Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porcupine Tree. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porcupine Tree. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2009

DVD Porcupine Tree



Pewnie wielu z Was zapyta, co w końcu dzieje się z tym DVD, które od dłuższego czasu zapowiadał Wilson? Gwoli przypomnienia, ma ono zawierać zapis dwóch koncertów, które miały miejsce w październiku zeszłego roku w holenderskim Tilburgu.

Prace nad tym wydawnictwem zostały przerwane ze względu na nagrywanie "The Incident", którego premiera lada dzień, bo już 15 września. Od niedawna jednak zostały wznowione i według wstępnych ustaleń, całość powinna ukazać się wiosną przyszłego roku. Planowana jest również wersja deluxe wydawnictwa, która oprócz wersji audio koncertu, zawierać ma też płytę CD z zapisem przynajmniej jednego, wcześniejszego show z trasy promującej ostatni album Porcupine Tree "Fear of a Blank Planet".

czytaj dalej »

niedziela, 26 lipca 2009

Is this trip really necessary?


This remarkable, sometimes incorherent transcript ilustrates a phantasmagoria of fear, terror, grief, exaltation and finally breakdown. Its highlights have been compressed on this record to make their own disquieting points.


The time is 9.30 PM, one hour after the participants have eaten sugar cubes saturated with LSD.

We hear Brian and his fellow travellers observing their gradual transformation.

Brian's been amusing his friends by chewing on some plastic flashbulbs.

Brian's mood is gradually changing. He orders all of his friends into another room and closes the door.

He sits alone on the wooden floor, visible only by the dim light shining from the bathroom. He talks to himself.

The time is now 1 am. Brian is unable to snap his fingers and terminate the trip, which continues.

He sobs, as his joy turns to fear.

Brian's rocky journey ended twelve hours after it so innocently had begun. He was shattered by it.

This young man never had a bummer in some 33 LSD trips. Every one of them was a delight. Everything under control. He needed only to snap his fingers and down he came, any time. But on Voyage 34 he finally met himself coming down an up-staircase, and the encounter was crushing.




Tych wypowiedzi możemy posłuchać przez cały czas trwania pierwszej fazy krążka, które zostały umiejętnie wkomponowane w psychodeliczno-kosmiczne wizje Wilsona. Głównym motywem skupiającym cały album jest zagadnienie LSD (silna substancja psychoaktywna) i jej wpływ na młodych ludzi, w tym wypadku na niejakiego Briana, którego dotyczą wszystkie wypowiedzi. Teksty są fragmentami dokumentu na temat Timothiego Leary'ego i jego badań. Leary prawdopodobnie jest odpowiedzialny za rozpropagowanie w środowiskach akademickich idei zażywania LSD w celach pozamedycznych. Jest autorem książki pt. Polityka ekstazy - utopijnej wizji świata, w której ludzie pojednani za sprawą LSD wiodą "bogate życie duchowe".

To nie pierwsza płyta, na której Wilson dał ujście swemu zainteresowaniu LSD, na „On The Sudany Of Life”, również pojawiły się utwory, które nawiązywały do LSD jak np. utwór „Linton Samuel Dawson”. Pewnie wielu zacznie się zastanawiać czy Wilson kiedykolwiek doświadczył działania tego środka czy też nie, będę zapewne jednym z Was, bo nie znam odpowiedzi na to pytanie. W wywiadach zaprzeczał jakoby brał LSD. Wszystko to może wydawać się nieco dziwne, facet nagrywa płyty o narkotykach i wizjach im towarzyszących, a później przyjmuje postawę radykalnie negatywną i ostrzega cały świat jakie to zgubne w skutkach dla młodych ludzi są dragi. Ale cóż, podobnie jak muzyka Porcupine Tree, postawa Wilsona uległa zmianie, tudzież ewolucji.

Voyage 34 składa się z 4 faz. The Complete Trip to kompilacja, na której zostały zebrane utwory z wcześniejszych winylowych wydawnictw tj. Voyage 34 (Faza I i II) oraz Voyage 34: Remixes (Faza III i IV). Na album składa się blisko 70 minut muzyki, która hipnotyzuje i uzależnia. Psychodeliczne inkarnacje Wilsona możemy podziwiać na tej płycie w całej okazałości. Płyta obfituje w pejzaże dźwiękowe generowane zarówno przez syntezator jak i solówki gitarowe, których zdecydowanie nie brakuje. Właśnie, solówki, chwilę się przy nich zatrzymam. Na wczesnych dokonaniach PT Wilson zagrał solówki swojego życia, trzeba to jasno powiedzieć, nigdy później na żadnym nowym albumie (mam tutaj na myśli okres od In Absentia wzwyż) nie zagrał tak przejmujących i pełnych pasji partii solowych, faza I i II są tego najlepszymi dowodami, czysta poezja i muzyczna ekstaza, nie wspominając już nawet o takich albumach jak Up The Downstairs czy Signify, ale to już lekko wybiegłem w przyszłość. Pełne przestrzeni, uczucia, emocji i radości z grania nieograniczonej żadnym czynnikiem spowodowały, że ów solówki jeszcze przez długi czas będą rozbrzmiewać w mojej głowie i z wielką chęcią będę powracał do tej płyty.

Na krążku nie brakuje również niepokojącego, tajemniczego tła, które wypełnia dostępną przestrzeń, chciałoby się powiedzieć, kosmiczną, bo tak to wszystko brzmi. Niczym podróż w przez gwiazdy widziana z perspektywy osoby odurzonej, przepełniona jaskrawymi kolorami, które rażą po oczach i oślepiają.

Podsumowując. V34 to jeden długi, hipnotyczny, narkotyczny trip, pełen przestrzeni i swego rodzaju narkozy oddzielającej nas od świata rzeczywistego, a wprowadzającej w trans i przenoszącej w alternatywną rzeczywistość pełną rzeczy i możliwości znanych nam tylko ze snów i marzeń. Wyobraźnia nawet przez chwilę nie odpoczywa, muzyka zaspokaja wszystkie nasze zmysły, co rusz wytwarza obrazy, które ze zjawiskami przyziemnymi mają niewiele wspólnego…



Well I never think that when I'm twenty-one - I think of tomorrow or this minute...

And hope there's a tomorrow, 'cause I don't like what's going on in the world. I'm scared of that, more than drugs. I'm not afraid of them.

I'm just... I'm just scared you know?

We're told that perhaps a million Americans, most of them young people, have made the LSD experience part of their lives. Is this a social menace and a cause for alarm? I don't think so. I see nothing less than the speedy evolution of a new, indigenous religion.

I'm just... I'm just scared you know?

Everybody is... pretty uptight.

I'm just... I'm just scared you know?

The LSD religionist knows; that the temple of worship is the human body, that the shrine must be located, not in a public place, but in the privacy of your own home, and that the congregation cannot extend beyond your family and your closest friends...

...And then the paintings on the walls were dripping. You know... you could see the paint coming down like this, just like if somebody was hosing it off at the top and all the paint was running down onto the floor. And it was so pretty... they were running. Like they were melting. It was so groovy...

It was like a... it was like a massage. It was so... it was so groovy, you can't believe how groovy... it wasn't just... oh wow! You know it was like... it was like... it was like a caress. You know kind of... and you could really feel the hot and the cold. You could feel hot "hot" and cold "cold", you know and... and each little drop that came out was a different one, you know... it wasn't.. I don't think the water must mix inside. It must come out hot and cold or something, 'cos you could feel hot cold hot cold all over you. It was really groovy.

I guess... it was.. I guess the world for it is sensual... you know just.. your body just oh! It grooved.

For psychedelics are stimulators of ideas and feelings, but generally these ideas and feelings would express constructively rather than violently or destructively.

If it were possible during a riot to spray small doses of LSD from a helicopter into the air... People would soon quieten...

Is this trip really necessary?




czytaj dalej »

sobota, 13 czerwca 2009

The Incident



"The Incident". Taki tytuł będzie nosił nowy krążek brytyjskiej formacji Porcupine Tree, której przewodzi niestrudzony i wciąż pełen pomysłów Steven Wilson. Płyta ukaże się 21 września nakładem Roadrunner Records i będzie dziesiątym już krążkiem w dyskografii formacji.

Album składał się będzie z dwóch płyt. Na pierwszej znajdziemy jeden długi, bo aż prawie godzinny (55-minutowy) utwór zatytułowany właśnie "The Incident". Gwoli przypomnienia, pamiętacie jak Wilson zapowiadał 35-minutowy utwór? No właśnie, jak widać trochę im się to wszystko rozrosło. Jak sami mówią na oficjalnej stronie: "nieco surrealistyczny utwór o początkach i końcach oraz o przeczuciu, że 'po tym, nic już nie będzie takie samo'". Drugi krążek natomiast zawierał będzie 4 kompozycje o następujących tytułach: Flicker, Bonnie The Cat, Black Dahlia i Remember Me Lover.

Wkrótce w internecie powinny pojawić się próbki utworów oraz video z sesji nagraniowych.

Przypominamy, że dyskografią Porcupine Tree zamyka krążek "Fear Of A Blank Planet" z 2007 roku.

czytaj dalej »

poniedziałek, 4 maja 2009

Planeta Jeżozwierzów.



W kwietniu 2007 roku, światło dzienne ujrzała nowa, i jak do tej pory ostatnia, płyta Jeżozwierzów - Fear Of A Blank Planet. Cóż mogę powiedzieć o tym krążku. Na pewno nie jest rewolucją muzyczną, na pewno nie wytycza nowych ścieżek w takim graniu. To po prostu stare, dobre, solidne rockowanie, do jakiego przyzwyczaiło swoich fanów (w tym i mnie) Porcupine Tree. Nie ukrywam, że była to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie pozycji roku 2007 i nie rozczarowałem się. Dostałem dokładnie to, co dostać chciałem.

Zwracając uwagę na kompozycję płyty, dla niezapoznanego z twórczością PT słuchacza, utwory z FOABP mogą wydać się potwornie długie i nużące, bowiem najkrótszy z kawałków liczy sobie 5min i 07sek, natomiast ten najdłuższy całe 17min i 42sek. Nie ma co jednak nastawiać się na rozwleczone kompozycje wciągające słuchacza w jakiś psychodeliczny wir, jak to miało miesce na najwcześniejszych dokonaniach Porcupine Tree. Tutaj wyraźnie słychać nową drogę, jaką obrał Wilson i spółka - zagrywki momentami oparte są na metalowych riffach, choć nie brak wcale w/w łamigłówek. Weźmy na ruszt najdłuższy kawałek - Anesthetize. Najpierw jest spokojnie, cicho, łagodnie - kształt muzyki można przyrównać do spokojnej tafli oceanu. Słuchacz zaczyna przysypiać, wciągając się w toń głębi gitar, basu i swingującej w tle perkusji... lecz w pewnej chwili czeka go gwałtowne przebudzenie za sprawą ostrego riffu i potężnych garów by znowu... przejść w iście popowy refren, który kończy się zupełnie niespodziewanie grzmiącą gitarą i podwójną stopą.

I tak jest przez całą płytę. Niezgłębiona przeplatanka, panowie z PT zdają się bawić ze słuchaczami, racząc ich teoretycznie spokojnym kawałkiem, by w pewnym momencie - zupełnie niespodziewanie - huknąć do ucha ciężko przesterowaną gitarą, wszystko okraszając popowym w swojej melodyjności refrenem.

Jeżeli nawiązać do warstwy tekstowej, która stoi jak zawsze na bardzo wysokim poziomie, bez wątpienia możemy mówić tu o produkcji pozbawionej idiotycznych 'zapchajdziurek', które tak często pojawiają się na rockowych/metalowych albumach, stanowiac czasem tylko tło dla muzyki. Tutaj, pomimo tego iż pan Wilson nie odzwya się bardzo często, jak już zacznie śpiewać, to z sensem i wsłuchując się w słowa nie ma się wrażenia, że jest to tekst o niczym. Sam wokal Wilsona jest tak samo miękki i nieskazitelnie idealny jak miało to miejsce dawniej. Nic się nie zmienił od czasów pierwszych płyt - i bardzo dobrze. Nad stronami wokalnymi PT mogę się zachwycać bez końca, więc zapewne wystarczy jak powiem, że to co wyczynia z głosem Wilson to miód na moje uszy.

Podsumowując - kwiecień 2007 obdarzył fanów gitarowego grania solidną rockową pozycją w postaci najmłodszego dziecka Jeżozwierzów. Z całkowicie czystym sumieniem płytę Fear Of A Blank Planet stawiam na półce obok takich dokonań jak toolowa Aenima, alicjowaty Dirt, czy też redhotowate Blood Sugar Sex Magik. I nie chodzi tu o jakiś przełom, a o klasę, którą zespół prezentuje niezmiennie od bardzo długiego już czasu.

czytaj dalej »