czwartek, 12 listopada 2009

Moja Adrenalina nagrywa!



Przyznam, że straciłem już wszelką nadzieję na to, że chłopaki z Warszawy nagrają coś jeszcze prócz kapitalnego "Nietoleruje - Bije", którego premiera miała miejsce aż 5 lat temu. Ku ogromnemu zaskoczeniu, wspaniałe wieści dobiegają z obozu Mojej Adrenaliny o tym, że zespół jest w studio i nagrywa swój drugi krążek, który zwiastuje singiel "Y Dopatrzenia".

Data premiery krążka nie jest jak na razie znana, tak jak i okładka, która również jest owiana tajemnicą. Wiadomo jedynie, że na końcu teasera zapowiadającego nowy album, zespół umieścił datę "Listopad 2009". Również na profilu myspace zespół umieścił krótką zapowiedź nowego albumu. Pozostaje nam jedynie czekać, bo żadnych wyraźnych sygnałów od zespołu jak na razie nie ma. Album prawdopodobnie zostanie wydany w polskiej, niezależnej wytwórni Tone Industria.

czytaj dalej »

Richard Barbieri - Stranger Inside



Richard Barbieri. Jeśli o mnie chodzi, facet stanowi nieodłączny element muzyki Porcupine Tree i z pewnością jej monumentalny filar. Cały urok muzyki Jeżozwierzów przepadłby w bezkresne ciemności, gdyby nie magiczne klawisze Ryśka. Niegdyś gwiazda Japan, dziś ustatkowany, starszy pan, który po za swoją zespołową działalnością postanowił również poszaleć na solowym poletku. Czy był to dobry pomysł? Szczerze mówiąc mam mieszane odczucia.

„Stranger Inside” nie jest pierwszym owocem solowej działalności Barbieriego. Debiut Barbieriego ukazał się 3 lata temu pod tytułem „Things Buried”. Rychu ma na swoim koncie również sporo kolaboracji, między innymi z Timem Bownessem oraz wspólny projekt z Hansem-Joachimem Roedeliusem i Claudio Chianura.

Nigdy nie byłem specjalnie przekonany co do solowej działalności Barbieriego. Zarówno jego debiut jak i ten album, wydają mi się lekko nie trafionym pomysłem. Ale skupmy się na jednym albumie. Gdy pojawiła się informacja o tym, że Barbieri szykuje nowy album, wiedziałem, że i tak to sprawdzę, ale rewelacji się nie spodziewałem.

Płytę otwiera od samego początku dynamiczny „Cave” z intensywnym, wysuniętym na pierwszy plan basem i perkusją, w tle rozbrzmiewają różnego rodzaju „przeszkadzajki”. Z czasem dochodzi ponury, elektryzujący motyw. I jak by nie patrzeć „Cave”, to jeden z bardzo niewielu dobrych, po prostu dobrych, momentów na płycie. Za chwile wszystko lega w gruzach (zgodnie z tytułem utworu), gdy rozbrzmiewają pierwsze dźwięku „All Fall Down”. Wszystko toczy się w leniwym tempie, do wszystkiego dołącza monotonne pianino, którego brzmienia i funkcje są stopniowo modyfikowane, na chwilę pojawia się również gitara akustyczna. Niby fajnie, ale całościowo wypada okrutnie blado. Dodatkowo kompletnie nietrafiony pomysł z dziecięcym pseudo-chórkiem, który pasuje tam jak pięść do oka. Zdawałoby się, że dwa następne utwory, czyli „Hypnotek” i „Decay” są jasnymi punktami na horyzoncie, ale po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że to cholernie miałkie i nudne kawałki, które niczego ciekawego nie wnoszą. Są naprawdę całkiem niezłe momenty, ale poziom nudy niestety jest większy niż ogólnego zaciekawienia. Nawet efekt czystej ekspozycji nie zadziałałby na mnie, a wywołałby raczej skutek odwrotny i jeszcze bardziej znielubiłbym Barbieriego, a tego bym nie chciał. Szanuję go za to co robi z Wilsonem, ale jego solowa działalność to jedna, wielka pomyłka.

„Abyssn” to nieudana próba tworzenia ambientu. Nie wiem mam chyba uczulenie na solowego Barbieriego bo jak słyszę ten nudny, powtarzalny klawisz co chwila to przypomina mi się ostatnie spotkanie na kolanach w wucecie przy panu klozecie. Wybaczcie przesadny naturalizm, ale dokładnie takie mam odczucia i jestem wściekły na Barbieriego, że tak schrzanił sprawę. Nie ma tu nic, co może na dłuższą chwilę przykuć uwagę, przynajmniej moją. Totalnie pomylone i kompletnie źle podobierane brzmienia, efekty. Nawet wszystkie te „przeszkadzajki”, który Rysiek serwuje w Porcupine Tree, tutaj przybierają nieznośne, uciążliwe kształty, które powodują, że „przeszkadzajki” należy rozumować w dosłownym tego słowa znaczeniu. Z ciekawości przejrzałem zarówno polskie jak i zagraniczne recenzje tej płyty. Nie mam zielonego pojęcia nad czym Ci wszyscy ludzie się tak zachwycają, przejrzyjcie na oczy, tego człowieka stać na dużo więcej!

Może w kolaboracjach Rychu wypada lepiej? Nie wiem, ale obiecuję, że sprawdzę. Tymczasem osobiście nie polecam „Stranger Inside”, dla mnie jest to płyta nie do przetrawienia. Oczywiście z ciekawości nikt nie broni nikomu sprawdzać, ale fajerwerków się nie spodziewajcie. Jego solowe dokonania są dalekie od tego co robi w Porcupine Tree, a szkoda, wielka szkoda.


czytaj dalej »

środa, 11 listopada 2009

Wieści z obozu The Ocean



Na swoim oficjalnym profilu myspace, niemiecki kolektyw poinformował o bardzo ciekawych szczegółach. Są to między innymi plany wydawnicze, które zmaterializują się w przyszłym roku jak i również nowy wokalista, którego zespół poszukiwał już od jakiegoś czasu.

Do zespołu dołączył nowy wokalista, a jest nim Loïc Rossetti, którego zespół bardzo sobie chwali, a zwłaszcza jego umiejętności wokalne: "Jego głos jest bardzo mocny i wyrazisty. Jesteśmy pod wrażeniem z jaką łatwością porusza się w różnych stylach wokalnych".

Rossetti nie pozostaje im dłużny: "To dla mnie wielki zaszczyt być częścią The Ocean. Mogę w pełni wykorzystać swój głos, a po za tym, zespół sam mnie do tego namawia... to wspaniałe wyzwanie"

Zespół sprecyzował swoje plany wydawnicze i ku zaskoczeniu, nie będzie to jeden album, ale aż dwa, które zostaną wydane w marcu i sierpniu przyszłego roku, nad którymi zespół spędził większą część tego roku. Tytułu krążków nie są jak na razie znane. Niemcy zapowiedzieli, że wkrótce pojawi się więcej informacji.

Dyskografię zespołu zamyka wydany w 2007 roku "Precambrian".

czytaj dalej »

wtorek, 10 listopada 2009

Blood Fountains – Floods


Ciecz w nazwie płyty, a w nazwie zespołu zasugerowana nawet podwójnie. Pasuje to do płynnej formy muzycznej jaką proponuje ta grupa. Płynnej, na granicy tajemniczej i abstrakcyjnej improwizacji.

Stephen Kasner jest główną postacią w Blood Fountains. Co ciekawe, został wydany dość spory album z jego rysunkami, obrazami i zdjęciami. Nastrój chyba najłatwiej opisać stwierdzeniem, że Kasner znał się z Antonem S. LaVeyem i nie boi fotografować się z różnymi pięcioramiennymi gwiazdami. Odwróconymi, rzecz jasna.

Blood Fountains jest pewną muzyczną kreacją odwołującą się do plastycznych dokonań Kasnera. Pomysły te zostają więc przeniesione na instrumentalny język i grupa artystów rozwija je według swojego uznania, na podstawie tego, co podpowiedzą im emocjonalne poszukiwania. I w końcu, co najważniejsze, nie ograniczają się w żaden sposób. Przynajmniej chcą, by tak to wyglądało.

W rezultacie słuchacz dostaje sześć utworów, dość do siebie zbliżonych, okraszonych oniryczną atmosferą. Przestrzenność i egzotyzm. To ostatnie zespół zawdzięcza z pewnością niejakiej Yoshiko Ohara, której głos wznosi się i opada, ciągnie i przywołuje w domyśle jakieś dalekowschodnie tradycje. (Dla niektórych pewnie może to być irytujące.) Floods z pewnością bardzo wiele jej zawdzięcza, bez Ohary ten materiał mógłby popaść w jakieś okołoambientalne mdłości i już się z nich nie podnieść. Zwłaszcza, że sfera instrumentalna nie reprezentuje zbyt wiele ciekawych rozwiązań.

Blood Fountains jest kolejnym muzycznym wcieleniem Kasnera. Wcześniej działał w grupie o nazwie ArorA, którą należy utożsamiać z metalem zorientowanym ideologicznie na rogatego. Zresztą wyżej wspomniany Anton LaVey dogrywał koledze klawisze w jakimś utworze, który znalazł się na wydawnictwie One HELL of a Compilation (1999). Wydaje się więc, że aktualne poszukiwania Kasnera idą w ciekawszą stronę. Oświecenia jednak jeszcze nie dostąpił. Może kiedyś.

czytaj dalej »

Nowa EP od Animal Collective



Awangardowy kwartet jeszcze w tym miesiącu planuje wydać nowy materiał. Będzie to EP składająca się z pięciu utworów, zatytułowana "Fall Be Kind". Od 23 grudnia wydawnictwo będzie dostępne jedynie w wersji cyfrowej, natomiast w klasycznej, kompaktowej formie, album będzie można nabyć niecały miesiąc później, a dokładnie 14 grudnia.

W utworze "What Would I Want? Sky" wykorzystano, po raz pierwszy w historii oficjalnie, sample nagrania grupy Grateful Dead, a dokładniej będą to fragmenty utworu "Unbroken Chain". Na ów zabieg, Animal Collective uzyskali oficjalną zgodę samego Grateful Dead i jak na razie są pierwszym zespołem, który otrzymał prawa wykorzystania sampli legendy psychodelicznego rocka.

Tracklista:

1.Graze
2.What Would I Want? Sky
3.Bleed
4.On A Highway
5.I Think I Can

Dyskografię zespołu zamyka wydany na początku tego roku "Merriweather Post Pavilion", który jest 8 albumem w karierze grupy.

czytaj dalej »

Cały album Them Crooked Vultures do odsłuchu!


Zespół Josha Homme`a, Dave`a Grohla i John Paul`a Jonesa - Them Crooked Vultures - udostępnił cały swój debiutancki materiał do odsłuchu na YouTube.

Debiutancki album tej supergrupy ukaże się na sklepowych półkach 17 listopada, ale już teraz możemy sprawdzić, jak będą brzmiały połączone siły muzyków Queens of the Stone Age, Foo Fighters oraz Led Zeppelin. Na płycie znajdzie się 13 rock`n`rollowych utworów:

01. No One Loves Me & Neither Do I
02. Mind Eraser, No Chaser
03. New Fang
04. Dead End Friends
05. Elephants
06. Scumbag Blues
07. Bandoliers
08. Reptiles
09. Interlude with Ludes
10. Warsaw Or The First Breath You Take After You Give Up
11. Caligulove
12. Gunman
13. Spinning in Daffodils

Link do kanału zespołu na youtube:
http://www.youtube.com/user/themcrookedvultures

czytaj dalej »

poniedziałek, 9 listopada 2009

Dwa grindcore'owe ciosy od Selfmadegod Rec.


Selfmadegod Records - label z Białej Podlaskiej - uderza 10 grudnia dwoma nowymi wydawnictwami rodzimej grindcore'owej sceny. Swoją europejską premierę pod szyldem SMG będzie miał miejsce świeży album Squash Bowels, "Grindvirus". Pisałem ostatnio o EPce Neuropathii. Zupełnie niespodziewanie tego też dnia wyjdzie jeszcze nowszy materiał kapeli - singiel świętujący trzynaste urodziny.

SQUASH BOWELS "Grindvirus"

4 lata po wydaniu ostatniego longplay'a, weterani ze Squash Bowels powracają z całkiem nowym albumem. Fani intensywnego, gęsto-brzmiącego grindcore'a powinni być zadowoleni!

Tracklista:
1. Grindvirus
2. Two Cows And Monkey
3. Oust - Odour Eliminator
4. Wriggler
5. Abhorrently Stinking Rich Man
6. Shit Oneself
7. D.I.
8. Sheep Dag
9. Bacterial Fertiliser
10. Hamsters In Your Head
11. Don't Look A Gift Horse In The Ass
12. Nose - Lunger
13. Child Victims
14. Anodal Closing Odour

profil myspace



NEUROPATHIA "13"

Trzynastominutowy singiel "13" na trzynaste urodziny kapeli. 4 premierowe kawałki plus nowa wersja "Graveyard Cowboys" z pierwszej płyty.

Tracklista:
1. Silent Weapon
2. Digni Poser
3. Family Cancer
4. Before Became After
5. Graveyard Cowboys

profil myspace


czytaj dalej »

Katatonia - Night Is The New Day



Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie czekałem na ten album. Czekałem, i to jeszcze jak. Katatonia na dobre zadomowiła się w moim odtwarzaczu dopiero po ostatnim "The Great Cold Distance", który mnie pochłonął bez reszty i podobnie jak Jonas Renkse zapragnąłem, aby na moim pogrzebie rozbrzmiał wieńczący album "Journey Through Pressure". Tym razem Katatonia postanowiła pójść wydeptaną za sprawą poprzedniego albumu ścieżką, co jak najbardziej wyszło im na dobre.

Album otwiera początkowo ciężki „Forsaker”, który był pierwszym utworem jaki zespół udostępnił wszystkim śliniącym się fanom, do których również należałem. Utwór otwiera ciężki riff, który po krótkim, acz intensywnym wstępie przechodzi w stonowaną, okraszoną nastrojową gitarową melodią zwrotkę. Ogromnie się cieszę, że Jonas śpiewa wręcz identycznie jak na poprzednim albumie. Nie wiem jak śpiewał na pierwszych płytach Katatoni, ale to co wokalnie zaprezentował na poprzednim albumie trafiło mnie dokładnie tam gdzie powinno i koleś ma u mnie pomnik. Nie inaczej jest w tym przypadku. Nie chciałbym wyjść na jakiegoś ”pociętego” nastolatka (choć to już nawet nie mój przedział wiekowy), ale ten muzyczny smutek w wykonaniu Katatonii jak najbardziej do mnie trafia. Granie z góry nastawione na klimat i emocje, a nie na techniczne popisy, których w zasadzie nigdy w Katatonii nie było i miejmy nadzieję, że nie będzie. Są za to pomysłowe rozwiązania, chwytliwe zagrywki, które na długo zapadają w pamięć. Nie rozumiem tylko czemu zespół wytypował na singiel „Day And Then The Shade”, który oczywiście jest dobry, atakuje od początku ciężkim riffem z wysuniętym do przodu elektronicznym „wspomagaczem”, ale są na płycie utwory o wiele bardziej nośne i wpadające w ucho niż ten. Nie będę wyróżniał poszczególnych utworów, bo to album naprawdę równy i spójny, więc faworyzowanie któregokolwiek byłoby krzywdzące.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby nie ta specyficzna elektronika, która wylewa się zza gitar i perkusji, ich muzyka nie uderzałaby z takim ładunkiem emocjonalnym i nie tworzyła tak charakterystycznego, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, nocnego klimatu. A kontynuując elektroniczny wątek, w pewnym momencie miałem wrażenie, że pomyliłem krążki, bo motyw w „Ownward Into Battle” brzmi jak wyjęty z umysłu jakiegoś prog-rockowego klawiszowca. To nie zarzut, lecz tylko spostrzeżenie.

Szwedzi zapewne mają świadomość, że nie odkrywają Ameryki, ale pewnie też nie o to im chodziło. „Night Is The New Day” to świetna kontynuacja muzycznych wątków, które zostały zawarte na poprzednim albumie. Podobno Mikael Akerfeldt określił tę płytę jako „prawdziwe arcydzieło i najlepszy "ciężki" album jaki słyszał od 10 lat”. Myślę, że śmiało przesadził, bo ani ten album nie jest żadnym arcydziełem dekady, ani również ciężarem nie zabija, dlatego też albo Akerfeldt ma małe problemy ze słuchem, albo po prostu ma spore zaległości z albumami sprzed 10 lat. A tak przy okazji, to słuchając „Idle Blood”, gdzie w jako jedynym utworze pojawia się gitara akustyczna, mam nieodparte wrażenie jakby to właśnie Mikael użyczał swojego głosu i przemycił szczyptę opethowskiej atmosfery. Z gościnnych występów mamy tylko Kristera Lindera w wieńczącym album „Departer”, który szczerze mówiąc nie wiem w jakim celu został zaproszony, bo równie dobrze, Jonas mógł zaśpiewać te partie. Linder to szwedzki kompozytor i producent, który aktualnie jest wokalistą w szwedzkim, heavy metalowym Enter the Hunt, ale to tak na marginesie.

Nie oczekiwałem żadnego zaskoczenia. Zespół zapowiadał to i owo, a na całe szczęście wyszło to czego się spodziewałem, czyli świetna kontynuacja „The Great Cold Distance”. Spójrzcie na okładkę albumu, a konkretnie na klatkę piersiową posążka, a potem na okładkę singla „My Twin”, prawda, że podobne motywy? W obu przypadkach Travis Smith odwalił kawał dobrej roboty. „Night Is The New Day” to kolejna porcja niebanalnego, melancholijnego klimatu ubranego w chwytliwe wokale i ciężkie gitarowe riffy nadające całości specyficzny groove, za którego sprawą całość od razu ląduje w głowie i pozostaje tam jeszcze na długi czas. Na samo zakończenie roku dostaliśmy na pewno jedną z jego mocniejszych pozycji.



czytaj dalej »

Jerzy Dorn znowu krzyknie!



Bydgoszczanie z George Dorn Screams na jesień tego roku przygotowali nowe wydawnictwo. Będzie to EP, na którą złożą się cztery niepublikowane wcześniej utwory. EP będzie nosić tytuł "The Large Glass", a jej wydanie zostało zaplanowane na 19 listopada.

Pierwszego z utworów, który nosi tytuł "The Terrace", już teraz możemy posłuchać na profilu myspace bydgoskiego kwintetu.

"Nagrywaliśmy to zupełnie bez stresu, bez żadnego właściwie ograniczenia czasowego, spędzając razem kilka dni na zupełnym odludziu, śpiąc razem i gotując sobie obiady. Materiał powstał właściwie bez żadnych dalszych planów co do niego, jako taki eksperyment, który wynikał z jakiegoś naszego wewnętrznego zapotrzebowania na małą odskocznię" - komentuje wokalistka Magda Powalisz.

"Ten projekt był okazją, żeby wykazać się o wiele większym wyczuciem, kunsztem i samoświadomością, niż w dotychczasowych sesjach nagraniowych. Nie było ściany przesterów i głośnych talerzy, ani też tricków realizatorskich, za którymi można by się było schować. Każdy dźwięk zatem musiał jakoś naturalnie dążyć na swoje miejsce, nie było miejsca na niechlujstwo czy ślamazarność. Dla mnie była to pierwsza praca nad muzyką, która nie miała nic wspólnego z hardcore czy noise, dlatego efekt wydaje mi się bardzo naiwny i szczeniacki, tym bardziej, że songwriterem jak Oldham nigdy nie byłem i nigdy być nie chciałem" - uzupełnia Girth McGarth.

"Na pewno byłem wówczas pod dużym wrażeniem Codeine, Smoga, The For Carnation i zależało mi, żeby zrobić utwory, które będą maksymalnie wolne w dwojakim znaczeniu. Po pierwsze chodziło o tempo, po drugie o próbę uwolnienia ich od tego, co robilimy do tej pory. Co chyba zresztą nie do końca się udało… W zasadzie kierowały nami chyba tylko nasze własne ambicje artystyczne. Każdy muzyk chce po prostu robić jak najwięcej numerów, poruszać się po różnej stylistyce, dzielić się efektami z otoczeniem" - mówi Wojtek Trempała, basista zespołu.

Wydawnictwo zostało zarejestrowane w niewielkim, kameralnym studio w Sucharach pod Nakłem nad Notecią. Nad całością czuwał Jarka Hejmana, który wcześniej pracował z zespołami obracającym się w rejonach reggae i dub. Stroną graficzną wydawnictwa zajął się Rafał Piekoszewski, który na co dzień wiosłuje w poznańskim Plum oraz jest autorem wielu plakatów dla klubu Kisielice.

Wydaniu EP będzie towarzyszyć trasa koncertowa, na której to będzie można usłyszeć między innymi utwory z "The Large Glass".

19 listopada - Poznań, W Starym Kinie (+ Tin Pan Alley)
20 listopada - Wołów, WOK (10. Baraque Festival)
21 listopada - Brno, Sklenena louka (+ Awberah)
22 listopada - Kraków, Re (+ Bad Light District)
4 grudnia - Szczecin, Delta (+ 3moonboys)
16 grudnia - Warszawa, Stodoła (support przed Myslovitz)

Dyskografią zespołu zamyka wydany na początku 2009 roku "O’Malley’s Bar" za pośrednictwem Ampersound.

czytaj dalej »

niedziela, 8 listopada 2009

Killing Joke w Polsce?



Wiadomość o tym, jakoby zespół miał wystąpić w Polsce, pojawiła się jakiś czas temu na oficjalnej stronie zespołu. Idąc za informacją, grupa wystąpi 27 kwietnia w katowickim Mega Clubie i dzień później w klubie Palladium w Warszawie.

Występy Brytyjczyków organizowane są z okazji 30-lecia istnienia grupy. Zespół wystąpi w oryginalnym składzie, czyli: Jaz Coleman (wokal), Geordie (gitary), Youth (bas) i Paul Ferguson (perkusja).

Kwartet zapowiedział również nową płytę, której najwcześniej możemy się spodziewać w kwietniu przyszłego roku. Krążek jak na razie nie ma tytułu, ale już wiadomo, że zostanie wydany za pośrednictwem wytwórni Spinefarm, z którą zespół właśnie podpisał kontrakt.

Dyskografię zespołu zamyka wydany w 2006 roku "Hosannas From The Basements Of Hell".

czytaj dalej »