiewicz. Pochodzimy z Opola, znamy się od lat, każdy ma własne projekty – ja: Zubik, Jarek: Naked On My Own. razem gramy jeszcze w projekcie Opollo. Zespół powstał trochę w kontekście bandu który prowadziłem na początku tego wieku czyli Yul (przez jedno „L”). Takie swobodne improwizowane granie oparte na elektronice, noisie i motorycznej grze perkusistów. Zawsze grali z nami metalowi perkusiści i oscylowało to tak w pół drogi między produkcjami elektronicznymi a gitarowym noisem. Zagraliśmy kilka koncertów (bardziej sludgowych), nagrałem i wyprodukowałem kilka demówek (bardziej elektronicznych) i zespół zakończył działalność w 2003 roku.

Na naszym polskim poletku muzycznym, mało jest zespołów, które eksplorują te rejony muzyczne co Wy, myślisz, że taka muzyka będzie umiała się sprzedać i dotrzeć do słuchaczy?

Jestem za dotarciem, ale czy się sprzeda? Wątpię. Niespecjalnie zaprząta mi to głowę. Trochę krępuje fakt prowadzenia tej całej autopromocji, ale robimy co się da żeby jednak z tą płytą dotrzeć chociaż jako news lub recenzja.

Myślisz, że jest zapotrzebowanie na tak niszowe granie w naszym kraju?

Kwestia zapotrzebowania jest drugorzędna. Chodzi o to, by znaleźć ujście pewnej wrażliwości, kocham niskie dronujące gitary, noisową harmonię, jeżeli ktoś podziela moje spojrzenie na muzykę to super i nie ważne czy 5 czy 500 osób się tym zainteresuje, chociaż 500 to lepsza, ale i graniczna ilość, bo tyle wytłoczyliśmy płyty;-) Jedynym problemem jest brak mediów, większość webzinów to jednak strony zajmujące się głównie promocją metalu, a my niespecjalnie pasujemy do tej przegródki więc pozostają blogspoty jak Wasz.

Jak wygląda sprawa z koncertami Echoes Of Yul? Teoretycznie jest Was tylko dwóch i organizacja takiego koncertu powinna być bardzo prosta, wszędzie się upchnięcie, nawet w najmniejszym klubie, czy jest może inaczej?

Na płycie jest wiele warstw i odegranie tego w satysfakcjonującej formie to udział minimum 4 osób, jest szansa, że na jesień zrobimy jakiś mini-tour. Nie wykluczam też bardziej kameralnych koncertów we dwóch z laptopem/samplerem. Chociaż chętnie bym poużywał na scenie syntezatorów i akordeonu, ale niestety nie jesteśmy ośmiornicami. Wiesz większość elementów na płycie które słuchacze postrzegają jako elektroniczne to preparacje akustycznych/elektrycznych instrumentów.

Jak nawiązała się Wasza współpraca z wytwórnią We Are All Pacinos? Zarówno Wy jak oni pochodzicie z jednego miasta, Opola, znaliście się już wcześniej?

WAAP to wybór z konieczności, namówieni przez naszego managera Marcina Mikzińskiego który usłyszał o naszych problemach z jedną „wytwórnią”, założyliśmy w trójkę ten label. I w sumie okazało się to w miarę nietrudne i pozbawione kruczków typu: „wytwórnia zastrzega sobie prawo do przyjęcia materiałów w terminie 360 dni od daty dostarczenia przez wykonawcę” czy utrata praw do muzyki na okres iluś tam lat. Na płycie Echoes Of Yul przerabiamy cały model pracy takiej wytwórni, i już myślimy o następnych wydawnictwach EP-ce Naked On My Own, solówce Zubika czy drugim EOY który mam nadzieję ukaże się w okolicy wiosny 2010. Myślę, że może uda się wydać coś spoza Opola, jesteśmy otwarci na propozycje współpracy i chcemy wydawać różnorodną muzykę.

Czym się konkretnie inspirujecie, czy jest to tylko i wyłącznie muzyka? Czy może macie jakieś pozamuzyczne inspiracje?

Życie, muzyka, fotografia, film, wydaje mi się, że dużo tych filmowych inspiracji słychać.

Co byście powiedzieli na zaproszenie do udziału w kolejnej edycji festiwalu Asymmetry we Wrocławiu? Myślę, że śmiało wpasowalibyście się w klimat imprezy, a i na pewno byłaby to dobra okazja do zaprezentowania się szerszej publiczności. A tak przy okazji, ktoś z Was był na tegorocznej edycji? Co sądzicie o takiej imprezie w naszym kraju?

Zajebista inicjatywa, byłem na koncercie Dalek na Asymmetry. Fajne miejsce i jestem pełen podziwu dla ogromu pracy jaki chłopaki włożyli w tą imprezę. Szkoda, że ludzie trochę nie dopisali, ale pewnie ze względu na małe zróżnicowanie stylistyczne i ogrom koncertów w tym roku. Jeżeli nas zaproszą: zagramy – to oczywiste.

Trafiłem nawet na zagraniczną recenzję Waszej płyty. Czy macie w planach współpracę z jakimiś zagranicznymi wytwórniami lub koncerty za granicami naszego kraju?

Definitywnie mamy w planach zagraniczną dystrybucję, ale tu sytuacja wygląda identycznie, szukamy dystrybucji w Polsce, szukamy za granicą, ślemy promosy do recenzji i pytania do dystrybutorni i wytwórni, pozostaje czekać…

Zauważyłem, że na Waszym profilu myspace pojawiły się jakieś nowe kompozycje, czy to oznacza, że możemy spodziewać się nowego krążka? Jeśli tak to kiedy i czy możecie powiedzieć kilka słów o nowych pomysłach?

Pierwszą płytę skończyliśmy w połowie zeszłego roku i prawie rok trwało jej wydanie.
Nowa płyta już powstaje, mamy kilkadziesiąt utworów na poziomie szkiców i demo wersji, trochę będzie się różnić od pierwszej. Debiut był z założenia minimalistyczny i odrobinę nawet pomyślany jako hołd dla inspiracji typu stary okres Earache Records, nowoorleański slomotion-core, AmRep, spacerock i Fripp/Eno, druga płyta będzie bardziej zwarta w formie i pojawi się więcej wokali, wydaje się bardziej melodyjna, gramy bardziej „live” (mamy już porejestrowane bębny ) oraz zdecydowanie bardziej liryczna, taki sadcore/4AD na amfetaminie. Oprócz tego kończymy utwory na planowany split z wrocławskim Guantanamo Party Program. I tu poriffowaliśmy najbardziej jak dotąd w kawałkach EOY – na stronie myspace można zapoznać się z demem Blackout zaplanowanym na ten split.

Czy chciałbyś przekazać naszym czytelnikom coś od siebie?

\\//_

Echoes Of Yul



czytaj dalej »