sobota, 31 października 2009

Cathedral wchodzi do studia



Minął szmat czasu od wydania poprzedniego krążka. "Garden Of Unearthly Delights" miał swoją premierę prawie 4 lata temu. Aktualnie zespół zapowiedział, że wchodzi do studia by nagrać swój dziewiąty album, który będzie zatytułowany "The Guessing Game".

Premiera albumu przewidziana jest na wiosnę przyszłego roku. Całość zostanie nagrana w Chapel Studios pod czujnym okiem Warrena Rikera, z którym zespół pracował już między innymi przy okazji poprzedniej płyty. Znamy już kilka roboczych tytułów: "Journeys Into Jade", "The Casket Chasers", "Funeral Of Dreams", "Death Of An Anarchist", "La Noche Del Buque Maldito" (aka Ghost Ship Of The Blind Dead) oraz "Open Mind Surgery". Szatę graficzną przygotuje Dave Patchett, z którym Brytyjczycy współpracują od dłuższego czasu.


czytaj dalej »

Nadja - Under the Jaguar Sun


Odnoszę wrażenie, że Nadja spuściła ostatnio nieco z tonu. Nie potrafię tego jeszcze dokładnie rozpoznać, nazwać, ocenić, ale coś uległo zmianie. Poziom na pewno nie, duet i tym razem oferuje bardzo solidny i warty uwagi album.

Under the Jaguar Sun jest dość nietypową produkcją. Dwie płyty, dwa diametralnie różne zestawy utworów, ale jedno docelowe brzmienie. Już tłumaczę.

Pierwsza płytka, Tezcatlipoca (w podtytule Darkness) jest dość surowym, gitarowym obliczem Nadja. Może się kojarzyć nieco z Desire in Uneasiness (2008). Gitarowa całość wydaje się być monotonna, nie bardzo porywająca. Różnego rodzaju smaczki są jedynie tłem, trochę bardziej objawiają się na wysokości „SUN4flood”, które (jak łatwo się domyśleć) jest utworem czwartym. A w nim zniekształcona gitara akustyczna oraz Aidan i Leah śpiewający przy narastających efektach. Zamykający tę część „SUN5earthquake” jest faktycznie niezłym trzęsieniem ziemi.

Druga płytka, Quetzalcoatl (w podtytule Wind) jest dość podejrzanym, elektronicznym obliczem Nadja. Nie wiem z czym to się może kojarzyć z wcześniejszej twórczości duetu. Niegitarowa całość wydaje się być monotonna, nie bardzo porywająca. Ta swoista okołoambientowa podróż nie wyróżnia się w żadnym konkretnym miejscu, może tylko tam, gdzie możliwym jest rozpoznanie żywego instrumentu. Tak dzieje się w „Atonatiuh”, który jest czwartym utworem; chciałoby się wierzyć, że faktycznie pobrzmiewają tam skrzypce. Zamykający tę część „Nahui-Ollin” próbuje odtwarzać bliżej nieokreślone, mroczne, rytualne klimaty, tu akurat wychodzi to całkiem nieźle.

Ale jak od zawsze wiadomo: 1+1=1. Należy więc chwilkę poświęcić i obie te płytki ze sobą sklecić, nałożyć na siebie poszczególne ścieżki (w końcu odpowiadają sobie czasowo). Dopiero wtedy ten album zyskuje sensowny korpus, ręce, nogi, głowę i genitalia. Klucz może znajdować się też w tym, że Tezcatlipoca oznacza „nadziemie”, ten nasz świat, a Quetzalcoatl podziemie. Jasność, ciemność, dobro, zło; dopiero po połączeniu nabiera to sensu i mamy świat cały. Niech będzie.

Powyższe nazwy pochodzą z języka nahuatl. Okazuje się więc, że Tezcatlipoca (Dymiące zwierciadło) to czarny charakter w azteckim panteonie bóstw, a mimo to jest stwórcą i do tego jakby też słońcem. Nasz bohater władał nocą i północnymi rewirami świata, a jego symbolem był jaguar. Do tego możemy utożsamiać go z popularnym wyrywaniem serc na szczycie piramidy. W wierzeniach tych znajdziemy również coś na kształt boga-kreatora – Ometeotl, który był „ojczulkiem” Tezcatlipoca i jego największego wroga Quetzalcoatla (światową karierę zrobił jako Pierzasty Wąż). On też nas tu interesuje. Bóg wiatru, niechętny ofiarom z ludzi. Dochodziło więc często między nimi do sprzeczek gwałtownych, których efektem było wielokrotne niszczenie i powtórne stwarzanie świata...

Polecam album. Każdy móże go sobie zmiksować, na wzór albo nie na wzór tego, co zostało umieszczona na winylu (three mixes by Nadja and one mix by Edward Ka-Spel). Może warto, by chwilę poświęcili mu zainteresowani azteckimi wierzeniami. Poniżej zamieszczam rysunek, przedstawiający bohaterów tej muzyki, prosto z księgi Codex Borbonicus, która pamięta jeszcze czasy prekolumbijskie.

Let the fight begin!


czytaj dalej »

Access to Arasaka - Oppidan



Żyjemy w dziwnych czasach, w których odbieramy muzykę przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. W jednej chwili jesteśmy w stanie chwycić jakikolwiek z powstałych na naszej planecie nośników i przesłuchać oraz zrozumieć materiał który zawiera. Cyber przestrzeń skraca odległości pomiędzy krańcami Świata, zaciera różnice gatunkowe... Po dokonaniach artystów takich jak Aphex Twin, Autechre, Squarepusher, Amon Tobin i wielu innych pionierów syntetycznych, futurystycznych brzmień trudno mi było spodziewać się muzyki która przeniesie nas jeszcze dalej w przyszłość. Myliłem się.


Access To Arasaka jest projektem muzyka (również plastyka i pisarza) z Rochester w stanie Nowy Jork, USA. Jako młody, zafascynowany muzyką elektroniczną człowiek tworzył w typowych gatunkach elektronicznych takich jak np. drum'n'bass. Grał sporo koncertów, zdobywał doświadczenie, lecz w momencie gdy ludzie z jego otoczenia przestali cieszyć się rave'm tak bardzo jak wciąż udaje się to Anglikom, zweryfikował swój pogląd na muzykę. Z pozytywnym skutkiem.

Postawienie na minimalizm i wyciągnięcie konsekwentnych wniosków z wcześniejszych doświadczeń pozwoliło mu jako artyście uniknąć zderzenia z banałem. Dziś zabiera nas w podróż która przenosi słuchacza w czasie o dziesięciolecia w przód. W 2009 roku (czy może w 2099?) wydał on swój trzeci longplay zatytułowany "Oppidan".

Muzyka ATA łączy w sobie w najbardziej odważny sposób skrajne odmiany muzyki elektronicznej. Jest w niej bardzo dużo ambientowej przestrzeni (można powiedzieć że ambient jest właściwie podstawą jego brzmienia), ale jednocześnie momentami przytłacza ona niemalże breakcore'owym beatem. Struktury tworzone przez syntezatory raz narastają, by za chwilę pozwolić słuchaczowi odpocząć i odetchnąć przestrzenią którą dla nas kreuje. Minimalne hałasy które wyrastają w naszych uszach w miarę zagłębiania się w "Oppidan" tworzą niemalże organiczne struktury. Można domyślać się, (bazując na fakcie iż AtA odzwierciedla swoją muzyką zachodzące w jego świecie przemiany i zdarzenia) że jest to próba zobrazowania przepływających przez nasze głowy tysięcy informacji. Nakładające się na siebie efekty, zniekształcenia, mikro-hałasy, glitche, przetworzone głosy i twarde uderzenia bitów, potężne w swojej materii dźwięki zestawiane z delikatnymi plamami, to wszystko tworzy kompletny obraz świata wypełnionego technologią w której myśl ludzka podróżuje bez żadnych barier. Cyberpunk.

Niepokojącym faktem jest, że muzyka ta w bardzo dużym stopniu odnosi się do naszej rzeczywistości. Nie jest bajką, wymysłem, jest prawdziwym odzwierciedleniem stanu mojego umysłu w momencie gdy piszę te słowa. Istnieje, ale w bardzo skomplikowany sposób. Nasuwają się, w miarę rozwoju i przetaczania się przez umysł kolejnych utworów, skojarzenia i wspomnienia świata który nie wróci. Listów pisanych piórem, ludzi których drogi okazały się totalnie odmienne, zdarzeń które kiedyś wydawały się ważne, a dziś nikt o nich nie pamięta. Możliwości których na co dzień nie wyczuwam, myśli które mogą ocalić dzień, ambiwalentności zdarzeń w których uczestniczymy. Co robi zatem ze słuchaczem AtA? Wyciąga go z wymiaru w którym się znajduje. Instaluje go na orbicie z której widać doskonale funkcjonowanie całej planety i każe obserwować. Przerażające. I piękne.

Pisanie o tej płycie jest jak opisywanie intensywnego przeżycia towarzyszącego zmianie stanu świadomości. To co robi AtA z umysłem słuchacza, jest od początku do końca ukierunkowane na tego rodzaju efekt. Nie da się w stu procentach oddać tych wszystkich obrazów które wyświetla. To jak sen, który czujesz całym swym ciałem i w którym zanurzasz swój umysł, jak piękna bądź przerażająca nocna wizja, która wciąga niezależnie od tego jak zareagujesz. Pływasz w tym, a po przebudzeniu nie czujesz już tych wszystkich detali, nie pamiętasz szczegółów. Muzyka trudna, wymagająca tego, by wyjść z domu ze słuchawkami na uszach i udać się gdziekolwiek, by rozszerzać horyzont i spoglądać głębiej. By powracać wiele razy i próbować zrozumieć. Access to Arasaka jest projektem przez wielu uznanych za przejaw geniuszu i objawienie na miarę największych twórców muzyki elektronicznej. Ja słucham wciąż od nowa, bo każde kolejne przesłuchanie potwierdza to, że znów powrócę do tej płyty.

czytaj dalej »

czwartek, 29 października 2009

Immolation nagrywa


Na początku przyszłego roku można spodziewać się nowej płyty panów z Immolation. Zapowiedziana została również poważna trasa koncertowa z takimi gigantami jak Nile i Krisiun, na razie tylko w Stanach.

Przygotowywany ósmy album grupy (jeszcze bez tytułu) będzie pierwszym wydanym pod skrzydłami Nuclear Blast Records. Poprzez profil Myspace zespół planuje informować o postępach w pracy; pojawiać się będą zdjęcia oraz filmy z sesji.

Nowy materiał jest bardzo ciężki i intensywny. To na pewno najmocniejszy album do tej pory, nie możemy się doczekać wydania go.

Immolation po raz szósty współpracuje z producentem Paulem Orofino, miksem zająć ma się Zack Ohren. Skład nie uległ zmianie, w zespół wciąż zaangażowani są: Ross Dolan, Bill Taylor, Robert Vigna, Steve Shalaty.

Ostatnim albumem był cieszący się dobrymi recenzjami Shadows in the Light (2007).

czytaj dalej »

Film o Lennonie


Nielada gratka dla fanów legendarnego kwartetu z Liverpoolu. 13. listopada będzie miała miejsce światowa premiera filmu poświęconego młodości Johna Lennona, w którego wcielił się bardzo młody aktor, Aaron Johnson.

Obraz nazwany został Nowhere Boy.

Julię Lennon, matkę muzyka, zagrać ma Anne-Marie Duff, a ważną postać ciotki Kristin Scott Thomas (znana z ról w Mission: Impossible, Angielskim pacjencie lub u boku Roberta Redforda w Zaklinaczu koni). Film obejmować będzie scenę spotkania Lennona z Paulem McCartneyem (Thomas Sangster). Reżyserem filmu jest niezbyt znany Sam Taylor Wood, scenarzystą zaś Matt Greenhalgh, dla którego jest to drugi zekranizowany tekst obok Control (2007) o Ianie Curtisie. Muzyka autorstwa Goldfrapp.
Zdjęcia miały miejsce w Blackpool, Londynie oraz oczywiście w Liverpoolu.

Tutaj można obejrzeć trailer.

W ostatnich latach ukazało się parę filmów dokumentalnych o artyście: Inside John Lennon (2003), U.S. vs. John Lennon (2006) oraz film fabularny o historii Marka Chapmana, The Killing of John Lennon (2006).

W tym roku mija 29 lat od tragicznej śmierci muzyka.

czytaj dalej »

Festiwal Ambientalny - II edycja



Festiwali proponujących ambitną i wartościową muzykę w naszym kraju nie brakuje. Do grona ciekawszych imprez z pewnością może dołączyć Festiwal Ambientalny, którego to druga edycja odbędzie się za miesiąc, a dokładnie 5-6 grudnia. Impreza zorientowana jest na takie gatunki muzyczne jak ambient, minimal, lounge czy trip-hop. Całość odbędzie się we wrocławskim Klubie Włodkowica 21.

Organizatorem festiwalu jest Wrocławski Klub FORMATY, który postarał się o interesujący line-up. Próbek muzycznych poszczególnych artystów możemy wysłuchać na profilu myspace festiwalu. Poniżej prezentujemy sylwetki artystów przygotowane przez organizatora. Bilety sprzedawane będą w cenie 9zł, studencie natomiast wejdą za 5zł.

LADY AARP - Lady Aarp to duet - spotkanie muzycznych osobowośi Kasi Kolbowskiej i Sebastiana Witkowskiego oraz harmonia niezwykłch instrumentów - harfy celtyckiej i komputera. Mariaż wirtuozerii, pasji, wyobraźi i alchemii brzmień Dubowy puls, oddech, zgiełk i hałas.

Lady Aarp powstał w 2004 roku. Tworzył m.in. muzyczną animację w klubie Le Madame. Zespół był doskonale przyjęty na wielu koncertach i festiwalach, między innymi „Heineken Open’er” (Gdynia 2009), „Port Wrocław” (Wrocław 2009), „Ambient Festival” (Gorlice 2008), „Firmament Festival” (Kielce 2008), „Warsaw Electronic Festival” (Warszawa 2007 i 2009), „Free Form Festival” (Warszawa 2007), „Transvizualia” (Gdynia 2007), „Siedem Mostów Głównych” (Warszawa 2006r.), „Wisłostrada” (Warszawa 2006), „Festiwal Sztuk” (Szczecin 2006r.).

W 2008 roku zespół LADY AARP otrzymał stypendium „Młoda Polska” Narodowego Centrum Kultury przeznaczone dla „młodych polskich artystów, którzy wykazują się wybitnymi osiągnięciami w reprezentowanych przez siebie dziedzinach” (cytat za NCK).
W 2007 roku zespół wydał debiutancką płytę „Soma”, która uzyskał bardzo dobre recenzje:

"Krajowy debiut, który swą świeżością może konkurować z każdą światową produkcją" (Machina), "Jedna z ciekawszych elektronicznych polskich premier tego roku" (Krzysiek Stęplowski, nowamuzyka.pl), "Subtelne, powikłane struktury rytmiczne i wieloplanowe elektroniczne przestrzenie doskonale przegryzają się z krystalicznymi dźwiękami harfy" (Łukasz Iwasinski, Dziennik), "Ujmę to w dwa słowa: oniryczna rozkosz" (Łukasz Mijala, gery.pl)

Podczas koncertów do duetu dołącza Pani K – Kasia Justka, artystka video i performerka. Powstaje z tego niezwykłe, multimedialne przedstawienie.

Skład:

Kasia Kolbowska – harfistka, poetka, antropolog. Nagrywał z Noviką Abradabem i DJ Feel-X’em, wydał dwa tomiki wierszy. Śpiewa w zespole Klarknowa.
Sebastian Witkowski – producent muzyczny, reżyser dźwięu. Produkował płyty m.in. Kaliber44, Axe Soundsystem. Jeden z założcieli legendarnego zespół Najakotiva.

www.myspace.com/ladyaarp


ZEROVA - „Zerova znana jest ze znakomitej umiejetności łaczenia żywych instrumentów z elektroniką. Wciaz konsekwentnie tworzą sobie nisze bawiąc sie gatunkami muzycznymi, które definiuja muzyke 21 wieku.” [craig murphy, herb rec., uk] „Muskając delikatnie takie gatunki jak post-rock, glitch, elektro i ambient, plyta „I Think We’ve Lost” wydaje sią być wydawnictwem wyszukanym i kompletnym.” [micky, boring machines, uk]

W 2006 zespół podpisał kontrakt fonograficzny z brytyjskim labelem Herb Recordings. W październiku tego samego roku premierę miała ich pierwsza płyta długogrająca - „I Think We’ve Lost”, ciepło przyjęta przez krytykę brytyjska i polska. W 2007 roku Zerova wydała minialbum „We All Hum Sometimes/Acoustic Apples”, zawierający 5 akustycznych utworów, kilka z nich znalazło się na demo z 2006 roku, reszta to nowe kompozycje. Płyta ujrzała światło dzienne w listopadzie 2007 roku nakładem warszawskiej wytwórni Home.Pop.Records. Na początku 2008 roku zespół rozwiązał współprace z Herb Recordings na rzecz rodzimej wytwórni fonograficznej FDM (Fabryka Dzwięków z Muz) z siedziba w Lotyniu. Pierwszym wydawnictwem FDMu była kompilacja zespołów związanych z firma - płyta „W Krainie Dźwięków z Muz”, gdzie obok zespołu Zerova znalełli sie tacy artyści jak Lotyn, Jacek Kuderski (Myslovitz), New Century Classics, Hatifnats, Popo i L.Stadt. Wydanie płyty zbiegło się z ogólnopolska promocyjna trasa koncertowa. Trzeci album - "Hello Tree" juz w listopadzie 2009.

http://www.myspace.com/zerovaband


LUXATED TRIO - Dawid Szczęsny (live electronics), Darek Ju-ghan (double bass) and Kamil Radek (Drums).

www.myspace.com/theluxatedtrio

MINOO - muzyczny projekt Pawła Pruskiego skupiający się głównie wokół dźwięków eksperymentalnej elektroniki oraz jazzu. W 2008 r. nakładem wytwórni EtaLabel ukazał się debiutancki album artysty - "Material Spirit", będący odzwierciedleniem wizji dotyczącej duchowości w muzyce. Od początku 2008 roku nawiązał współpracę z chińskim producentem Sin:Nedem w ramach polsko-chińskiego projektu CHoP. Jej owocem jest album "Improvision", wydany w wytwórni WePlay! (Hong-Kong), oraz chińska trasa koncertowa promująca wspólny projekt. Od połowy 2008 roku współpracuje również z muzykami jazzowymi, czego efektem była zeszłoroczna seria koncertów w duecie z perkusistą Grzegorzem Zawadzkim. Jest również współtwórcą projektu Metamusica łączącego muzykę eksperymentalną z elementami estetyki oraz filozofii.
W swoich solowych live-actach stara się łączyć jazzowy groove z nowoczesną elektroniką bazująca na połamanych bitach, ciętych samplach i elementach improwizacji.

www.myspace.com/minoomusic


OPOLLO - oparty na live electronics i preparowanych gitarach modulowany ambient to muzyka założonego w 2008 roku Opollo - równoległego zespołu muzyków Echoes Of Yul. Jarek Leśkiewicz i Michał Śliwa łączą tradycję dokonań muzyki tła z estetyką drone i glitch w oparciu o różnorodne instrumentarium: od taśmowych pogłosów po wzbudzane smyczkiem gitary. Rejestrowane zwykle na żywo sesje zespół zaprezentuje w 2010 roku na płycie, która ukaże się nakładem We Are All Pacinos Records.

www.myspace.com/opollo5


HALOMIRELLA GOBI - Halomirella Gobi powstała latem 2007 roku. Po kilku miesiącach 3 osobowy skład (Nersc - elektronika, Mysa Gosa - gitara, Vans Goblin - perkusja) ustabilizował się aby grać bad-trip rocka, oblanego elektronicznym kwasem. Po kilku miesiącach przerwy, we wrześniu '09 Halomirella wraca, tym razem już z Oitawonem Zebrą na basie, silniejsza niż kiedykolwiek i w pełni gotowa aby podbić świat. Ich nazwa to połączenie mokrego i suchego

www.myspace.com/halomirellagobi

Program:

5.12 (sobota)
Minoo,
Zerova,
Lady Aarp

6.12 (niedziela)
Opollo,
Luxated Trio,
Halomirella



czytaj dalej »

wtorek, 27 października 2009

Koncertowy debiut Echoes Of Yul



Od jakiegoś czasu było wiadomo, że Echoes Of Yul są na etapie kompletowania składu do występów live. Zespół już w listopadzie będzie miał nie lada okazję, żeby zaprezentować się szerszej publiczności i to w doborowym, lecz odrobinę różniącym się muzycznie, towarzystwie.

Echoes Of Yul wystąpi w roli supportu amerykańskiego duetu parającego się innowacyjnym wcieleniem hip-hopu Dalek, który 11 listopada wystąpi we wrocławskim klubie Firlej. Organizatorem imprezy jest agencja Asymmetry. Będzie to drugi występ duetu w naszym kraju, ale i również nie ostatni. Dalek wystąpił w ramach poprzedniej edycji Asymmetry Festival, natomiast 10 listopada w przeddzień wrocławskiego koncertu, role się nieco odwrócą i tym razem to oni wystąpią jako support. Duet otworzy koncert Isis, który odbędzie się w warszawskiej Proximie.

Przypomnijmy, że opolanie z Echoes Of Yul pracują nad materiałem na następce ich rewelacyjni przyjętego debiutu i miejmy nadzieję, że uchylą we Wrocławiu rąbka tajemnicy.

czytaj dalej »

poniedziałek, 26 października 2009

This Immortal Coil – The Dark Age Of Love


Tribute album... Tak. Zastanawiałem się jak to ugryźć, z której strony podejść. Nie przepadam za tego typu przedsięwzięciami. Peter Christopherson miał powiedzieć - The most extra-ordinary, beautiful, and moving, re-interpretations of Coil I have ever heard! Pomyślałem, że tak po prostu wypadało.

Tribute album... Nie lubię i tyle. Co innego jak zespół jakiś wykonuje pojedynczy utwór innego twórcy. Trafiają się rodzynki, ale w większej grupie to nie wypala. Czemu? Nie mam pojęcia. Czy dla Metallici, Guns N` Roses, Bathory, NIN, itd. Wszystkie, za przeproszeniem, do dupy. Nie chcę tu tworzyć sztucznej dramaturgii, by za chwilę stwierdzić, że z tym albumem jest inaczej; że w jakiś magiczny sposób kupuję wszystkie utwory, nawet bardziej mi się podobają od pierwowzorów. Nie. Powiedzmy to i miejmy za sobą – żaden z tych utworów nie jest lepszy od wersji Coil ani nawet w połowie tak dobry, czy też nie interpretuje (lub rozwija) w sposób twórczy. Dziękuję.

Trochę historii. Głównym mózgiem stojącym za This Immortal Coil jest Stephane Gregoire. Postanowił złożyć dość nietypowy hołd nieodżałowanego Coil. Jeśli ktoś nie w temacie, przypomnę krótko – 13 października 2004 zmarła jedna z dwóch kluczowych postaci wyżej wymienionej formacji, John Balance. Nietypowość polega na tym, że muzycy, których Gregoire zaprosił do współpracy, nie bardzo wiedzieli czym ten Coil jest. I właśnie ten brak wiedzy jest tu chyba najciekawszy, ale jednocześnie automatycznie musi on spłycać przekaz muzyczny (i nie tylko). Lista nazwisk robi wrażenie; młodzi, utalentowani twórcy, ale w tym wypadku w zupełnie nieznanym sobie świecie. Występują: Yaël Naim, Chapelier Fou, David Donatien, Hannes d’Hoines, Roël Van Camp, Christine Ott, Yann Tiersen, Matt Elliott, Bonnie Prince Billy, DAUU, Sylvain Chauveau, Han Stubbe.

Na pierwszy ogień idzie „the dark age of love”. I już z grubsza oddaje to nastrój reszty płyty. Francuskie, winno-bagietkowe granie chyba nie jest najlepszym sposobem do interpretowania utworów Balancea i Christophersona. Ich kompozycje były czymś więcej niż muzyką. A tu słuchacz dostaje tylko i wyłącznie muzykę, do tego nad wyraz ugrzecznioną. Nawet nieco mdłą. Chociażby takie „love’s secret domain” (tu jako „love secret domain” oraz powtórzone w zamykającym całość niejakim „outro LSD”). Przecież tam powinien być pazur, siły witalne, pewna perwersja. „Red queen” (przygotowane przez Yanna Tiersena, Matta Elliotta) toczy się w miarę przyzwoicie i relatywnie blisko oryginału. Wyróżnić chciałbym „tatooed man”. To czego dokonała w tym utworze Yaël Naim jest naprawdę warte uwagi. Ale ta kompozycja w sposób naturalny była otwarta na tego typu reinterpretację. Sylvain Chauveau, Han Stubbe, Roël Van Camp również zasłużyli na spory plus przy okazji „amber rain”, które właściwie brzmi jak czyjś solowy utwór. Przede wszystkim gitara akustyczna, śpiew, towarzyszący subtelnie klarnet, akordeon i do przodu, bez kompleksów, zupełnie na luzie.

Tribute album... Jak już wspomniałem powyżej, całość jest dość mdła, mało wyrazista. Szkoda. Nie wiem, czy mogło być lepiej. Zastanawiam się – może utwory Coila lepiej zostawić w spokoju. Niech kolejni ludzie je sobie spokojnie odkrywają, przeżywają, doświadczają. To zamknięta historia, niech Balance spoczywa w pokoju, spokoju, czy w czym tam chce. Mi po tej płycie pozostanie jedynie chęć poznania bliżej trzech-czterech artystów, którzy wzięli w niej udział.

czytaj dalej »

Reaktywacja Decapitated


Wacław "Vogg" Kiełtyka poinformował na oficjalnym profilu Myspace, że Decapitated powróci do grania w nowym składzie. Zespół milczał od 2007, kiedy to doszło do tragicznego wypadku podczas trasy koncertowej na Białorusi.

29. października 2007 w pobliżu granicy białorusko-rosyjskiej bus wiozący muzyków Decapitated i Crionics zderzył się z ciężarówką. W wyniki wypadku zmarł utalentowany perkusista Witold "Witek" Kiełtyka, brat Wacława. A do dziś z powrotem do zdrowia boryka się wokalista Adrian "Covan" Kowanek.

Jest to dla mnie niezwykle trudna decyzja, o której myślałem od bardzo dawna. Zdecydowałem jednak utrzymać Decapitated przy życiu. Wiem, że to nie będzie już to samo, mimo to chcę spróbować i jestem pewien, że Witek i Covan będą mnie w tym wspierać i byliby z tego zadowoleni – tak o reaktywacji mówił jeszcze w kwietniu Wacław Kiełtyka.

Wiemy na pewno, że nowym perkusistą został Kerim "Krimh" Lechner, muzyk austriackiego Thorns Of Ivy.

Plany na przyszłość:
Na początku kwietnia Decapitated zagra pierwszy koncert. Odwiedzimy największe miasta Australii oraz pojawimy się na kilku europejskich festiwalach. Po koncertach skoncentrujemy się na nowej płycie. Jeszcze raz chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy bezustannie nas wspierali.

Jednym z tych europejskich festiwali jest Metalfest Open Air, które odwiedzi w maju kolejno: Austrię, Szwajcarię, Niemcy, Węgry i Czechy.

Przypomnijmy, że ostatnią płytą Decapitated było Organic Hallucinosis z 2006 roku. A Wacław Kiełtyka udzielał się również przy DVD płyty Necropolis (2009) Vadera, którego jest członkiem od zeszłego roku.

czytaj dalej »

niedziela, 25 października 2009

Boris promuje nowym klipem


Nieprzewidywalny japoński skład, postanowił wypuścić do wydanej niedawno EPki Japanese Heavy Rock Hits teledysk.

Wideo będzie promować utwór H.M.A. - Heavy Metal Addict.

Obejrzyj nowy klip Boris.

W skład EPki wchodzą dwa utwory, całość kompozycji zamyka się w niespełna 9min 23sek.
Fani nie powinni jednak czuć się zawiedzeni, gdyż niezwykle płodna formacja planuje już kolejne wydawnictwo.

czytaj dalej »

piątek, 23 października 2009

Converge- Axe To Fall


Zawsze byłem zagorzałym fanem twórczości Bannona, zarówno tej stricte artystycznej, odnosząc się do kreski, jak i muzycznego projektu Converge. Kiedy więc w świat poszła wieść, że Jacob i spółka wreszcie weszli do studia, z niecierpliwością odliczałem dni do ukazania się następcy krążka No Heroes.

Oczekiwania na Axe To Fall podsycały coraz to nowe doniesienia, prosto z sesji nagraniowych i wywiadów z załogą Converge. Miało być szybko, miało być bardzo "math", miało być core'owo. Premiera płyty zapisana pod datą 20 października 2009 roku, miała być kolejnym kamieniem milowym w twórczości, zarówno zespołu z Salem, jak i całego, promowanego przez nich nurtu. Tylko teraz pytanie- jak do tych przypuszczeń ma się rzeczywistość?

Płytę otwiera intro na basie i perkusji. Kawałek Dark Horse naprawdę muzycznie mógłby "opowiadać" o... koniu. Rytm utworu galopuje na złamanie karku, to unosząc się, to opadając. Nie jest to jednak typowe "patataj". Słychać typową dla Converge chaotyczną barierę dźwięków, natomiast paranoiczny krzyk Bannona, jak zawsze, świetnie uzupełnia całość kompozycji.

Najbardziej (i to nie do końca pozytywnie) zaskoczył mnie fakt przesadnej spójności płyty. Nie doświadczymy na niej tak wielu " utworowych indywidualności" jak choćby na Petitioning the Empty Sky; jest za to dużo melodyniej i bardziej przystępnie.

Ewenementem są natomiast dwa ostatnie utwory, które zdają się być wyrwane z hermetycznego całokształtu płyty. Cruel Bloom raczy nas iście Tom Waitsowym intrem i wokalem, który należy do... samego pana Von Tilla, który postanowił zagościć na nowym dziełku Converge. Sam wałek ma raczej za zadanie uspokoić słuchacza po szaleńczym tempie napędzanym przez poprzedzające go 11 utworów. Melodyjność, iście popowe chórki i wpadający ucho refren, to nowość dla starych fanów Converge. Powolnie rzecz się ma w przypadku najdłuższego (bo ponad 7min-towego) utworu zamykającego płytę- Wretched World. Jest wolno, sludge'owo, już nie na uspokojenie, a na pożegnanie. Czarny koń się zmęczył, czarny koń zdycha.

Podsumowując- spodziewałem się czegoś więcej. Iskier, fajerwerków, zaćmienia Słońca i atomowych wybuchów. Dostałem natomiast porządny kawał mathcore'owego grania, który absolutnie nie ma prawa znudzić się i po 10, i po 100 odsłuchach. Własnoręcznie postawiona poprzeczka w postaci Jane Doe, po raz kolejny okazała się nie do przeskoczenia. Jednak dzięki Axe To Fall i melodyjnym tonie, w jakim ta płyta została utrzymana, ci, którzy kiedyś do Bannona i spółki przekonać się nie mogli, teraz powinni spróbować raz jeszcze. Wydany w tym roku album nie wytyczył nowych ścieżek, raczej udeptał jeszcze mocniej już przetarte szlaki i napewno może dostać łatkę "wabika" na nowych fanów.

czytaj dalej »

środa, 21 października 2009

Leng Tch'e nagrywa



Masarnia znowu czynna! Belgijscy rzeźnicy poinformowali za pośrednictwem swojego myspace, że są już na półmetku miksowania następcy "Marasmus", który obryzgał nas krwią całe 3 lata temu, prawda, że szmat czasu? Jak na razie data premiery, tracklista, okładka ani tytuł nie zostały podane do wiadomości.

Album miksowany jest w Parlour Studio w Wielkiej Brytani pod czujnym okiem brytyjskiego producenta Russa Russella, który znany jest ze współpracy z między innymi Napalm Death i The Berzerker. Pojawiły się już pierwsze tytułu utworów i krótki przewodnik:

"Worldwide Genocide" - będzie to prawdopodobnie otwieracz płyty. Utwór zaczyna się dynamicznym riffem przechodzącym we wręcz hardrockowy.

"Wirehead Imbeciles" - zaczyna się klasycznie, by następnie uderzyć mocarnym, wręcz moshowym riffem i d-betaowymi zagrywkami.

"A.men" - krótka, ale słodka grindowa piosenka z cholernie chwytliwym refrenem.

Zespół przygotował również niespodziankę w postaci 9 minutowej suity, która najprawdopodobniej będzie zamykać cały krążek.

Więcej informacji wkrótce!

czytaj dalej »

Nowa odsłona Fear Factory


Wiele wskazuje na to, że w lutym przyszłego roku ukaże się nowa płyta Fear Factory. Najciekawszy wydaje się fakt, że do zespołu po 7-letniej nieobecności powrócił jeden z jego założycieli – Dino Cazares.

Siódmy album grupy najprawdopodobniej nazwany zostanie Mechanized. Sprawę skomplikować mogą jednak personalne tarcia, do których doszło między muzykami.

Wszystko zaczęło się w kwietniu tego roku, kiedy wokalista Burton C. Bell i gitarzysta Dino Cazares ogłosili odnowienie swojej przyjaźni i chęć wspólnego grania. Do nowego projektu zaproszony został aktualny basista Fear Factory, Byron Stroud oraz Gene Hoglan znany chociażby z bębnienia na Individual Thought Patterns (1993) i Symbolic (1995) nieodżałowanego Death.

Problem pojawił się, kiedy pokusa grania pod szyldem Fear Factory okazała się nieodparta. Panowie nie rozwiązali tego w żaden sposób z pozostałymi muzykami dotychczasowego składu. Raymond Herrera (z FF od początku w 1989) i Christian Olde Wolbers (od 1993) utrzymują, że nadal są członkami zespołu oraz również przygotowują nowy materiał.

Nowe Fear Factory miało zaplanowane koncerty w letnich miesiącach tego roku. Z powyższych względów zostały one odwołane.

Przypomnijmy jeszcze, że ostatni album, Transgression ukazał się w 2005 roku i był najsłabiej sprzedającym się LP w historii zespołu. W jego tworzeniu udział wzięli: Bell, Wolbers, Stroud i Herrera.

czytaj dalej »

wtorek, 20 października 2009

Cult Of Luna wydaje... książkę



Kolejne wydawnictwo Szwedów zapewne będzie dla wielu z nas wielką niespodzianką. Muzyków na tyle zainspirowały wydarzenia, które opisali na swym poprzednim krążku "Eternal Kingdom", że tym razem postanowili wydać coś na wzór audiobooka, który rozwinie wątek Holgera Nilssona i Wiecznego Królestwa.

Ów audiobook będzie nosił tytuł "Eviga Riket" i będzie dwujęzyczny, pierwotnie zostanie wydany w języku szwedzkim, ale zostanie przetłumaczony na język angielski. Przez całą historię zawartą na wydawnictwie będzie oprowadzał nas lektor, któremu towarzyszyć będzie muzyka autorstwa zespołu.

"Przez cały rok trwały prace. Podczas ostatnich kilku dni ostatecznie nagraliśmy muzykę i wszystkie dźwiękowe elementy. Nie możemy się już doczekać miksowania i szaty graficznej".


Przypomnijmy ogólną koncepcję "Eternal Kingdom":

Inspiracją dla tytułu i ogólnej koncepcji albumu było znalezienie przez członków zespołu pamiętnika Holgera Nilssona na terenie opuszczonego szpitala dla psychicznie chorych w Umeå. Autor pamiętnika był skazany za zabójstwo żony przez utopienie, następnie został umieszczony w klinice. Tytuł jego dziennika w tłumaczeniu angielskim brzmi "Tales from the Eternal Kingdom", zaś jego treść wyraźnie wskazuje na chorobę psychiczną autora. W pamiętniku, Nilsson obwiniał za zabójstwo swojej żony fikcyjną postać Ugína. W dzienniku wykreował całkowicie wyimaginowany świat, w którym żyły uosobione hybrydy ludzi-sów czy też ludzi-drzew, a wszystko to złożyło się na fantastyczną historię mającą wyjaśnić, dlaczego Nilsson był niewinny morderstwa.

Również okładka albumu jest powiązana z jego koncepcją opartą na zapiskach dziennika. Johannes Persson mówi o niej: "Pomysł na okładkę został zaczerpnięty ze starego drzeworytu, i jest zdecydowanie właściwy dla podkreślenia i wzmocnienia surowości Eternal Kingdom. Postać - sowi król na środku jest idealnym zobrazowaniem tego, jak ta płyta będzie brzmieć".


W nawiązaniu do stricte muzycznych wydawnictw Cult Of Luna, warto pamiętać, że 27 kwietnia bieżącego roku za pośrednictwem Earache Records Szwedzi wydali DVD zatytułowane "Fire Was Born", na który składa się angielski koncert w Klubie Scala w Londynie.

czytaj dalej »

Rammstein - Liebe Ist Für Alle Da


Jest Rammstein – jest ciężko. Musi być, bo jak inaczej? Miejscami też próby przemycenia czegoś przyjemniejszego dla ucha, czym ostatnio panowie również się zajmują. Niech będzie. Ale na dzień dzisiejszy podziwiam ich głównie za to, że od tylu lat pracują w tym samym sześcioosobowym składzie.

Mylący wydaje się już pierwszy utwór. „Rammlied” nawet nie ukrywa swoich inspiracji dawnym hymnem „rammstein”. Coś tu pobrzmiewa zamierzchłym riffem, brzmienie jakby odrobinę przesunięte również w tamte rejony i ta wykrzykiwana nazwa zespołu... Dobrze. To nawet całkiem udane, ale bez rewelacji.

Co jest dla mnie przerażające?
Otóż to, że singlowy „pussy”, piosenka nie najlepsza, prześmiewcza, kojarząca się z tym, z czym ma się kojarzyć, wybija się, wyróżnia zupełnie pozytywnie. Słucha się jej całkiem przyjemnie. Jest jednym z jaśniejszych, jeśli nie najjaśniejszym punktem płyty. Ewidentnie zabrakło więc tym razem panom iskry. A nierzadkie nawiązania do przeszłości wydają się właściwie irytujące. Takie „wiener blut” z recytacją we wstępie nachalnie kojarzy się z „mein herz brennt” z niezapomnianego Mutter (2001). Do pięt jednak nie dorasta.

Najbliżej tej płycie do dwóch ostatnich: Reise Reise (2004) i Rosenrot (2005). Słuchając jej nie mogę uciec od skojarzeń z takimi utworami jak: „morgenstern”, „benzin”, „zerstoeren”. Formuła więc nie wydaje się świeża. Ciężko wskazać również coś ponadprzeciętnego.

Spokojniejsze oblicze zespołu tym razem prezentują takie „fruehling in paris” i zamykający płytę „roter sand”. Ale gdzie im do „ohne dich”, „amour” albo nawet „wo bist du”... Samo to gwizdanie pod koniec płyty działa na nerwy.

Cóż to jeszcze powiedzieć? Jeśli Rosenrot było czymś na kształt b-sides, Liebe Ist Für Alle Da plasuje się gdzieś w okolicach c- albo nawet d-sides. I na coś takiego czekać mieliśmy 4 lata?
Jedynie bonusy ratują album.

czytaj dalej »

poniedziałek, 19 października 2009

Dave Lombardo solo



Jeden z najlepszych perkusistów świata, Dave Lombardo, który na co dzień zasiada za zestawem w Slayer, przygotowuje się do wydania autorskiego materiału. Jeśli wierzyć zapowiedziom muzyka, jego solowy album raczej nie trafi w gusta przeciętnego fana muzyki metalowej, będzie to coś z goła odmiennego od tego z czego głównie znamy Lombardo.

To będzie okazja, abym pokazał inną stronę mojej gry, bardziej awangardową. Nie będzie tam wokali, ani innych instrumentów. Wyłącznie bębny i perkusjonalia. To taki album przygotowany z próżności. Pracuję już nad tym od dłuższego czasu i myślę, że niebawem skończę.

Przypomnijmy, że już niedługo, 2 listopada ukaże się nowy krążek Slayer, zatytułowany "World Painted Blood".

czytaj dalej »

sobota, 17 października 2009

Kolejna odsłona projektu Puscifer



Lider Tool, Maynard James Keenan przygotował właśnie dla swoich fanów kolejną odsłonę eksperymentalnego Puscifer. Nowa EP będzie nosić tytuł "C is for (Please Insert Sophomoric Genitalia Reference Here)" i ukaże się 10 listopada nakładem Puscifer Entertainment. W rozwinięciu również kilka informacji o uwiecznionej na klatce filmowej pasji Keenana i strzępki wiadomości na temat planów wydawniczych Tool i APC.

Na EP będzie składać się 6 utworów. Krążek będzie można pobrać z oficjalnej strony projektu www.puscifer.com.

Oto tracklista:

"Polar Bear"
"The Mission" (Renholder Mix) featuring Milla Jovovich
"Momma Sed" (Alive @ Club Nokia)
"Vagina Mine" (Alive @ Club Nokia)
"Potions" (Deliverance Mix)
"The Humbling River".

Pewnie nie wielu z Was wiedziało o tym, że Maynard jest zapalonym pasjonatem wina. Niedawno postanowił swoją pasję udokumentować. Obraz nosi tytuł "Blood Into Wine" i ukazuje prace artysty i jego wspólnika, Erica Glomskiego, w winnicach w Verde Valley w Arizonie. Zwiastun można obejrzeć pod tym adresem. Keenan zajmuje się uprawą winorośli już od pewnego czasu. Dotychczas pod szyldem Caduceus Cellars Keenan wypuścił na rynek kilka gatunków wina, które były produkowane z owoców częściowo importowanych z Kalifornii.

Zapytacie pewnie jak się mają plany wydawnicze Tool, albo chociaż APC? Dosyć enigmatyczna wypowiedź lidera wskazuje na to, że jednak przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać na następcę "10,000 days" i "eMOTIVe".

- Koledzy z Tool nad czymś pracują i przygotowują miejsce do prób. Prawdopodobnie powstanie też coś A Perfect Circle.


Dyskografię Tool zamyka wspomniany album "10,000 days" z maja 2006 roku, słuch o A Perfect Circle zaginął po wydanym w 2004 roku "eMOTIVe", natomiast Puscifer ostatni raz przemówił za pośrednictwem "V is for Vagina" z 2007 roku.



czytaj dalej »

piątek, 16 października 2009

Ogród ulotnych wrażeń



Szary wiosenny poranek. Stary ogród, do którego dawno nie zawitał żaden człowiek. Przyroda powoli budzi się do życia, kwiaty i krzewy zroszone rosą. Tak wyobrażam sobie tę prawie pięćdziesiąt minutową kompozycję.

Na hasło ambient większości interesujących się ambitniejszą muzyką ludzi przychodzi do głowy kilka nazwisk, w tym człowieka o polskich korzeniach - Williama Basinskiego.

Dziwną muzykę serwuje nam ten artysta – na „The Garden of Brokenness” składają się pojedyncze dźwięki klawiszy, z których autor konstruuje przewodni motyw muzyczny, pozwala mu wybrzmieć i wyciszyć. Dodatkowo mamy „płynące” szumy i... ciszę, której Basinski bardzo często używa. Po takim opisie można by powiedzieć – że to wydumane nudy, silenie się na artyzm którego nie da się słuchać. Jednak album nie ma nic z eksperymentów Cage'a, niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny i subtelne piękno. Basinski pozwala nam popłynąć z jego dźwiękami po swoim własnym wyśnionym ogrodzie.

Ten album jest odtrutką na współczesny wszechobecny pośpiech, pozwala się wyciszyć, odejść na chwilę od rzeczywistości. Jest obrazem dzikiej uśpionej przyrody. Jednocześnie ukazuje ulotność chwili, przemijanie. Jest próbą zatrzymania obrazu, emocji. Może Basinski zobaczył przed nagraniem tego albumu coś, co po chwili całkiem się odmieniło i może postanowił przez muzykę zatrzymać, utrwalić ten obraz. Bo jest w tej muzyce jakiś ból z powodu ulotności dźwięków, zapachów, obrazów... Sama muzyka Basinskiego też jest emferyczna. Piękny klawiszowy motyw pojawia się na chwilę by potem zniknąć i zostawić nas z szumem, szelestem lub ciszą. U Basinskiego dźwięki umierają by narodzić się ponownie, a my wsiąkamy coraz bardziej w brzmienia graniczące z ciszą.

Nie będę pisał dla kogo przeznaczono jest ta płyta, bo myślę że warto spróbować przeżyć ten album na swój sposób; „odlecieć” na te niecałe pięćdziesiąt minut.

czytaj dalej »

Orange the Juice nagrywa drugi album



Po entuzjastycznie przyjętym przez fanów i krytykę debiucie "You Name It", zespół nie spoczywa na laurach i rozpoczął prace nad kolejnym krążkiem, który zatytułowany będzie "The Messiah Is Back". Zespół zapowiada muzykę totalnie nieszablonową i wyrwaną z kajdan schematów oraz gościnny udział innych muzyków.

Pierwszym etapem procesu rejestracji nowego albumu Orange the Juice będzie nagranie podstawowej sekcji zespołu: perkusji, basu, kontrabasu, gitary, fortepianu oraz klawiszy. Miejscem wybranym na ten cel przez grupę została sala kina "Wrzos" w Stalowej Woli, charakteryzująca się akustyką w pełni satysfakcjonującą muzyków. Zupełną nowością jest fakt, iż wspomniana sekcja instrumentalna będzie w całości rejestrowana na żywo. - Zależy nam na uchwyceniu emocji towarzyszących muzyce. Żadne rejestrowanie ścieżek poszczególnych instrumentów nie jest w stanie oddać tego, co dzieje się z nami podczas wspólnego grania - komentuje Dawid Lewandowski. - Po raz pierwszy realizujemy w Orange the Juice nagranie płyty w taki sposób, jednak jesteśmy na to gotowi i w pełni czujemy się na siłach - dodaje wokalista Konrad Zawadzki.

Nad prawidłowym brzmieniem powyższych nagrań będzie czuwał Piotr "Falko" Rychlec, znany ze współpracy choćby z Justyną Steczkowską, Stanisławem Sojką, Matragoną, Tołhajami czy Zbigniewem Hołdysem.

Na stronie możemy obejrzeć pierwsze filmy dokumentujące przygotowania zespołu do procesu nagrania nowej płyty.


czytaj dalej »

czwartek, 15 października 2009

Plateaux Festival już za miesiąc!



Za miesiąc rusza 4-dniowy Plateaux Festival (19.11-22.11), który odbędzie się na terenie dwóch miast, Torunia i Bydgoszczy, Główną ideą festiwali jest prezentacja najciekawszych artystów multimedialnych, sztuki audiowizualnej, filmów eksperymentalnych, muzyki elektronicznej, elektroakustycznej i awangardowej oraz przybliżenie sztuki wizualizacji.

W dobie internetu i nowych mediów połączenie dźwięku z obrazem zyskało nowy wymiar. Rzeczywistość nie po raz pierwszy zakwestionowała nasze mniemania. Otóż okazało się, że oko i ucho to coś więcej niż jedna z wielu konfiguracji zmysłowych. To w rzeczy samej monolit, odrębna forma doznania zrodzona z syntezy. Oko i ucho to nowy, XXI-wieczny zmysł.

Początki były intensywne, pełne entuzjazmu i zabawy nowym wynalazkiem. Niemniej złota era wideoklipów przeszła do lamusa wraz ze zmianą formuły muzycznych stacji i ograniczeniem budżetów promocyjnych firm fonograficznych. Narastała coraz silniejsza potrzeba, aby upomnieć się o jakość sztuki i kultury audiowizualnej, promować jej awangardę, a nie epigonów. Nasz cel jest prosty. Obraz, który przytłacza swoim rozmachem. Dźwięk, który można poczuć na skórze. Ich zespolenie jako kwintesencja pełni. Rozgrzane do czerwoności kable wioną muzyką, a dźwięk wybrzmiewa w nozdrzach i na podniebieniu. Stawiamy na dobry smak, na synestezję zmysłów i niepowtarzalność wrażeń.

Festiwal form audiowizualnych Plateaux Festival to wydarzenie unikatowe w skali europejskiej, porównywalne do tak uznanych i rozpoznawalnych przedsięwzięć jak niemieckie Transmediale czy austriacka Ars Electronica. Festiwal ma wyraźnie zarysowany profil: zajmuje nas obraz opleciony w harmonie, dźwięk pogłębiony graficznym przedstawieniem. Eksperymentalne formy filmowe towarzyszą progresywnym brzmieniom, a ich interakcja i wzajemne oddziaływanie to esencja inicjatywy.
Plateaux Festival 2008, odbywający się w dniach 7. - 9. listopada w Toruniu i Bydgoszczy był pierwszym tego typu wydarzeniem w Polsce, tak silnie skoncentrowanym na wszelkich formach "audiowizualności". Od razu też okazał się wielkim sukcesem. Dobór artystów, oparty na rozległych kontaktach i partnerskich umowach z najlepszymi ośrodkami sztuki, złożyły się na pełen intrygujących punktów program. Licznie zgromadzona publika zgotowała zaproszonym wykonawcom gorące przyjęcie, a zainteresowanie mediów zapewniło festiwalowi dobry start i należną rozpoznawalność w najbliższych latach.

Tegoroczna edycja - w poszerzonej czterodniowej formule - odbędzie się z jeszcze większym rozmachem. Pieczołowicie dopracowany program z pewnością przykuje uwagę nawet najbardziej wymagających. Bez względu na gatunkowe preferencje każdy znajdzie podczas tych intensywnych dni coś dla siebie. Jak przed rokiem poszczególne części festiwalu będą miały odmienny charakter. Różnorodni artyści, a co za tym idzie za każdym razem inna osobowość, inna stylistyka i odrębne formy wyrazu. Dodajmy, że wielu performerów wystąpi w Polsce po raz pierwszy!


Wystąpi ponad 30 wykonawców, w tym również przedstawiciele rodzimej sceny: Akufen, Bodycode, Byetone, Chris Herbert, Claudio Sinatti, Deaf Center, Ezekiel Honig, Fennesz, Geometria, Glitterbug, in., Jeffers Egan, Joshue Ott, kIRk, Lawrence English, Lillevan, Lusine, M. Kraśnicka, Mahnik, Makino Takashi, Mao, Mooryc, Morgan Packard, Rafael Anton Irisarri, Ronni Shendar, rsp trio, Simon Scott, SND, Stendek, Sutekh, Svarte Greiner, The Sight Below, Tilman Ehrhorn, Tropajn.

Niektórzy artyści występujący na festiwalu, wcielą się także w rolę komentatorów aspektów teoretycznych i praktyczno-technicznych sztuk audiowizualnych.
Warsztaty prowadzone będą z wykorzystaniem najnowocześniejszego profesjonalnego sprzętu używanego w tworzeniu i prezentacji sztuki audiowizualnej.

Cała impreza zorganizowana jest na przestrzeni Torunia i Bydgoszczy. Głównymi lokalizacjami będą: CT Park (ul. Bydgoska 3 - Toruń), APK (ul. Królowej Jadwigi 14 - Bydgoszcz), TabuBar (ul. Zbożowy Rynek 6 - Bydgoszcz) oraz Mózg (ul. Gdańska 10 - Bydgoszcz).

Tutaj znajdziecie tabelę z programem festiwalu. Sytuacja z biletami wygląda następująco: 25zł (czwartek), 45zł (piątek-niedziela),125zł (4-dniowy karnet) oraz 15zł (niedzielne afterparty). Bilety można nabyć za pośrednictwem Eventim oraz w TabuBar i Pod Arsenałem (ul. Dominikańska 9 - Toruń)


czytaj dalej »

środa, 14 października 2009

Afekth - The First Two Names



Nikt nigdy nie przypuszczał, że muzyka metalowa stanie się tak bardzo wielowymiarowa, gdy wszyscy zasłuchiwali się w chociażby Black Sabbath. Recepta była prosta, chwytliwy riff, zgrana i galopująca sekcja rytmiczna oraz charyzmatyczny frontman z ciekawą barwą głosu, która później często gęsto stawała się wizytówką zespołu, idealny przepis na sukces. Z czasem wszystko zaczęło ewoluować, zaczęto odchodzić od prostych struktur na rzecz eksperymentów, pojawiły się siedmio, ośmiostrunowe gitary, a i perkusiści starali się kombinować z rytmem nadając utworom polirytmiczny charakter, niekiedy wręcz „arytmiczny”, który mimo wszystko zaczynał współgrać z całą, eksperymentalną świtą.

Panowie z Kędzierzyńsko-Kozielskiego Afekth to pilni uczniowie szwedzkich matematycznych szaleńców z Meshuggah. Brzmienie gitary do złudzenia kojarzy się z wiosłami Skandynawów. Czy to źle? Niekoniecznie, a przynajmniej dla naszej rodzimej sceny. Mało jest zespołów obracających się w klimatach prezentowanych przez Afekth, chociaż trzeba przyznać, że ostatnimi czasy wysyp eksperymentalnych kapel w naszym kraju jest niesamowity.

„The First Two Names” to na dzień dzisiejszy materiał składający się z dwóch utworów połączonych w jeden – „Maggie / Orpheus”. Materiał został zmiksowany do spółki przez założyciela zespołu Maciej Dymusa oraz Herona Grey’a, który udzielił się także wokalnie na płycie. Płytę otwiera lekko niepokojący, narastający dźwięk, który już po chwili wstępu zamienia się rolami z gitarą, która zaczyna grać pierwsze skrzypce. Panowie skorzystali ze sztuczki Szwedów i do połamanego riffu, w tle wpletli gitarową, czystą melodie. Efekt jest świetny, ale niestety nie do końca oryginalny. Ciekawym zabiegiem było wkomponowanie całkiem niezłej elektroniki w przestrzeń utworów, dodało specyficznego klimatu całości. Gdzieniegdzie lekkie ambientowe naleciałości wypełniające tło, później oszczędne uderzenia w klawisze syntezatora.

Podsumowując. Na tej płycie znajdziemy wszystko za co lubimy Meshhugah, więc nie czekajcie, tylko zabierajcie się za materiał Afekth, jest na czym zawiesić „eksperymentalne” ucho. Oczywiście nie należy rozpatrywać tej płyty w kategoriach kopii muzyki Szwedów, bo byłoby to bardzo krzywdzące określeni, słychać wyraźnie inspiracje, ale również to, że zespół intensywnie szuka swojego stylu. Należy się cieszyć, że taką muzykę chce się u nas grać i miejmy nadzieję, że zespół długo nie karze nam czekać na swojego długograja.


czytaj dalej »

wtorek, 13 października 2009

Przebudzenie Pain Of Salvation



Po dosyć długim okresie milczenia, Daniel Gildenlöw i spółka zapowiedzieli ukazanie się nowej EP, która zatytułowana będzie "Linoleum" i wydana zostanie na początku listopada bieżącego roku nakładem niemieckiej InsideOut Music.

Na EP złoży się 6 utworów, z czego jeden z nich "Yellow Raven" będzie coverem grupy Scorpions. Warto również wspomnieć o zbliżających się kilku koncertach w Australii jakie zespół zagra u boku Dream Theater na zaproszenie Mike Portnoya. Dodatkowo wiadomo już co nie co na temat nowej płyty, która zatytułowana będzie "Road Salt" i według zapowiedzi, premiera przewidziana została na początek 2010 roku.

Tracklista "Linoleum":

1. Linoleum
2. Mortar Grind
3. If You Wait
4. Gone
5. Bonus Track B
6. Yellow Raven

Dyskografię Szwedów zamyka wydany w 2007 roku kontrowersyjny "Scarsick", który mocno podzielił fanów Pain Of Salvation.

czytaj dalej »

Tony Hawk i Rancid


Legenda oldschoolowego punka, wypuściła na światło dzienne klip promujący nową płytę zespołu- Let the Dominoes Fall, która swoją premierę miała w lipcu bieżącego roku.

Teledysk został nagrany do utworu Up To No Good. Ciekawostką jest natomiast fakt obecności w nim, kultowego już, mistrza deskorolki- Tonego Hawka.

Zobacz jak prezentuje się nowy klip Rancidów.

Miksami promowanego krążka zajął się Brett Gurewitz, znany z Bad Religion. Let the Dominoes Fall to już siódmy długograj punkowej supergrupy. Poprzednia płyta Rancid, ukazała się w 2003 roku pod tytułem Indestructible.

czytaj dalej »

Monolog Toma Waitsa


Bard, poeta, muzyk - człowiek, który w swoich piosenkach potrafi przemycić nutkę lirycznego wysublimowania, okrytego płaszczem muzyki w sam raz "do kieliszka"- zaserwuje swoim fanom ciekawe, koncertowe wydawnictwo.

Mowa tu o klasyku bluesrocka- Tomie Waitsie, którego to nowa płyta (a właściwie digipack) ukaże się na rynku już 24 listopada pod tytułem Glitter and Doom. Fanów autora takich przebojów jak Good old world, czeka produkcja, na której pierwszej części znajdą się najciekawsze utwory z wybranych występów tournée muzyka. Druga część natomiast, nieco nietypowo, będzie zawierać wyłącznie monolog autora.

Znana jest również tracklista nadchodzącego krążka:

CD 1:
"Lucinda"/"Ain't Goin Down" (Birmingham - 03.07.2008)
"Singapore" (Edynburg - 28.07.2008)
"Get Behind the Mule" (Tulsa - 25.06.2008)
"Fannin Street" (Knoxville - 29.06.2008)
"Dirt in the Ground" (Mediolan - 19.07.2008)
"Such a Scream" (Mediolan - 18.07.2008)
"Live Circus" (Jacksonville - 01.07.2008)
"Goin' Out West" (Tulsa - 25.06.2008)
"Falling Down" (Paryż - 25.07.2008)
"The Part You Throw Away" (Edynburg - 28.07.2008)
"Trampled Rose" (Dublin - 01.08.2008)
"Metropolitan Glide" (Knoxville - 29.06.2008)
"I'll Shoot the Moon" (Paryż - 25.07.2008)
"Green Grass" (Edynburg - 28.07.2008)
"Make It Rain" (Atlanta - 05.07.2008)
"Story" (Columbus - 28.06.2008)
"Lucky Day" (Atlanta - 05.07.2008)

CD 2:
Tom Tales


Należy przypomnieć, że ostatnim wydawnictwem, które popełnił Tom Waits, była wydana w listopadzie 2006 roku płyta o tytule Orphans: Brawlers, Bawlers & Bastards.

czytaj dalej »

niedziela, 11 października 2009

Woody Alien w trasie


Chłopaki z naszego rodzimego, kreatywnego zespołu około-noise'owego postanowili ruszyć w kolejną trasę koncertową po Polsce, tym razem skupiając się na promocji wydanego w tym roku krążka - Microgod.

Na stronie myspace zespołu, dostępne są szczegóły w związku z trwającym tournee, w które udali się panowie z WA tym razem. Rozkład koncertów przedstawia się następująco:

Sep 25 2009 8:00P Fląder Fest. Sfinks Club Sopot
Sep 26 2009 8:00P Alpha Gniezno
Sep 27 2009 8:00P Powiększenie Warszawa
Sep 29 2009 8:00P klub łódź kaliska Kraków
Sep 30 2009 8:00P art cafe MUZA Sosnowiec
Oct 2 2009 8:00P Velbloud w. /Deverova Chyba C.Budejovice
Oct 3 2009 8:00P KAFE/KAFKA w./NOA Horice
Oct 4 2009 8:00P fabryka Opole
Oct 5 2009 8:00P Stary Gramofon wołów (royal town)
Oct 6 2009 8:00P niskie łąki w./ KZK Wrocław
Oct 7 2009 8:00P kisielice Poznań
Oct 8 2009 8:00P NRD w./Tin Pan Alley, Everyday Lynch Toruń
Oct 9 2009 8:00P TRICKSTER Berlin
Oct 10 2009 8:00P bwa club Koszalin
Nov 26 2009 8:00P łódź kaliska Łódź
Nov 28 2009 8:00P Club Infinium, Songs for deaf Gdańsk
Nov 29 2009 8:00P peron Piła
Dec 3 2009 8:00P kino...w./ Harry in the church Szamotuły
Dec 5 2009 8:00P agrafka Zgierz

Ciekawie zapowiada się zwłaszcza trójmiejski koncert zespołu (w klubie Infinium), który odbędzie się przy okazji kolejnej (i zarazem ostatniej w tym roku) edycji alt-imprezy z cyklu Songs for the Deaf.

Wejściówki na poszczególne koncerty, oscylować będą w granicach 10zł.

czytaj dalej »

The Pixies: na żywo i w sieci


Fani legendarnej amerykańskiej formacji, niedługo będą mieli możliwość zobaczyć swoich ulubieńców na żywo. Z okazji 20-lecia wydania płyty Doolittle, członkowie Pixies postanowili ruszyć w jubileuszową trasę koncertową, która nosi tę samą nazwę, co krążek, nagrany w 1989 roku.

I to właśnie "promocji" tej płyty należy się spodziewać. The Pixies postanowili bowiem odświeżyć jedną ze swoich pierwszych produkcji (uściślając- drugi album) i przypomnieć o nim fanom, tym razem w wersji koncertowej.

Ciekawostką jest fakt, że na 10minut po występie kapeli, ze strony The Pixies dostępny do zakupienia będzie materiał z zapisem koncertu.

Minusem przedsięwzięcia jest zapewne fakt nakładu, który każdorazowo zostanie ograniczony jedynie do tysiąca kopii. Oczywiście zanim ktoś zdecyduje się nabyć rarytas, istnieje możliwość uprzedniego przesłuchania części utworów.

Ostatnią płytą, którą Pixies zapisali się w historii muzyki, jest krążek Trompe le Monde wydany w 1991 roku. Trzeba również przypomnieć, iż w 2004 roku zespół zawiesił swoją działalność na czas nieokreślony.

czytaj dalej »

piątek, 9 października 2009

Proghma-C






Pochodzenie: Gdańsk, Polska

Rok powstania: 2002

Status: Aktywny

Skład:


Piotr-BOB-Gibner - wokal
Pawel-SMAGA-Smakulski - gitara, syntezator
Lukasz-KUMAN-Kumanski - instrumenty perkusyjne
Michal-WĄSKI-Gooretzky - bas

Wytwórnia: Mystic Production


Kontakt:

http://www.myspace.com/proghmac


Historia zespołu sięga roku 2002, kiedy na drodze muzycznych poszukiwań spotkało się kilku młodych zapaleńców alternatywnych dźwięków. Trzy osobowości o różnych doświadczeniach muzycznych zapragnęło połączyć w jedną całość swoje odmienne inspiracje muzyczne. Miłość do muzyki, energia oraz chęć stworzenia odmiennego świata dźwięku była i nadal jest głównym motorem napędzającym Proghma-C.

Proghma-C to twór, który podlega ciągłym przemianom, licznym eksperymentom muzycznym a przede wszystkim nieprzerwanej chęci tworzenia muzyki, która zawsze będzie dla nas nieodkrytą przestrzenią piękna. Inspiracje klimatami trans, ambient, rock, pop, new age, death, fusion czy progressive towarzyszą nam od lat.

Po paru latach odkrywania własnej drogi, z czwartą osobą w składzie w roli wokalisty, Proghma-C zarejestrowało pierwszą EP zatytułowaną „Down In a spiral” (2005). Mimo, że „Down In a spiral” nie zostało wydane, odbiło się szerokim echem wśród fanów muzyki eksperymentalnej w Polsce i za granicą.

Rok 2007 był dla zespołu wyjątkowy. Zarejestrowany został bowiem materiał na pierwszą płytę długogrającą zatytułowaną „Bar-do Travel”, pod czujnym okiem realizatora Szymona Czecha w olsztyńskim Studio X, który ukazał się 6 października 2009r nakładem Mystic Production.

Koncerty Proghma-C to imprezy, na których zespół stara się stworzyć niepowtarzalną, transową atmosferę. Zespół zagrał trasę koncertową z zespołem Blindead oraz pojedyncze koncerty razem z kapelami The Ocean, Meshuggah, Cynic, Voivod, Anathema, Riverside, The Ocean, Apocalyptica czy Frontside, które spotkały się z bardzo pozytywną recenzją ambitnej i wymagającej publiczności.

Notka biograficzna nadesłana przez zespół.


czytaj dalej »

Proghma-C wydaje swój debiut!



Na horyzoncie pojawił się kolejny zespół, który z pewnością urozmaici naszą rodzimą, muzyczną scenę, która ostatnimi czasy przeżywa ogromny rozkwit młodych i ambitnych zespołów. Mowa o trójmiejskim kwartecie Proghma-C, która kilka dni temu nakładem Mystic Production wydała swój debiut zatytułowany "Bar-do Travel".

Premiera albumu miała miejsce 6 października. Zespół cały materiał zarejestrował już w 2007 roku w Olsztyńskim Studio X pod okiem Szymona Czecha, ale dopiero w tym roku udało im się dopiąć wszystkie wydawnicze kwestie na ostatni guzik. Warto pamiętać o tym, że zespół ma już na swoim koncie EP zatytułowaną "Down In A Spiral", która została nagrana w 2005 roku, lecz z bliżej nieokreślonych powodów nie ujrzała światła dziennego w takim stopniu na jaki zespół pewnie liczył.

Tracklista:

1. Kana
2. FO
3. Spiralling TO Another
4. Spitted Out
5. Spitted Out (Out)
6. So Be-live
7. I can't illuminate with You
8. Naan
9. Army Of me (Bjork cover)

Trzeba przyznać, że Mystic jak zawsze bardzo profesjonalnie podszedł do sprawy i od strony wydawniczej, krążek prezentuje się wyśmienicie. Na stronie wydawcy możemy nabyć "Bar-do Travel" w zgrabnie oprawionym digipacku z intrygującą szatą graficzną. Z kolei próbek materiału można posłuchać na profilu myspace zespołu.


czytaj dalej »

czwartek, 8 października 2009

Zmarł Mike Alexander


Smutne wieści dla fanów brytyjskiej formacji Evile. 5. października zmarł Mike Alexander, basista kwartetu. Do wypadku doszło w Lulea (Szwecja), gdzie Evile koncertowało z Amon Amarath i Entombed.

Oto co mają koledzy z zespołu do powiedzenia:

Jest bardzo trudno znaleźć słowa, które wyraziłyby nasze uczucia. Nie potrafimy uwierzyć lub zaakceptować tego, co się wydarzyło. W jednej chwili rozmawiamy z naszym kumplem, minutę później okazuje się, że już nigdy nie będziemy rozmawiać.

Jest tyle rzeczy w naszych głowach, które chcielibyśmy powiedzieć, zrobić, które czujemy. Po części mamy wrażenie, że zaraz wyjdzie zza rogu i nazwie nas ‘kutasami’. Nie możemy sobie z tym poradzić.

Martwi nas fakt, że kiedy to się stało, był z dala od rodziny. Pocieszamy się jednak myślą, że Mike będąc na trasie koncertowej robił to, co naprawdę kochał.

Brakuje nam słów. Bardzo za nim tęsknimy. Był upartym i miłym facetem, który kochał muzykę i swoją rodzinę. Mamy wiele wspaniałych wspomnień z nim.


Przyczyną tragedii był wylew krwi do mózgu. Mike Alexander miał 32 lata.

Evile promowało swoją drugą płytę Infected Nations, która wyszła w Europie 21. września tego roku. Album cieszy się dobrymi recenzjami. Wydawcą jest Earache Records.

czytaj dalej »

"Here be Dragons" już niedługo!



Niedawno informowaliśmy o tym, że kolektyw The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble, któremu przewodzi Bong-Ra pracuje nad nowym albumem. Od tamtego czasu przybyło kilka istotnych informacji w postaci okładki, tracklisty, daty premiery oraz próbek nowego materiału.

"Here be Dragons" zostanie wydany w barwach wytwórni Ad Noiseam 15 października. Możemy również podziwiać okładkę, która będzie zdobić drugiego długograja holendrów jak i zapoznać się z tracklistą, która przedstawia się w sposób następujący:

1. Lead Squid
2. Caravan!
3. Embers
4. Sirocco
5. Mists Of Krakatoa
6. Sharbath Gula
7. Samhain Labs
8. Seneca
9. The MacGuffin

Miejmy nadzieję, że na dwóch zapowiedzianych koncertach w Polsce (w Krakowie i Poznaniu, odpowiednio 8 i 9-tego grudnia) będziemy mieli okazje posłuchać próbek nowego albumu, a tymczasem możemy się pocieszyć teaserem.




czytaj dalej »

środa, 7 października 2009

Attila wspólnie z Sunn O))) na Unsound



Każdy po cichu liczył na to, że Sunn O))) przywiozą ze sobą Csihara. W tym przypadku ironiczne stwierdzenie "Umiesz liczyć? Licz na siebie" straciło swój sens bezapelacyjnie. Słoneczni postanowili sprawić wszystkim swoim fanom wielką niespodziankę i ów Węgra zabrać ze sobą.

Attila Csihar to postać znana wszem i wobec na scenie metalowej. Kojarzony głównie z występów w black metalowym Mayhem, ale zasłynął również zaangażowaniem w muzykę eksperymentalną kolaborując z australijskim gitarzystą Orenem Ambarchi, który wspierał Sunn O))) na albumie "Black One". Organizatorzy festiwalu Unsound wzięli sobie do serca hasło amerykanów: "maksymalna głośność owocuje maksymalnymi efektami", dlatego też przy wejściu każdy otrzyma bezpłatnie zatyczki do uszu.

Bilety można nabywać za pośrednictwem Eventim
oraz w punktach sprzedaży takich jak Empik, Saturn i Media Markt, które zlokalizowane są na terenie całego kraju.

Dyskografię Sunn O))) zamyka wydany w 2009 roku album “Monoliths and Dimensions”.

Więcej informacji dotyczących festiwalu znajdziecie na jego oficjalnej stronie.

czytaj dalej »

wtorek, 6 października 2009

Cult Of Luna nagrywa



Kilka dni temu na myspace zespołu pojawiła się dosyć tajemnicza i oszczędna informacja o tym, jakoby zespół wchodził do studia. Ku zdziwieniu większości, okazuje się, że nie będzie to sesja nagraniowa materiału, który miałby znaleźć się na kolejnym albumie Szwedów.

Muzycy przekazali, że wkrótce spotkają się gdzieś w środku października i podczas jednego weekendu w rodzinnym mieście, nagrają materiał, który przeznaczony będzie na bliżej jak na razie nieznany projekt. W między czasie zespół zamieścił również enigmatyczne, słowne wskazówki: "The left eye holds a secret" oraz "In the eye of Ugín". Pozostaje nam jedynie czekać na więcej informacji, które rzucą nieco światła na oba wątki.

Przypominamy, że dyskografię Cult Of Luna zamyka wydany w 2008 roku album "Eternal Kingdom".

czytaj dalej »

poniedziałek, 5 października 2009

Azarath – Praise the Beast


Azarath nigdy nie brało jeńców. Teraz również ich nie bierze i nie sądzę, by kiedykolwiek w przyszłości miało się to zmienić. Od pierwszej do ostatniej minuty – wylew żółci prosto z trzewi piekła.

Aż (nie)miło posłuchać. Panowie znają się na swoim rzemiośle i wiadomo to nie od dziś. Nie spuszczają z tonu. I bardzo dobrze. Grają tak jakby mieli cały świat w dupie. To chyba najwłaściwsze określenie. Żadne trendy, żadne gwiazdorstwo, żadnego niepotrzebnego kombinowania, żadnych półśrodków. Od razu w ryj i poprawić tyle razy ile starczy sił. A tych nie brakuje.

Poprzednie albumy Azarath trwały około pół godziny, a tu słuchacz dostaje dodatkowe 10 minut niemiłosiernego grania. Jest trochę inaczej niż wcześniej, ale mówienie o jakiejś ewolucji czy rozwoju wydaje się co najmniej niestosowne. Kompozycje nieco dłuższe, może zespół częściej zwalnia, ale siła rażenia wciąż bardzo poważna. Jak zwykle zasłużone brawa dla Inferna (jakby ktoś jakimś cudem nie wiedział – perkusista Behemoth) i Barta z Truflem za bardzo dobre riffy.

Pamiętam, jak wiele lat temu usłyszałem na debiutanckim albumie Azarath: destroy yourself, do it now! Po tym zalała mnie szalona i brutalna kanonada dźwięków, coś koło minuty i już mnie nie było. Puszczałem to sobie raz za razem i nie mogłem wyjść z podziwu, jak w tak krótkiej formie można zmieścić tyle...treści. Bluźnierczej treści. Cieszę się, że panowie idą sumiennie tą drogą. To już na pewno nie jest grupa muzyków znanych z innych kapel, teraz to pierwszoligowy, zgrany zespół deathmetalowy, który nie ma sobie równych w tym kraju i utrzymuje jak najbardziej światowy poziom.

czytaj dalej »

sobota, 3 października 2009

Wardruna – Runaljod – Gap Var Ginnunga


Lubię, gdy muzycy kojarzeni z black metalem podejmują się stworzenia czegoś w innej stylistyce. Miło patrzeć na ich przemianę, jak zrzucają swoje krzykliwe oblicze i zaczynają poruszać się w zupełnie odmiennej przestrzeni. A niekiedy ujawniają się wśród nich naprawdę ciekawe i utalentowane jednostki, swobodnie odnajdujące się w różnych formach ekspresji.

Tak właśnie dzieje się w przypadku projektu Wardruna, w którego skład wchodzą: Kvitrafn (tj. Einar Selvik; związany niegdyś z Gorgoroth, aktualnie udzielający się w Jotunspor) odpowiedzialny właściwie za wszelkie dźwięki zawarte na tym wydawnictwie, a swojego głosu udzielają: Gaahl (Kristian Eivind Espedal; również rozpoznawany głównie ze względu na lata spędzone w Gorgoroth) i Lindy Fay Hella. Zespół wspomaga również Hallvard Kleiveland, Erlend Gjerde, Egil Furenes, Arne Sandvoll.

Gap Var Ginnunga jest, jak rozumiem, pierwszą częścią trylogii o nazwie Runaljod. I co tu mamy? Dźwięki rogów, skrzypce (czy coś na ich kształt), bębny, niekiedy dziwne instrumenty oraz rytualne śpiewy (w tym chóry, deklamacje, itd.). A żeby jeszcze bardziej poczuć przywiązanie naszych muzyków do matki ziemi – wiatr, deszcz, płynąca woda, a nawet ćwierkająca fauna. Można dać się porwać się temu porwać. Bardzo, bardzo przyjemne.

Muzyka na tej płycie, jak i na zapowiedzianych, ma interpretować runy Starszego Futhkarku. Chodzi u o najstarszą wersję alfabetu runicznego, sięgającą starogermańskich plemion. Oficjalnie uważa się, że ten alfabet przywędrował z okolic Italii czy dokładnie Alp. Oczywiście uległ po drodze modyfikacji. Jednak nasi muzycy wolą pewnie wersję mitologiczną; mianowicie alfabet ten mieli ich praojcowie otrzymać bezpośrednio od Odyna (bóg wojny, mądrości, poezji, magii, itd.). Tego samego Odyna, który poruszał się po zaświatach na ośmionożnym koniu... I lubował się, gdy jego wierni wieszali masowo ludzi na drzewach. Taki zarośnięty wojownik mógł sobie inskrypcję odpowiednią zafundować na statku, tarczy, toporze czy czymś innym, co dawało mu siłę, ochronę, odwagę, cokolwiek. Zresztą dziś uważa się, że działania mają one wszelakie.

O czym śpiewają? Nic prostszego, proszę zobaczyć:
Laukr er vann
tårar frå auge
foss frå fjella
draup frå isen
vågar på vatn

W bardziej przystępnym dla nas języku znaczy to tyle co:
Laukr is water
tears from the eye
waterfalls from mountains
drops from the eyes
waves on the sea

I przez cały utwór towarzyszy nam dźwięk płynącej wody.

Żeby taka runa zechciała „działać”, należy ją rzekomo poddać działaniu (tzn. naładować mocą) czterech żywiołów. Stąd, wyżej wspomniana, bliskość z naturą. I tyle jeśli chodzi o bardzo płytki, i bardzo niekompletny wstęp do run. Wracając do muzyki – ciekawa, oryginalna i przyjemna. Może w jakimś stopniu magiczna. Polecam tym, którzy chcą spróbować czegoś bardziej egzotycznego. Oby z następną płytą uporali się szybciej niż z tą (pracowali nad nią 6 lat).

czytaj dalej »

piątek, 2 października 2009

Varg Vikernes zapowiedział nową płytę


Cieszący się złą sławą lider norweskiego Burzum przygotowuje nowy album. Rozmowy z wydawcami trwają. Muzyk nagrał dziewięć utworów, które rzekomo są metalowe i mają zadowolić fanów jego dawnej twórczości. Płyta najpewniej ukaże się w przyszłym roku.

Przypomnijmy, że Varg Vikernes, znany też jako Count Grishnackh, został wypuszczony warunkowo z więzienia 24. maja bieżącego roku. Otrzymał najwyższą możliwą karę w norwerskim prawie – 21 lat, z czego odbył 16. Oskarżony był o zabicie Øysteina Aarsetha (muzyka Mayhem znanego bardziej jako Euronymous) oraz podpalenie trzech kościołów. W więzieniu nagrał płyty: Dauði baldrs (1997) i Hliðskjálf (1999), napisał również m.in. takie książki jak: Vargsmål (1997) i Irminsûl (2002).

Myśląc o pierwszym od dawna albumie Burzum, warto mieć na uwadze, że przez te wszystkie lata Varg Vikernes odcięty był od muzyki jaką mógłby chcieć słuchać. W więzieniu miał do wyboru trzy odgórnie narzucone stacje radiowe, „z muzyką pop i propagandą”. Dostępny był również telewizor, za to brak możliwości odtwarzania kaset lub płyt. Sam zainteresowany podkreślał, że nie zaspokajało to jego muzycznych zapotrzebowań. Możemy więc mieć do czynienia z prawdziwym muzycznym skansenem. W ostatnich latach odsiadki do dyspozycji miał gitarę akustyczną.


W drugiej połowie września ukazał się Tribute to Burzum: When the Night Falls zagrane przez meksykański zespół Bethlehem Struluck. Jest to dziesiąte wydawnictwo ku czci Burzum. W skład tego albumu wchodzą wyłącznie covery niegitarowych utworów (z wyjątkiem „lost wisdom”):

1. What Once Was [2:36]
2. Hermoðr Á Helferð [1:28]
3. Lost Wisdom [3:12]
4. Illa Tiðandi [6:14]
5. Rundgang Um Die Transzendentale Säule Der Singularität [4:38]
6. Móti Ragnarokum [3:39]
7. Die Kraft Des Mitgefuhls (The Power Of Empathy) [3:47]
8. Der Weinende Hadnur [2:14]

czytaj dalej »

czwartek, 1 października 2009

Wereju - Fairytale Ending


Szufladkowanie jest złe, niebezpieczne – to oczywiste. Ale zwykłe ambient/drone czasami może się okazać (z technicznego punktu widzenia) właściwe. Prawdziwe. Czyste. Z kolei: ageless drifting melancholia of an abandoned planet (ze strony zespołu) dopowiada sporo. I teoretycznie gotowy jest już obraz całej płyty. Teoretycznie.

Jeśli wierzyć wyżej wspomnianej stronie internetowej, jest to już 29-te wydawnictwo Wereju. Działalność najpewniej rozpoczęta w 2006 roku. Za projektem stoi niejaki Cathal Rodgers (ew. Count Rodge) znany z gry na basie w dublińskim Wreck of The Hesperus. Nie ma jednak co szukać podobieństw.

Do Wereju podszedłem z dystansem. Nawet nie zauważyłem, kiedy ta płyta wciągnęła mnie w całości. Wszystko jest takie nieuchwytne, trochę absurdalne, ale współgra ze sobą. Tytuł albumu, poszczególnych piosenek i czas ich trwania, kolejno: „goodbye for the first time” (4:16), „not who I thought you were” (10:27), „goodbye for the second time” (4:26), „not who I thought I was” (10:22) i „goodbye for the last time” (11:29). Wszystko przemyślane, wszystko na swoim miejscu, smutny temat, ale bajkowy tytuł i okładka. Musi to jakoś wpływać na odbiór materiału.

Muzycznie wiadomo. Pasaże dźwiękowe, pejzaż; zwal jak zwał. Bez szaleństw, bez zaskoczenia. Abstrakcja. Ale jakie to przyjemne dla uszu. Odrobinkę hałaśliwiej przy drugim utworze. Synestezyjnie powiedziałbym, że ta muzyka jest ciepła i...kolorowa (być może sugestia okładki, a właściwie okładek, jest kilka zbliżonych wersji).

Czy rozstania (bo o tym tu przecież mówimy) mogą być bajkowe? Nie wiem, jestem zbity z tropu. Pozostawiam kwestię otwartą.

czytaj dalej »