niedziela, 6 września 2009

Throbbing Gristle - The Third Mind Movements



Nie są już młodzieniaszkami. Udowadniać swojej wielkości nie muszą. Mogliby grać to, co w latach 70-tych, a i tak budziliby spore zainteresowanie. I wciąż byliby ekstremalni do granic możliwości. Jednak reaktywowane w 2004 roku TG wybrało inną drogę. I bardzo dobrze.

Genesis Breyer P-Orridge podkreśla w wywiadach, że już swoje lata ma (niedługo skończy 60) i pewnych rzeczy nie może po prostu robić, bo byłby niewiarygodny. Brzmi to dziwnie w ustach mężczyzny, który teraz jest kobietą, hermafrodytą albo niczym konkretnym. Zresztą nieważne, przyjrzyjmy się muzyce.

Mam problem z porównaniem tego albumu do dwóch poprzednich z nowego wcielenia zespołu. TG now (2004) wydawało się niezbyt konkretne, jakby zawieszone w próżni; rozpoznanie na nowo terenu, szukanie nowych definicji albo zaklęć. Z kolei Part two – the endless not (2007) było mimo wszystko bardzo „piosenkowe”, różnorodne i nie stanowiło spójnej całości. Nie są to na pewno złe płyty, a nowa produkcja trochę z nich czerpie, ale i znacznie przewyższa.

Już od pierwszych dźwięków jest magicznie, rytualnie, psychodelicznie. Trochę melodii, trochę hałasu (ale nie za dużo), wszystko spójne, uzupełniające się, wyważone wręcz z alchemiczną precyzją. Czasami przez muzykę przebijają się zniekształcone głosy; pojawia się refleksja o istnieniu innych poziomów świadomości. Peter Christopherson i spółka nie mają na celu brutalnego rozbicia osobowości słuchacza, wprowadzenia go w stan metafizycznego zamętu czy zburzenia jego socjalnych zachowań. To już nie ten etap. Czuć doświadczenie, pewność siebie, wiedzę, talent, kunszt.

Ten album jest narzędziem, które można wykorzystać do swoich celów; dziełem do poznawania na wielu płaszczyznach. Jeśli miałbym sięgnąć po dawniejszą twórczość TG to zwróciłbym uwagę na pewne pokrewieństwo z Journey through the body (1982) i In the shadow of the sun (1984, nagrane jako soundtrack dla filmu Dereka Jarmana pod tym tytułem). Jednak na tamtych albumach mieliśmy do czynienia z rozbiciem formy, zmyślnym chaosem i przypadkowością. Tu jest inaczej, ci muzycy już nie potrzebują elementu zaskoczenia do osiągnięcia swoich celów. Jednak nie bez znaczenia był powrót zespołu do muzyki z In the shadow... podczas tegorocznej trasy w Stanach Zjednoczonych.

The third mind movements to absolutna perełka, którą polecam również fanom Coil, narzekającym do tej pory na twórczość TG.

czytaj dalej »

Nachtmystium: Black Meddle Part II



Wszystko wskazuje na to, że wiosną przyszłego roku amerykanie z eksperymentalnego Nachtmystium wydadzą kolejny album (pod, jak na razie, roboczym tytułem "Black Meddle Part II"), który będzie kontynuacją wątków zawartych na poprzednim krążku zatytułowanym "Assassins: Black Meddle Part I".

Zespół wejdzie do studia w styczniu aby zarejestrować cały materiał na album, który ukaże się nakładem niezależnej Century Media Records. W październiku rozpocznie się etap przedprodukcyjny, w którym uczestniczyć będzie basista Minsk - Sanford Parker. Lider zespołu Blake Judd w ten sposób komentuje prace nad materiałem: "Nasza ogromna fascynacja post-rockiem i industrialem (tym w stylu Ministry i Killing Joke) jest teraz o wiele bardziej widoczna. Mamy nadzieję nagrać album, który posunie muzykę ekstremalną w nieznane dotąd rejony".

Dyskografię Nachtmystium zamyka wydana w maju tego roku EP zatytułowana "Doomsday Derelicts".

czytaj dalej »

sobota, 5 września 2009

Nadja





Pochodzenie: Toronto, Kanada

Rok powstania: 2002

Status: Aktywny

Skład:
Aidan Baker - Guitars, Piano, Drum Programming, Woodwinds & Vocals;
Leah Buckareff - Bass, Violin & Vocals.

Wytwórnia:
różne

Kontakt:
www.nadjaluv.ca
http://www.myspace.com/nadjaluv

Nadja należy do specyficznej grupy zespołów, o których ciężko się pisze. Wiadomo kiedy powstał, gdzie powstał oraz kto do niego należy, lecz trudno szukać tutaj drastycznych zmian, sensacji, jakiegokolwiek mocnego punktu zaczepienia. Jest tylko muzyka i nabiera to w tym przypadku wyrazistego znaczenia, gdyż Aidan Baker jest twórcą bardzo płodnym i...wykształconym. Jest klasycznie wyszkolonym multiinstrumentalistą, jego rodzice byli profesjonalnymi muzykami, sam zaczął pobierać naukę gry na pianinie w wieku 6-ciu lat. Potem przyszła pora na perkusję, saksofon i gitarę.

Jeśli ktoś chciałby wskazać jakąś ważniejszą datę w historii Nadja, byłby to rok 2005 z płytą Bodycage, kiedy to do Bakera dołącza Leah Buckareff grająca na basie. Wraz z nią zespół zaczął koncertować. Nadja wydaje albumy w małych, niezależnych wytwórniach, często w limitowanych nakładach, co sprawia, że są trudno dostępne (w Polsce już w ogóle). Mimo to paradoksalnie Aidan Baker stał się jedną z najbardziej liczących się postaci sceny alternatywnej, nie tylko drone-doom.

Muzyka duetu nie jest łatwa do sklasyfikowania, wkładanie jej w ramy drone-doom-ambient jest równie karkołomne, co bezsensowne. Aidan Baker wypracował (~odkrył) własny, rozpoznawalny styl, który z płyty na płytę rozwija (~eksploruje).

Każdy kto choć trochę interesował się postacią Bakera wie, że słowa o płodności nie są na wyrost. Poza Nadją wydaje mnóstwo albumów pod swoim nazwiskiem oraz współpracuje z innymi muzykami oraz z zespołami ARC i Mnemosyne.

Dyskografia:


Full-length, Deserted Factory, maj 2002

Touched – materiał zdecydowanie surowy, pierwsze wprawki, raczej niewyraźna zapowiedź przyszłego stylu Aidana Bakera. Tnące, nachodzące na siebie gitary, transowość. „Incubation/metamorphosis” zdecydowanie do polecenia, przestrzeń, głębia, poszukiwanie swojego stylu.



Split z Moss, Foreshadow Productions, 2003

Jeden utwór – „I am as earth”. Dziesięć minut narastającej atmosfery duszności, niepokoju, który wygasa bez wyraźnego ujścia; zlane instrumenty, pierwsze charakterystyczne cechy dla późniejszego stylu zespołu.



Full-length, NOTHingness REcords, październik 2003

Skin turns to glass – wydany w 120 egzemplarzach klasyczny album Nadja. Trzy utwory, charakterystyczne (nieco szumiące) brzmienie, szczątkowy rytm, przemyślana całość. Zamykający, 20-minutowy „slow loss” świetny ze swoim marszowym (pogrzebowym) rytmem.



Full-length, Foreshadow Productions, listopad 2003

Corrasion – kolejny klasyk; rozwinięcie wszystkich wcześniej wypróbowanych patentów. Zgrabne kompozycje, muzyczny zgiełk, bliskość ambientu i na koniec rewelacyjne, zupełnie kosmiczne i epickie „amniotic”.



EP, Deserted Factory Records, marzec 2004

I have tasted the fire inside your mouth – 20-minutowy utwór; zgodnie z tytułem bardziej „romantyczny”. Melodia, powolne gitary, cichy śpiew; następnie ciężki i przyjemny muzyczny zgiełk - I have burned under the touch of your tongue.



Full-length, NOTHingness REcords, kwiecień 2005

Bodycage – skończone arcydzieło i pierwsza płyta z Leah Buckareff. „Clynodactyl” posiada wszystko: przestrzeń, dramaturgię, nieuleczalny cud natury, podróż w głąb siebie, wysokie ryzyko uzależnienia. Kolejne dwa utwory to próba wyciszenia, pogodzenia z losem. Muzyczny obraz Fibrodysplasia Ossificans Progressiva.



Full-length, Fargone Records, czerwiec 2005

Bliss torn from emptiness – najwyraźniej spadek formy. Coś miejscami iskrzy, lecz niewiele daje się z tym zrobić przy nieciekawym brzmieniu i nieprzemyślanej całości.



Split z Methadrone, NOTHingness REcords, wrzesień 2005

Absorption – na 4 utwory Methadrone, 1 Nadja – „absorbed in you”. Przeprawa przez natchniony hałas, szumy, piski, by dojść do smutku wygrywanego przy pianinie. I kolejnej kakofonii wplecionej w nostalgię. Doskonałe.



Full-length, Alien8 Recordings, październik 2005

Truth becomes death – kolejny klasyk. Soczyste, nieprzyjazne brzmienie. Bardzo dobry „bug-golem” posiadający wszystko to, co w tamtym okresie w zespole było najlepsze. Dziwny „breakpoint” – wygasa, pozostaje śpiewający Aidan z gitarą i pojedynczymi przeszkadzajkami.



Full-length z Fear Falls Burning, Conspiracy Records, lipiec 2006

We have departed the circle blissfully – rozmyte plamy dźwięku; przełamanie przyzwyczajeń kompozycyjnych z wcześniejszych płyt. Bardzo dobra współpraca.



Live album, Utech Records, lipiec 2006

Trembled – wydany dzień po ostatnim albumie. Niestety nie porywa, nie oddaje wrażeń związanych z występem, kompozycje wypadają słabiej niż na płycie. Najjaśniejszym punktem cover Swans „no cure for the lonely”.



Full-length, Archive, luty 2007

Thaumogenesis – godzinna podróż w nieznane, oparta na ciężkich riffach. Mrok, chwile spokoju oraz patetycznych uniesień. Może wciągnąć, ale też uśpić.



Single, Foreshadow Productions, luty 2007

Base fluid – zapowiedź przyszłej reedycji Corrasion; bardzo dobry tytułowy utwór. Do ściągnięcia za darmo ze strony wydawcy.



Full-length, Alien8 Recordings, marzec 2007

Touched (re-recorded) – pierwszy pełnometrażowy powrót do starego materiału. Ujednolicenie całości; zabicie głębi i „przebojowości” „incubation/metamorphosis”. Tym razem najlepiej prezentuje się „flowers of flesh”.



Full-length z Atavist, Invada Records, kwiecień 2007

12012291920 / 1414101 – właściwie ambientowy, dość przyjemny album. Nadja niedostrzegalna, zepchnięta w tło.



Full-lenght + Best of/Compilation, Foreshadow Productions, maj 2007

Corrasion (re-recorded) – potwierdzenie wielkości Corrasion, kompozycyjny majstersztyk i głębokie, pełne brzmienie. Trzy dodane utwory z innych wydawnictw mogą razić albo działać na zasadzie kontrastu: „you are as dust” – „I am as earth”. Punkt zwrotny w karierze zespołu.



Full-length z Fear Falls Burning, Conspiracy Records, maj 2007

Untitled – brak klasycznej Nadji. Cztery powolne, oszczędna, ale wciągające utwory stanowiące zamkniętą całość. Zupełne stopienie obu zespołów, bardzo dobra kolaboracja.



EP, Elevation Records, lipiec 2007

Guilted by the sun – ciężkie, bezpośrednie, duszne utwory; swoista ścieżka dźwiękowa do umierania na pustyni. Główny nacisk położony surowych riffach, a nie na rozbudowywaniu kompozycji.



Full-length, Alien8 Recordings, październik 2007

Radiance of shadows – nieco trashowe brzmienie zespołu. Sięgnięcie po „I have tasted the fire inside your mouth” z niezłym skutkiem. Dobry tytułowy utwór, w którym Aidan gra na gitarze i śpiewa w przerwach między potężnymi ścianami dźwięków. Ostatnie 20 minut – kakofonia, reinterpretacja muzycznych celów Nadja.



Split z 5/5/2000, Accident Prone, 2008

Tümpisa – „spahn”; nic rewolucyjnego; klasyczny 20-minutowy pejzaż flankowany basem; w środku elektronika splatająca się z wysokim brzmieniem gitary.



Full-length, Profound Lore Records, styczeń 2008

Bliss Torn From Emptiness (re-recorded) – absolutna rewelacja i rehabilitacja za pierwotne wcielenie tego materiału. Zespół brzmi mrocznie i nowocześnie, świeżo. Wrażenie dwutorowowego przebiegu muzyki: ambientowy podkład i praca gitar na pierwszym planie.



CDN.



czytaj dalej »

czwartek, 3 września 2009

Agoraphobic Nosebleed - Agorapocalypse



Obserwuję działalność Agoraphobic Nosebleed, jak i innych projektów które tworzy Scott Hull (AN, Pig Destroyer, wcześniej AxCx) od kilku lat. W te wakacje miałem przyjemność (choć o przyjemnościach w temacie grindu mówić trudno) posłuchać nowego dzieła wydanego pod sztandarem Relapse Records i obcować z muzyką zawartą na "Agorapocalypse".

Mamy do czynienia z grindcore'm. Uważam ten gatunek ze wszystkich zwanych "ekstremalnymi" za najbardziej na to miano zasługujący. Do rzeczy. Dostajemy pudełko o obłędnej okładce z sypiącymi się zewsząd pigułkami (częsty motyw na okładkach AN), pod którą kryje się nośnik zawierający ponad 28 minut muzyki bezkompromisowej w swym trudnym i niejednoznacznym przekazie. Był on dla mnie zbyt ciężki za pierwszym razem. Dodam że pierwszy odsłuch miał zaszczyt zapewnić mi odtwarzacz w mieście, przy temperaturze ok 28 stopni i w pełnym słońcu.

Pierwsze wrażenia? Na głowę zwala się tragiczna wręcz ilość blastów (już pierwsze sekundy tej płyty zaczynają się w ten sposób) produkowanych przez... Hull'a. Tak, AN to tak zwany "cyber grind". Zespół który nie ma perkusisty? Wiedziałem o tym już kilka lat wcześniej, jednak ta informacja uleciała mi z głowy. Podejście do tej płyty miało być swego rodzaju "drugą szansą", daję ją niekiedy zespołom których muzyka za pierwszym razem mnie nie wciąga. Muszę dodać, że zapamiętałem specyfikę ich muzyki, szczególnie z "Altered States of America". Tym razem produkcja bębnów jest świetna. Nie słyszałem płyty na której automatyczna perkusja była by wyprodukowana w ten sposób. Bębny brzmią w bardzo małym stopniu syntetycznie, a momentalnie powalił mnie numer "Question of Integrity" w którym z tych sztucznych bębnów wyciśnięto solówkę! Generalnie przy tego rodzaju muzyce zapomina się o tym że gra to człowiek, nieludzka prędkość i precyzja jakby wykluczają pole błędu. Jednak wyobrażenie koncertu z tym materiałem i bębniarzem grającym partie maszyny wydaje się nie do spełnienia. Szkoda.

Pominę teczniczne aspekty perkusji (masa blastów i hiper szybkich przejść, podbić, pokręconych rytmów), gdyż mimo jej sztuczności, jest w niej czego szukać - zostawiam to słuchaczom. Gitary i bas grają na żywo. Miażdżące riffy tłuką nas w łeb przez większość kawałków, ponadto panowie wycinają na nich dziwaczne, podejrzane tonalnie figury (choć to element raczej charakterystyczny dla grindu), zbliżające się do momentami do noisu. Praca tych instrumentów to wielka ściana dźwięku i hałasu, szaleństwo wlewane nam do czaszki bez pardonu, w najszybszym tempie jakie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Idealnie wyważony kwas i świeżość. Jeden z wokalistów to Scott Hull, a rolę drugiego pełni... dziewczyna. Kolejny makabryczny, ekwilibrystyczny numer, który często w takiej estetyce kończy się połamaniem nóg i szybkim odstawieniem płyty w kąt przez słuchaczy. Tutaj znów działa! Katherine Katz to około 20-letnia drobna dziewczyna, która krzyczy potwornie jak na tak młodą osobę. Budzi respekt, a jej umiejętności są o wiele większe niż niejednego potężnego, wytatuowanego metalowca. Idealnie wpasowała się w wokal Hulla, który przypomina najczęściej głos zapijaczonego, złego proroka-cyborga, wypluwającego najbardziej obrazoburcze teksty. Po prostu zło w czystej postaci, lecz zło zamierzone, świadome i samo w sobie tak okrutne, że zmusza do chwili zastanowienia.

Mechaniczność tej muzyki, jej nieskończona agresja (która po trzykrotnym przesłuchaniu w ciągu dnia sprawiała że miałem chęć kogoś stłuc) i dążenie do totalnego rozsadzenia czaszki słuchacza, jest idealnym obrazem kondycji psychiki dzisiejszego człowieka. W kontekście popkultury można mówić o płycie mierzącej w parodię społeczeństwa, co najbarwniej przedstawiają teksty - są brutalne, chore i pokręcone (jak większość ludzi w tych dziwnych czasach), a jednocześnie pozostają zabawne. Muzyka wspiera tą wizję, wyzwala nieskończone przypływy energii. Sposób kompozycji, teksty, wyziewy blastów i ściany hałasu, czy czynnik technologiczny idealnie kontrolowane przez człowieka, są dowodem na to, że w tym szaleństwie jest metoda... Zaleca się zażywać raz dziennie aż do ustąpienia objawów zatrucia.

czytaj dalej »

Pig Destroyer - Natasha



Od razu powiem szczerze, że w grindcore nigdy nie zagłębiłem się na tyle, aby uważać się za eksperta. Nadal jest to dla mnie gatunek, który wymaga poznania i będę w miarę możliwości czasowych eksplorował go bo naprawdę warto, jest masa interesujących zespołów, które warto bliżej poznać vide polska Antigama, która swoją drogą zaliczyła split z Pig Destroyer i Coldworker. Ale wracając do tematu, pomimo całego chaosu, natłoku dźwięków jaki prezentuje ten nurt, wszystko ma to jednak swoje miejsce, odgrywa określoną rolę i jest w pewien sposób uporządkowane, z tym, że na samym początku należy zadać sobie pytanie, co ta płyta ma w ogóle wspólnego z grindcorem?

„Natasha” jest czymś, czego Pig Destroyer nigdy wcześniej nie zaprezentował. Jeśli szukacie zabójczych i dynamicznych temp, to proponuje Wam od razu dać sobie spokój z tym krążkiem i sięgnąć po starsze dokonania, tego tutaj nie znajdziecie. W zamian za to, dostajemy wolne i średnie tempa oparte na sludge/doomowym motorze okraszone wściekłymi wokalami, które jedyne pozostały bez zmian, i dobrze. Poszli drogą, która wcześniej była im zupełnie obca. Nie sądzę, aby na wczesnych albumach, serwowali swym słuchaczom elementy pokręconego ambientu maczanego w noise’owym sosie. Byłem totalnie zaskoczony tym co usłyszałem, bo liczyłem na totalną rozwałkę. Sporo się tu dzieje, daje się słyszeć świergoczące ptaki, padający deszcz, lejącą się woda jak i również niepokojące szepty, naprawdę płyta kompletnie inna od tego do czego przyzwyczaili swoich fanów starszymi albumami. W pewnym momencie możemy uświadczyć nawet melodii wygrywanej na czystej gitarze w towarzystwie bliżej nieokreślonych zaśpiewów. Bałem się to pisać, ale cholera jest moment, który jak w mordę strzelił kojarzy się z pogrzebowym doom metalem, podniosła elektronika w tle, monumentalny riff i powolna perkusja. Co by było jeszcze dziwniej, lecz już o wiele dalej od funeralowych skojarzeń, wszystko to „przyozdabia” jakiś pół-melodyjny śpiew. Album zamyka ulewny deszcz, który z resztą w tym momencie pada również u mnie za oknem.

„Natasha” to blisko 40 minut muzyki, która z każdą sekundą wciąga coraz bardziej. Z minuty na minutę zaczynają dochodzić kolejne elementy tworząc jeden, wielowarstwowy twór. Utwór ten pojawił się już wcześniej na dodatkowej płycie dołączonej do albumu „Terrifyer”, ale dopiero w listopadzie 2008 roku zespół zdecydował się wydać go na osobnej płycie. I tutaj nasuwa się pytanie skąd taki zabieg? Po co wydawać coś, co zostało już wydane? Odpowiedź znają jedynie ludzie ze środowiska Pig Destroyer. Nie mniej jednak, miło jest spojrzeć na tą EP z perspektywy osobnego krążka, który posiada swoją okładkę i opakowanie. Kto wie, może to po prostu marketing? Wydanie osobnej płyty z utworem o wiele bardziej dotrze do słuchaczy, aniżeli umieszczanie ów utworu jako dodatku do pełnometrażowego albumu.

Jestem pewny, że fanom wszelkich eksperymentalnych zagrywek, „Natasha” przypadnie do gustu, a i starsi fani Pig Destroyer nie powinni się obrazić.



czytaj dalej »

Isis w Polsce!



10 listopada w warszawskim Klubie Proxima wystąpi Isis, którzy będą w ramach światowej trasy promować swój ostatni krążek zatytułowany "Wavering Radiant". Organizatorem koncertu jest agencja Go Ahead przy współpracy Asymmetry.

Występy amerykanów będą otwierać dwie formacje, jedna to awangardowi hip-hopowcy z Dälek , natomiast drugi support to post-rockowy Mamiffer. Bilety na koncert dostępne są w cenie 75 zł (85 zł w dniu koncertu) i można je nabyć za pośrednictwem Eventim, Ticket Pro oraz Ticket Online.

Klub Proxima
Warszawa
ul. Żwirki i Wigury 99a


Otwarcie bram: 19:00
Start: 20:00


czytaj dalej »

Asymmetry Festival II



Wszyscy jeszcze wciąż w głowach mamy niezapomniane wrażenia z pierwszej edycji Asymmetry Festival, który pokazał, że w naszym kraju jest spore grono fanów eksperymentalnych dźwięków. Można było dostrzec również, że scena muzyki eksperymentalnej zaczyna się u nas prężnie rozwijać, a wszystko to za sprawą konkursu Neuro Music, gdzie można było zobaczyć młode zespoły, którego w drugiej edycji festiwalu również nie powinno zabraknąć.

Do tej pory swój udział w imprezie potwierdziły zespoły Yakuza, Helen Money, Khuda oraz Mouth of the Architect. Festiwal odbędzie się w długi, majowy weekend, tj. od 30.04 do 03.05. W przyszłym tygodniu powinniśmy poznać większy skład.

Jak na razie to tylko skromna garść informacji. Na bieżąco będziemy informować o wszystkich nowościach, aktualizacjach i ewentualnych zmianach w imprezie.

czytaj dalej »

wtorek, 1 września 2009

Echoes Of Yul pracują nad nową płytą



Opolanie z Echoes Of Yul nie spoczywają na laurach po ciepło przyjętym debiucie i już ostro zabrali się do pracy nad materiałem na nowy krążek. Jak na razie album nie ma jeszcze tytułu, również data wydania nie jest znana.

Nowy album przyniesie nie lada urozmaicenie, bo pojawi się tam o wiele więcej partii wokalnych niż na debiutanckim albumie, co dobrze ukazują próbki nowego materiału, których możemy posłuchać na profilu MySpace zespołu, a konkretnie są to dwa kawałki zatytułowane "The Stand" oraz "Blackout".

Od jakiegoś czasu, debiut "Echoes Of Yul" można nabyć za pośrednictwem internetowego sklepu Omnio. Dodatkowo w ostatnim numerze magazynu Metal Hammer możemy również przeczytać wywiad z zespołem.

Niedługo powinna również ruszyć strona internetowa duetu.

czytaj dalej »

Wieści z obozu Smashing Pumpkins


Mike Byrne, 19-letni student z Oregonu, został nowym perkusistą Smashing Pumpkins! Ząstąpi on Jimmy`ego Chamberlaina, który odszedł z zespołu w marcu tego roku. Podobno pracuje już z Corganem nad nowymi piosenkami, a całą sytuację skomentował – Dream come true, man.

Ponadto – ostatniej nocy skończyła się trasa projektu Spirits in the Sky. Zespół powstał spontanicznie, by uczcić pamięć Skya Saxona (znanego m.in. z The Seeds i Sky Saxon Blues Band), który zmarł 25 czerwca 2009 roku. Corganowi w tym przedsięwzięciu pomagali: Mark Weitz, Mark Tulin i Kerry Brown z zespołu Strawberry Alarm Clock, Kevin Dippold, Linda Strawberry, Ysanne Spevack, Mike Byrne oraz...Dave Navarro.

Billy Corgan wystosował również apel do swoich słuchaczy:
Our brother Sky Saxon, who as many of you know passed recently into the great beyond (and is the inspiration for the Sky in the Spirits) would be very proud to see his brothers and sisters communing peacefully together with music. In honor of Sky today and tonight, because he loved animals so much, try to take a moment to love your pets just a little bit extra. Remember they love you so much, and that that's why they are here, to love. They show us what unconditional love looks like, and they are our teachers as well as our friends. Knowing that you would show kindness to an animal would make Sky very, very happy.

Przypomnijmy, że ostatnia płyta Smashing Pumpkins – Zeitgeist wydana została w 2007 roku. Od tamtej pory ukazało się w 2008 dvd If All Goes Wrong oraz single „superchrist” (na teledysku którego grał Corgan u boku Skya Saxona) i „G.L.O.W.”.



czytaj dalej »

Khanate - Clean Hands Go Foul



Khanate od paru lat już nie istnieje; strata – wiadomo, nie trzeba tego tłumaczyć osobom interesującym się drone-doom. Panowie postanowili się zmobilizować i wydać materiał, który się uchował. Efekt jest zaskakujący/oszałamiający/dziwny.

Udostępniony już jakiś czas temu „wings from spine” nie pozostawia wątpliwości, z czym słuchacz ma do czynienia. Materiał ciężki, to się rozumie, ale jest tu też dużo przestrzeni. Gitara Stephena O`Malleya (m.in. Sunn O))) i Burning Witch) nie tworzy ściany dźwięków, zdaje się dogrywać coś, wzmagać ponury i w sumie dekadencki nastrój. Słychać właściwie, że są to ostatnie nagrania zespołu. Podobno jeszcze wtedy muzycy o tym nie mówili, ale może takie rzeczy się czuje. Po prostu.

I was bad
And it`s a sad life
When clean hands go foul
Help me for the way I am
Before it wanes
Forgive me


„In that corner” jest właściwie rozwinięciem formuły pierwszego utworu. Muzyczny jazgot urywa się nieco po połowie na rzecz względnego spokoju. Krzyk jakby zza kadru, przepada, znika, instrumenty nie wygrywają nic konkretnego, „przypadkowo trącane” potęgują nastrój grozy i niepewności. Trochę jak w utworze „commuted” z albumu Things Viral (2003). I tak już do końca. Z kolei „clean my heart” najbliższy byłby „torching koroviev” z debiutu zespołu (Khanate, 2001).

Sometimes I am king of garbage
King human
I brought you here alive with no heart
Down the drain


Najciekawsza lub najmniej ciekawa rzecz dzieje się pod koniec płyty. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, jest to coś zaskakującego. Nieco ponad półgodzinny utwór, którym właściwie nic się nie dzieje. Tytuł – „every god damn thing” chyba dobrze oddaje ideę stojącą za tym czymś. Z początku wręcz ambientowo (wolałbym unikać tego wyrazu); wyjątkowo przyjemne tło jak na Khanate. Do tego: pojedyncze dźwięki, odłączanie gitary, zabawy w okolicach wtyczki (?), piski... Miejscami nastrój się wzmaga, dźwięki gromadzą się, lecz nic z tego nie wynika – wpadają w okolice ciszy. Nawet w ostatnich czterech minutach, które są najbardziej ożywione.
Można byłoby spróbować pokusić się o nazwanie tego antyutworem, ale co to tak naprawdę znaczy? Forma drażnienia się ze słuchaczami, którzy jednak oczekiwali czegoś innego? Okolice ciszy, która pokonuje chaos i nawet charakterystyczny krzyk Alana Dubina? Dowód, że to naprawdę koniec?

Hell
Hell is every god damned thing
Everything poison
The sky
The dirt
People
Hell


Szkoda.


czytaj dalej »