piątek, 4 grudnia 2009

"Nie chcę przestawać grać w tym zespole"



Całkiem niedawno, nakładem Interscope Records i Sony Music miała miejsce światowa premiera debiutanckiego albumu Them Crooked Vultures - nowego projektu powołanego do życia przez Joshe'a Homme'a znanego z Queens Of The Stone Age i Kyuss. Jak się okazuje, nie jest to jednorazowy projekt i będzie kontynuowany.

Początkowo sam Homme bardzo entuzjastycznie wypowiadał się na temat przyszłości zespołu: "Czuję, że dopiero zaczęliśmy się rozkręcać. Wiemy, że jest w nas jeszcze mnóstwo muzyki, którą chcemy się podzielić. Nasz drugi longplay będzie jeszcze mocniejszy niż ten."

"Jeszcze nie wiem, kiedy to zrobimy, wiem jednak na pewno, że nie chcę przestawać grać w tym zespole. Na początku cieszyłem się, że będę zaangażowany w projekt, gdzie nie będzie wywiadów i całego tego zamieszania. Teraz już jednak wiem, że to prawdziwy zespół, nie projekt. Im dłużej razem gramy, tym jest lepiej" - oświadczył Dave Grohl.

W Polskich sklepach, krążka możemy się spodziewać od poniedziałku, czyli od 7 grudnia.

Skład stanowią Homme (Queens of the Stone Age), Dave Grohl (Foo Fighters) i John Paul Jones (Led Zeppelin).

czytaj dalej »

Amenra – Afterlife


Lubię, kiedy w moje uszy wpadają takie wydawnictwa. Spokojne, trochę nostalgiczne, smutne, może odrobinę niepokojące. Wokal, perkusja, bas, gitara (w znacznej części akustyczna). Brak drastycznych zmian tempa, brak objawów wyczerpania pomysłów. Na końcu zdziwienie, że jak to? Już? Tylko tyle?

Na okładce mamy jakby trzy niemowlaki lub raczej jakąś trójtułowiczną, dość szpetną hybrydę, dla której określenie zroślaki wydaje się niewystarczające. Ta biel ciał na nieprzeniknionym czarnym tle nie sugeruje raczej niewinności, wrażenie pozostawia jak najbardziej upiorne. Na dodatek z otoczenia wyłaniają się jakieś szpony, sięgające brzucha tego czegoś. Co dalej? Może rozerwą tę spuchniętą konstrukcję.

Amenra jest aktualnie kwintetem prosto z Belgii. Zadebiutowali w 2003 i cieszą się dobrymi opiniami, jako zespół ambitny i obiecujący. Podstawą tej epki, bo właśnie mamy z czymś takim do czynienia, był jeden z występów grupy z października tego roku. Zostało to wydane na kilku nośnikach – trzy utwory, a na CD – sześć (chociaż tak naprawdę też trzy).

Już tłumaczę. Otwierający „the dying of light” odpowiada ostatniemu na albumie „thgil fo gniyd eht”. I tak też dzieje się z pozostałymi utworami. Co zrobili? Po trzynastu minutach właściwej muzyki, słuchacz dostaje (jako logiczną kontynuację) trzynaście minut odwróconej muzyki. Nie razi to, nie przeraża, wydaje się mieć sens. Jest przyjemne dla ucha. Mają panowie to coś, jakąś świadomość muzyczną, potencjał, którego nie chcieli nachalnie rozkopać do końca. Słuchając tego wydawnictwa można odnieść wrażenie, że mogliby coś jeszcze wyciągnąć z tych kompozycji, ale po co? Tak jest dobrze. Zaznaczają pewne rzeczy, sugerują, podpowiadają. Resztę zostawiają wyobraźni słuchacza. Jest jedna rzecz, o której nie sposób nie wspomnień. Colin H. Van Eeckhout, wokalista, brzmi i śpiewa jak…Maynard James Keenan. Gdybym nie był świadomy, czego słucham, doszukiwałbym się naprawdę w tym kolejnego projektu tego pana. Zresztą, atmosfera toolowska faktycznie jest obecna. Co nie jest zarzutem. A kiedy w „wear my crown” śpiewa you will be alright, you will be alright, you will be alright, to aż mnie ciarki przechodzą.

Amenra jest kojarzone z okolicami doom, sludge czy nawet hardcore. W przypadku Afterlife nie znajdziemy jednak nic z tych rzeczy. To po prostu piękna muzyka, której nie powinno się w żaden sposób klasyfikować lub dookreślać.

czytaj dalej »

12 księżyców w hołdzie King Crimson



Twelve Moons to krakowska formacja, której członkowie zafascynowani ekipą Roberta Frippa, postanowili nagrać album z coverami wybranych przez siebie utworów Karmazynowego Króla. Album nosi tytuł "Magical Mystery Vrooom", a jego fragmentów można odsłuchać na profilu myspace grupy.

"Popełnilismy płytę bez precedensu nagrywając 10 utworów King Crimson w hołdzie tej jedynej w swoim rodzaju formacji, a przy tym nietypowy jest wybór materiału - większość muzyki pochodzi z okresu double trio z lat 90-tych i lat 80-tych"

W najbliższym czasie Twelve Moons pojawią się Radiu Kraków, w audycji Antoniego Krupy "Songi, bluesy i ballady". Program, podczas którego wybrzmi muzyka z "Magical Mystery Vrooom", będzie miał miejsce w najbliższą niedzielę, 6 grudnia o godzinie 22.

12 grudnia w Krakowie w klubie osiedlowym Wola Duchacka - Wschód, przy ulicy Malborskiej 98. Początek koncertu o 19, wstęp wolny.

Tracklista:

Vrooom
Coda: Marine 475
Dinosaur
Walking On Air
Red
One Time
Elephant Talk
Heartbeat
Moonchild
21st Century Schizoid Man

Materiał w całości do odsłuchu jest pod tym adresem.

czytaj dalej »

czwartek, 3 grudnia 2009

Jakob pracuje nad nowy materiałem



Nowozelandczycy z Jakob poinformowali za pośrednictwem profilu myspace, że rozpoczęli pracę nad materiałem na swoją czwartą płytę. Niedawno zespół musiał wstrzymać zarówno działalność koncertową jak i jakiekolwiek próby pisania nowej muzyki, ze względu na kontuzję nadgarstka gitarzysty Jeffa. Póki co, tytuł krążka ani orientacyjna data premiery, nie są znane.

Do końca roku zespół ma zaplanowany jeden koncert w ich rodzimy mieście Napier, natomiast w przyszłym roku, Jakob będzie otwierał dwa koncerty Isis, w SFBH w Wellington (15 luty) oraz w Transmission Room w Auckland (16 luty). Przypomnijmy tylko, że Isis zaprosili Jakob na swoją trasę również rok temu.

Dyskografię tria zamyka "Solace" wydany w 2006 roku.

czytaj dalej »

środa, 2 grudnia 2009

Tytuły nowych utworów The Dillinger Escape Plan


Niedawno zespół The Dillinger Escape Plan poinformował, że ich kolejny album pt. "Option Paralysis" ukaże się 23 marca 2010. Następca "Ire Works" zostanie wydany w barwach Party Smasher Inc./Season Of Mist. Tymaczasem ujawniono tytuły 2 utworów z nadchodzącego albumu.

Utwory o których mowa to "Farewell, Mona Lisa" oraz "Good Neighbor". Album nagrany został w studiu Orange County. Za produkcję odpowiada Steve Evetts.

O nowym materiale mówi gitarzysta Ben Weinman:

"Muzyka, którą piszę dyktowana jest uczuciami towarzyszącymi mi gdy widzę prawdziwe zło tego świata. To te wszystkie straszne rzeczy, które sprawiają iż zadaję sobie pytanie czy Bóg istnieje czy też nie. Świat nie jest bezpieczny. Dzieci są gwałcone, młode dziewczyny sprzedawane jako seksualne niewolnice. Jednak nie wszyscy ludzie to zauważają. Wolą siedzieć na forach dyskusyjnych i czekać aż mama zrobi im kanapkę."

czytaj dalej »

Gwiazdy, samoloty i okręgi



Narodził się nowy, godny większej uwagi projekt. starsplanesandcircles to projekt, za którego początek można uznać noc 12/13 listopada 2008 roku na podberlińskiej autostradzie, gdzie powstała cała idea projektu łącznie z nazwą, tracklistą i tytułem.

Ich debiut zatytułowany "Structures" ukazał się 23 listopada nakładem dwóch wydawnictw, mianowicie sound.own/Tone Industria. Przy projekcie współpracowało wielu artystów z rodzimej sceny: Łukasz Myszkowski (współproducent; IN, Ostrov, ex-Antigama), Maciej Miechowicz (Neuma, Kostas New Progrram), Kostas Georgakopulos (Kostas New Progrram), Maciej Janas (Ketha), Dominik Strycharskieg (Pulsarus, Kostas New Progrram), Krzysztof Lenard (Pro-Creation, Deneb). Miks, mastering oraz aranżacja całego materiały zostały zrealizowane w Jozevstudio, a czuwał nad tym wspomniany już Łukasz Myszkowski. Autorką okładki jest Agnieszka Zwara, natomiast jej obróbką i logiem zajał się Maciej Janas.

Jak pisze wydawca: "Structures" przynosi muzykę ambitną i zaskakującą, niepokojącą i transową, wprowadzającą słuchacza w świat dźwięków niekonwencjonalnych, ale pozwalających na ich swobodną interpretację, a skojarzenia z muzyką ilustracyjną są jak najbardziej na miejscu.

Aktualnie projekt jest na etapie prób do scenicznej prezentacji w innych i jak zapewniają muzycy, zaskakujących aranżacjach.

Tracklista:

structure one [Mądry, Lenard, Janas, Myszkowski]
structure three [Mądry, Lenard, Strycharski, Georgakopulos, Myszkowski]
structure five [Mądry, Miechowicz]
structure two [Mądry, Lenard, Strycharski, Myszkowski]
structure four [Myszkowski, Mądry]




czytaj dalej »

Greymachine - Disconnected



Gdy po raz pierwszy pojawiły się wzmianki o wspólnym projekcie Broadricka i Turnera na mojej twarzy pojawił się niekłamany uśmiech, a w myślach zaczęły kotłować zapewnienia samego siebie, że nie może wyjść z tego żadna klapa. Dwa artystyczne umysły postanowiły skonfrontować swoje chore pomysły czego efektem jest chory album. Trzeba mieć nieźle nasrane w głowie, żeby stworzyć coś takiego, ale trzeba być równie popieprzonym, żebym tym albumem się zachwycać. W wielu recenzjach przeróżnych zespołów często przewijają się porównania do walca drogowego, ale dopiero przy muzyce Greymachine, te określenie zaczyna nabierać sensu, reszta to co najwyżej panowie od łatania dziur w asfalcie.

Wyobraźcie sobie ważący kilka ton walec drogowy z napisem na bocznych drzwiach GREYMACHINE, który jedzie najpierw w przód, a potem w tył, żeby się upewnić czy jeszcze dychamy. Za kierownicą siedzi Justin Broadrick, znany wszystkim z Godflesh, który po chwili zeskakuje z siedzenia mieszczącego się gdzieś na wysokości pierwszego piętra i patrzy na nasze zmiażdżone ciało. Po chwili z łopatą podbiega Aaron Turner, zeskrobuje to co z nas zostało i wrzuca z pełnym rozmachem do pobliskiego rowu. Co by całe to przedstawienie uroczyście zakończyć, Dave Cochrane oraz Diarmuid Dalton z ironicznym uśmiechem nachylają się nad rowem i spluwają na resztki naszego ciała i odchodząc przybijają sobie piątkę.

"Disconnected" to jedna, wielka, monumentalna ściana harmonicznego hałasu, tworzonego w przemyślany i inteligentny sposób. To współczesna apokalipsa. Pokaz slajdów, w którym główną rolę odgrywają sceny walących się w tumanach kurzu i pyły budynków, grzyby atomowe, które swoją ogromną siła rażenia niszczą wszystko w przeciągu dziesiątek kilometrów, wojenne krajobrazy, gdzie krew, rozpacz i przerażenie są na porządku dziennym. Truchła walają się po opustoszałych i pełnych gruzu dzielnicach, a nad wszystkim unosi się zapach śmierci i rozkładu.

O ile noise jest z reguły muzyką (?) nieznośną, o tyle w Greymachine przybrał on nieco inne, bardziej przystępne kształty. Dużą rolę odegrał ludzki czynnik w postaci żywego perkusisty nadającego rytm całej maszynie zniszczenia. Pojawiają się również cyfrowe beaty jak np. w "Sweatshop". Daje się odczuć ducha Godflesh, który został umiejętnie schowany partiach brudnego, piekielnie nisko nastrojonego motorycznego basu. Ryki Turnera dobiegają z fabrycznej przestrzeni, w której pracujące tłoki wprowadzają w trans, a wirujący w powietrzu zapach rdzy powoduje drapanie w gardle. Kapitalna deformacja muzycznych, ogólnie przyjętych zasad, riffy z innego wymiaru i otoczka mizantropii oraz wszechobecnego nihilizmu. Nie ma tu nawet grama wolnej przestrzeni, którą można by jakoś zagospodarować, całość to świdrujący, gitarowy zgiełk dobiegający ze wszystkich stron.

Na sam koniec zacytuję Broadricka:

"Nasz projekt brzmi jak poważny przypadek cyberterroru w umyśle autystycznego dziecka żyjącego w ciągle zmieniającym się krajobrazie wypełnionym przez bezmyślnych bojowników, zdezelowane miasta i efemeryczne fantomy - summa summarum to bardzo natarczywe i nowoczesne brzmienie metalu" – no nijak nie idzie się z tym nie zgodzić.


czytaj dalej »

Rosetta w trakcie nagrań



Dobre wieści dobiegają z obozu Rosetty. Według informacji zamieszczonych w sieci przez perkusistę Bruce'a McMurtrie Jr. zespół w miniony weekend zakończył nagrania partii basu i wokalu przeznaczone na nowy album, którego możemy się spodziewać w przyszłym roku. W ramach pocieszenia za długie oczekiwanie, Rosetta przygotowuje również DVD. Tytuły wydawnictw nie są jak na razie znane.

W internecie można zobaczyć dwa nagrania z prac w studio, które znajdą dodatkowo się również na wspomnianym DVD. Sesja nagraniowa odbywa się w nowojorskim Translator Audio, a nad wszystkim czuwa Andrew Schneider, który współpracował między innymi z Pelicanem i The Ocean. Oba wydawnictwa najprawdopodobniej, podobnie jak większość poprzednich, ukażą się nakładem wytwórni Translation Loss.

Film 1
Film 2

Dyskografię zespołu zamyka wydany w 2007 roku krążek "Wake/Lift".

czytaj dalej »

wtorek, 1 grudnia 2009

Coffee Saucers – Music for Robots


Kreatywność chadza różnymi ścieżkami i płodzi też różne podejrzane rzeczy. Powtórnie pochylam się nad twórczością Erika Stangera znanego głównie z Grammal Seizure. Widząc jednak tę okładkę poczułem pewne obiekcje.

Widzimy kadr z filmu This Island Earth z 1955 roku reżyserii Josepha M. Newmana. Obraz ten powstał na podstawie powieści o tym samym tytule niejakiego Raymonda F. Jonesa. Fabuła skomplikowana nie jest. Zdaje się, że coś o obcych, którzy napadają na ziemię, są w stanie dokonać niezłego spustoszenia (głównie chodzi im bodajże o uran). Grupa naukowców z dość ładną panią doktór (Faith Domergue) na czele leci w kosmos (jest porwana?), by spróbować uratować matkę ziemię. Tu można obejrzeć trailer zawierający również scenę z okładki albumu. Warto mieć na uwadze, że to wiekopomne dzieło cieszyło się rewelacyjnymi opiniami za efekty specjalne.

Ad rem, na szczęście Erik Stanger nie próbował podrabiać dźwięków z tamtego okresu. Przede wszystkim jest to mini-album lub też epka, sześć krótkich utworów zbudowanych na tradycyjnym instrumentarium, lecz udziwnionych brzmieniowo. Czuć słabość lidera Grammal Seizure do przybrudzenia, dodawania odrobiny noiseowych smaczków. Całość może nie jest rewelacyjna, ale słucha się całkiem przyjemnie. Nie trwa to nawet dwudziestu minut. Rozpędzony i wysunięty bas, prosta perkusja wybijająca dość banalny rytm i niekiedy krzycząco-śpiewający Erik. Prosta formuła i tyle.

Nie ma specjalnie powodów od narzekania. To w końcu kolejny muzyczny prezent i ciekawostka. Pewnie w najbliższym czasie rozejrzę się za This Island Earth, aby może wyłapać jakieś większe powiązanie między przedstawionymi tu dźwiękami (fakt, że odrobinę kosmiczną) a filmem. Bo jak na muzykę dla robotów, jest to dość żywe granie. A ci kosmici przecież nie byli robotami... Chyba. Co ja tam wiem.

czytaj dalej »

Garażowa wyprzedaż Nine Inch Nails



Po zakończeniu ostatniej trasy Nine Inch Nails, która również nie ominęła Polski, Trent Reznor ogłosił wszem i wobec, że zespół kończy działalność. Na dzień dzisiejszy, Reznor postanowił cały sprzęt jakim zespół dysponował przy tworzeniu muzyki i graniu koncertów, sprzedać na aukcji.

Na eBayu pojawiła się część instrumentów muzycznych, a jeśli wierzyć zapewnieniom artysty, wkrótce pojawi się jeszcze masa dodatkowych przedmiotów związanych z zespołem, czyli wzmacniacze, klawisze, bębny a także kable i efekty.

"Postanowiliśmy pozbyć się znacznej części sprzętu. Nie wiem, z których dokładnie tras pochodzą te instrumenty, nie możemy też wystawić żadnych przedmiotów z autografem." - komentuje Trent na oficjalnej stronie NIN.

Krążkiem zamykającym dyskografię NIN był "The Slip" wydany w 2008 roku.

czytaj dalej »